
źródło zdjęcia: sxc.hu
Porównajmy opis sytuacji jaka panowała w tym czasie w specposiołku Nianda /przyp. autora/.
„2 III 1940 przywieziono do Niandy około 327 Polaków, przeważnie osadników wojskowych i leśników z zajętych we IX 1939 ziem Rzeczpospolitej, głównie z Wołynia i Polesia.
Wszyscy oni byli aresztowani o świcie 10 II 1940 przez grupki złożone zawsze z 1-2 żołnierzy NKWD i kilku miejscowych Żydów i/lub Ukraińców. Wszyscy byli uzbrojeni. Kazano się ubierać i zbierać rzeczy. Nie mówiono dokąd się wywozi, jednak przeważnie doradzano wziąć jak najwięcej ciepłych ubiorów. Zazwyczaj doradzał NKWD-zista, który z reguły zachowywał się lepiej aniżeli miejscowi strażnicy. Czytaj więcej…

źródło zdjęcia: sxc.hu
Dostarczono nas do dużych baraków których numery do dziś pamiętam na przykład numer 11,12, 17 i 18. W każdym baraku były duże izby w których gnieździło się po kilka rodzin. Teren był wybitnie bagienny, a część baraków i domów stała na palach. W okresie letnim panowała plaga komarów, a w ciągu całego roku z powodu braku mydła gnębiła nas plaga wesz.
Pamiętam, że było tam dużo drewna. Rodzice i starsze siostry pracowali w tartaku, a mnie zabrali do szkoły. Miejscowi ludzie posługiwali się dwoma językami: obowiązującym rosyjskim i lokalnym narzeczem którego sporo słów nauczyłem się rozumieć. W szkole obowiązywała nauka obu języków. Lato było upalne ale krótkie pamiętam , że pierwszego maja jeździłem jeszcze na sankach… . Czytaj więcej…

źródło zdjęcia: Cezary Woch
Część 1
To niedaleko jak mówią Rosjanie, tylko tysiąc pięćset kilometrów z uśmiechem mówi Pan Alojzy Rogowski z Będowa. Na zesłaniu zmarła moja Matka i Ojciec, przeżyły wszystkie cztery siostry i ja. Jest koniec czerwca 2011 roku. Będów.
Urodziłem się we wsi pod Tarnopolem na Ukrainie w gminie Stare Petlakowce. Mój ojciec był osadnikiem wojskowym i wielkim patriotą, dostał tam grunty za walkę w legionach Piłsudzkiego. Było to dziesięć mórg bardzo dobrej ziemi która zapewniała nam byt. Rodzina była spora ale gospodarka nie była duża, musiało nam to jednak wystarczyć, bo przed wojną na tych terenach nie było żadnej innej pracy. Matka jak zrobiła masło, to każdemu z nas posmarowała chleb, a resztę sprzedała. Czytaj więcej…

źródło zdjęcia: Cezary Woch
Kurt Kupsch: Przerwanie grobli między Pomorskiem a Będowem
Także: woda zalewa wsie – katastrofa w marcu 1942 – bomby przeciwko lodowi
Kurt Kupsch: Dammbrüche zwischen Pommerzig und Bindow
Auch Drängewasser überschwemmte die Dörfer – Katastrophe im März 1942 – Bomben gegen Eis
1980: Jak co roku otrzymałem listy od znajomych z ojczyzny ze skargami: „Odra znowu spowodowała powódź! Dzień i noc trzeba czuwać przy grobli.” Pomimo wszelkich postępów techniki i budownictwa niewiele się zmieniło od czasów naszych przodków i naszej młodości. To spowodowało, iż przeczytałem w kronikach miasta Krosno, co też jest w nich napisane na temat powodzi w przeszłości. Czytaj więcej…
Jak żyli, kochali i śmiali się – i o tym jak cesarz wspomógł budowę kościoła
Wsie leżące nad rzeką Odrą w obrębie miasta Krosno były zmartwieniem redaktora „Heimatgrüβe”. Artykuły na ich temat rzadko ukazywały się w czasopiśmie. To się jednak zmieniło. Zadbał o to pan Otto Finke (lat 37), mieszkający obecnie w Berlinie na ulicy Seehof 170, który nadesłał nam poniższy przyczynek. Pan Finke uważał, iż informacje dotyczące jego osoby są zbędne. Wielu mieszkańców Będowa i Nietkowic zna przecież dom rodziny Finke i samą rodzinę. Donosi on, że po drugiej wojnie światowej zbudował kilka zakładów i produkował kamienie i materiały budowlane. Przed kilkoma laty odszedł na emeryturę. Teraz żyje ze swoją małżonką w domu jednorodzinnym z ogrodem (5000 m²), w którym rośnie wiele róż i drzew owocowych. Czytaj więcej…
Anna Meckaniak część 4
W 1947 roku wyszłam za mąż za Ukraińca który służył najpierw w ruskim wojsku a następnie w pierwszej dywizji kościuszkowskiej i był osadnikiem wojskowym. Po zakończeniu wojny powiedziano im, że nie mają po co wracać na Ukrainę i mogą tutaj dostać gospodarstwa. Takich żołnierzy w Będowie było pięciu. Z przykrością muszę powiedzieć, że nie był to dobry człowiek… .
Mówił, że pochodzi z dużej gospodarki, ale kiedy po latach pojechałam z nim na Ukrainę a byłam tam dwa razy okazało się, że ta „duża gospodarka” to maleńka chałupka z jednym pokoikiem i kuchnią, kawałek ogródka i jedna krówka… . Nawet stodoły tam nie było, no to jakie to mogło być gospodarowanie?
Ponieważ jednak miał uprawnienia do otrzymania dowolnego gospodarstwa, „porwał się” na gospodarstwo pełno rolne. Wkrótce okazało się jednak, że zupełnie nie potrafi na nim pracować, a nawet wykonywać tak prostych i oczywistych na wsi prac jak orka.
Czytaj więcej…
Anna Meckaniak część 3
W tym czasie ofensywa wojsk radzieckich była tak silna, że wojska niemieckie zaczęły się wycofywać, a przed nimi jeszcze uciekali cywilni Niemcy znad Morza Czarnego i z głębi Rosji. Wędrówka tych ludzi zaczęła się już w drugiej połowie 1944 roku. Przemieszczali się najczęściej wozami zaprzężonymi w jednego albo dwa konie. Bardzo często były to wozy drabiniaste na których zgromadzony był możliwy do zabrania dobytek.
Najczęściej powoziły kobiety albo nieletni chłopcy, bo dorośli mężczyźni byli na frontach. Prawie nie było samochodów, ponieważ nie było mężczyzn posiadających stosowne uprawnienia a i zaopatrzenie w paliwo było prawie niemożliwe. Kobiety na ogół również nie posiadały uprawnień do kierowania pojazdami. Brudni, wynędzniali i zmęczeni długą drogą, wyglądali jak cyganie.
Czytaj więcej…
Anna Meckaniak część 2
W 1933 roku po dojściu Hitlera do władzy, powołane zostały na wsi organizacje młodzieżowe: dla chłopców Hitlerjugend a dla dziewcząt Związek Młodzieży Niemieckiej.
W 1939 roku nasilała się faszystowska propaganda jednoznacznie zmierzająca do rozpętania wojny. Starsi prości ludzie, mieli jeszcze w pamięci okropności pierwszej wojny światowej i zdawali sobie sprawę z tego, co może przynieść następna. Z niepokojem rozmawiali o tym pomiędzy sobą, ale ukrywali swoje obawy z lęku przed konsekwencjami ze strony dominującej wtedy partii NSDAP.
Mój Ojciec głośno psioczył i złorzeczył Hitlerowi a Matka ostrzegała go, żeby „siedział cicho”, bo go zamkną. Z chwilą wybuchu wojny miałam 13 lat i w moim życiu niewiele się zmieniło. Tak samo pracowaliśmy w polu, takie same były nasze codzienne zajęcia i tak samo chodziliśmy do szkoły. Istniały różne utrudnienia, ale Ojciec jakoś dawał sobie z tym wszystkim radę.
Czytaj więcej…
Anna Meckaniak część 1
Nazywam się Anna Meckaniak i urodziłam się 15 września 1926 roku w Lindof czyli w Węgrzynie. Od samego początku nie miałam lekkiego życia, ponieważ przyszłam na świat w ósmym miesiącu ciąży, po upadku mojej Matki ze strychu… . Jest początek czerwca 2007r. Będów.
O pochodzeniu mojej rodziny i naszym życiu przed wybuchem drugiej wojny światowej, wiele już powiedział, mój Brat Franciszek Kryniewiecki. Dlatego też chciałabym jedynie uzupełnić jego wypowiedź, powracając do niektórych sytuacji jakie miały miejsce tuż przed wybuchem wojny, w okresie jej trwania oraz do moich powojennych losów. Wspomnę też o tym o czym nie mówił mój Brat, a co dotyczy uzupełnienia naszego „jadłospisu” i pewnych ceremonii i zwyczajów jakie miały miejsce w czasie świąt, chrzcin, wesel i pogrzebów.
Czytaj więcej…
Franciszek Kryniewiecki część 4
Jeden z moich przyrodnich braci był czołgistą i walczył na froncie wschodnim. Pod koniec wojny prawdopodobnie wraz z kilkoma swoimi kolegami, uciekł przed sowiecką ofensywą z linii frontu. Otrzymaliśmy z jego jednostki informację, że zaginął w czasie działań wojennych. Po około trzech miesiącach odezwał się listownie, a za kilka dni otrzymaliśmy kolejną wiadomość, że zginął pod Budapesztem i, że „miał lekką śmierć”! Już oni wiedzieli co tam napisać… Prawdopodobnie został schwytany przez niemiecką żandarmerię wojskową i jako dezerter rozstrzelany…
Drugi z braci miał pewne kłopoty zdrowotne i nie był powołany do wojska, ale pracował w fabryce produkującej części do samolotów. Fabryka ta mieściła się w Szklarce Radnickiej koło dworca kolejowego, w miejscu gdzie dzisiaj stoi kościół.
Czytaj więcej…