Archangielsk

Archangielsk

źródło zdjęcia: sxc.hu

Los wojennego tułacza - część 4 W dniu 10 sierpnia 1944 roku wczesnym rankiem dojechaliśmy do Archangielska. Wysiadać! - krzyknęli rosyjscy konwojenci. Chłopaki wysypywali się z wagonów i na peronie zrobiło się bardzo tłoczno. Ten peron ciągnął się wzdłuż zalewu rzeki Dwiny i w tym czasie wyglądał  jak mrowisko poruszone kijem. Jest zimno, przymrozek około – 5 stopni, wieje zimny wiatr od morza, a my przecież jesteśmy ubrani po letniemu, ale w tłoku szło jakoś wytrzymać. Czekając na peronie  na dalsze rozkazy patrzyliśmy na duże fale i ogromny zalew, gdzie nie było widać drugiego brzegu. Szliśmy peronem, aż do portu gdzie już oczekiwał na nas statek. Wciąż patrzyliśmy na prawdziwe morze, którego każdy z nas jeszcze nie widział. Czytaj więcej...

Wizyta w Sankt Petersburgu

Sankt Petersburg

źródło zdjęcia: L.W.

Do Sankt Petersburga przyleciałam z grupą dyrektorów szkół późnym, styczniowym popołudniem. Znaleźliśmy się nad brzegami skutej lodem Newy. Przeczuwaliśmy, że obok wypełnianej misji będzie to jedno z najsilniejszych wrażeń podróżniczych, bo wiąże się ono z Puszkinem i Mickiewiczem, z Balzakiem i Dostojewskim, z Błokiem i Witkacym. Sankt Petersburg założony w 1703 roku przez cara Piotra Wielkiego, to miasto zbudowane na wodzie, po dziesięciu latach stało się stolicą imperium rosyjskiego. Zyskało sławę jednego z najpiękniejszych miast Europy, położone nad Newą, którą spina ponad 700 mostów, nazywane jest często Wenecją Północy. Czytaj więcej...

Wigilia z pułkownikiem – część 5

Nad Pacyfikiem

źródło zdjęcia: sxc.hu

NAJDŁUŻSZY REJS W NIEZNANE Ten dosyć znośny okres mojej katorgi przerwała wiadomość,że opuszczamy Amur, a właściwie odpływamy. Grupa ok. 70 osób w której między innymi znalazłem się ja i Alosza wchodziła trapem na statek. W porcie na innym statku grał bajan. Melodia walca „Amurskije wołny” kołysała się na falach Amuru, które w takt uderzały o burtę naszego statku. Alosza miał w oczach łzy. Coś złego przeczuwał. Nad Amurem bardzo go polubiłem. Pocieszałem go, by nie tracił nadziei na spotkanie ze swymi rodzicami. Miał zaledwie 29 lat. Przeżywaliśmy razem naszą spólną gorycz. Płynęliśmy Amurem na wschód w nieznany rejs. Po całodobowej podróży, w Nikołajewsku przesiedliśmy się na parowy statek dalekomorski. Z Amuru wypłynęliśmy na morze Ochockie Wszyscy skazańcy wyglądali jak żywe mumie. Nikt się nie uśmiechał, nikt nic nie mówił. Czytaj więcej...

Wigilia z pułkownikiem – część 4

rewolucja w Rosji

źródło zdjęcia: sxc.hu

PODRÓŻ DO GÓR ŚMIERCI Na drugi dzień wszystkich załadowano na statek pasażerski. Podróż wzdłuż brzegów Bajkału trwała niecałą dobę. Gdy Bajkał się skończył płynęliśmy jeszcze rzeką, aż do jej wartkiego nurtu. Dalej szliśmy pieszo wzdłuż rzeki a później wąwozami wśród gór szlakiem, którym od wieków wędrowali kupcy. Zboczenie ze ścieżki było niemożliwe. Po obu stronach wznosiły się wysokie góry lub bezkresna tajga z gęstymi zaroślami i poszyciem do nie pokonania. Na ucieczkę nie było szans. W nocy musieliśmy spać jeden przy drugim, tworząc krąg. Środek był przeznaczony dla dwóch strażników. Następnych ośmiu czuwało na zewnątrz. Skoro świt, po posiłku, wyruszyliśmy w dalszą drogę. Na górzystym szlaku napotykaliśmy wiele niewielkich osad. Tubylcy wychodzili z domów. Niektórzy z niewdzięcznością wyzywali nas od carskich burżujów. Tą hańbę w pogardzie i rozpaczy często musieliśmy znosić. Na górskim rozdrożu dotarliśmy do „Sowchozu” (Sowietskoje Choziajstwo). Było to leśne gospodarstwo. Czytaj więcej...

Wigilia z pułkownikiem – część 3

rewolucja w Rosji

źródło zdjęcia: sxc.hu

DZIKIE MIASTO Z Omska ponad 1000 km. jechaliśmy długo aż do Bracka. Po rewolucji tym dzikim, drewnianym miastem rządzili carscy przestępcy. Przed rewolucją chronili się oni w bezkresnej tajdze. Po rewolucji wrócili z niej i pozajmowali ważne stanowiska. Zdziczali ludzie wprowadzili swoje, dzikie prawo. Każdego dnia i w nocy trwała strzelanina. Każdego dnia kogoś rozstrzeliwano. Tam jeszcze trwała rewolucja. Tam jeszcze zabijano bogatszych ludzi. Tam w górzystym terenie przez dwa miesiące w nieludzkich warunkach budowaliśmy drogi. Tam przy każdym spotkaniu z cywilami nazywano nas „carskimi parazitami” (pasożytami). Tam kto posiadał broń czuł się jak pan na swoich włościach. W każdej chwili taki dzikus mógł strzelić do każdego z nas i nie odpowiadał by za to. Tam także w nieludzkich warunkach ciężkiej pracy wśród skazańców śmierć zbierała swe żniwo. Kilkanaście osób umarło z wyczerpania. Pozostali oni na zawsze, zasypani w nasypach drogowych stoków górskich. Do Bracka przybywały nowe grupy skazańców. Czytaj więcej...

Wigilia z pułkownikiem – część 2

Tajga

źródło zdjęcia: sxc.hu

ZESŁANIE W TAJGĘ Po dwóch tygodniach po rewolucji załadowano nas na pociąg. Jechaliśmy na zachód. Omsk był stacją docelową. Tam przetrzymywano już inną grupę byłych carskich oficerów, oraz niewielką część podoficerów. Razem było nas około 500 osób. Uznano nas wrogami rewolucji i przeznaczono do katorżniczej pracy. Wszyscy otrzymaliśmy ciepłe ubrania i walonki. Nazajutrz na konne sanie załadowaliśmy sprzęt dla drwali i prowiant, a także: piły, siekiery, łopaty, duże gwoździe oraz duże kotły do gotowania strawy. Wyruszyliśmy w tajgę, kierując się na północ wzdłuż rzeki Irtysz. Kilkadziesiąt załadowanych sań przecierało szlak. My jako skazańcy szliśmy z tyłu pieszo. Z przerwami na krótkie postoje i drzemki w śniegu pokonywaliśmy ponad 60 km na dobę. Czytaj więcej...

Wigilia z pułkownikiem – część 1

Sergiusz Jackowski

źródło zdjęcia: www.jackowski.boo.pl

OD AUTORA W 1945 r. miałem zaszczyt siedzieć razem z rosyjskim oficerem za stołem wigilijnym i wysłuchać jego szczerych zwierzeń. Niezwykły los pułkownika i tragedia jego rodziny pozostała w mojej pamięci.  Po dwudziestu latach przypominając jego opowiadania za „stołem wigilijnym” spisałem. Notatki odłożyłem z myślą, by na starsze lata mając czas napisać o tych wydarzeniach opowieść. Ze względu na odległy czas dla utrzymania dramaturgii wprowadziłem kilka fikcyjnych nazwisk bohaterów oraz dla ciągłości opowiadania niektóre zdarzenia, fakty i szczegóły zostały nieco rozbudowane. Miłość pułkownika w tej opowieści nie mogłem pominąć. Była ona dla niego najważniejszym, najcenniejszym, i najpiękniejszym fragmentem jego życia. Trwała o dwa lata krócej od katorgi. Był On człowiekiem skromnym i nie pogardził naszą skromnością. Był ofiarą rewolucji i II Wojny Światowej. Współczuwał ludziom, którzy niewinnie cierpieli, bez względu na ich narodowość i na ich zamożność. Kochał swoją Ojczyznę  i nade wszystko swoją rodzinę. Ta opowieść została pozytywnie oceniona w recenzji wykonanej przez dr Zbigniewa Mazura z Instytutu Zachodniego w Poznaniu. Czytaj więcej...

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.