<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>sycowice.net &#187; Franciszek Kryniewiecki</title>
	<atom:link href="http://sycowice.net/index.php/category/mieszkancy-sycowic/franciszek-kryniewiecki/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://sycowice.net</link>
	<description>Historyczny blog o Sycowicach i okolicy...</description>
	<lastBuildDate>Thu, 26 Aug 2010 16:48:04 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.1</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Będów po wojnie</title>
		<link>http://sycowice.net/index.php/2009/04/25/polska-po-drugiej-wojnie-swiatowej/</link>
		<comments>http://sycowice.net/index.php/2009/04/25/polska-po-drugiej-wojnie-swiatowej/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 25 Apr 2009 13:44:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
				<category><![CDATA[Franciszek Kryniewiecki]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Meckaniak]]></category>
		<category><![CDATA[Będów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sycowice.net/?p=335</guid>
		<description><![CDATA[
źródło zdjęcia: Cezary Woch

Franciszek Kryniewiecki część 4
Jeden z moich przyrodnich braci był czołgistą i walczył na froncie wschodnim.       Pod koniec wojny prawdopodobnie wraz z kilkoma swoimi kolegami, uciekł przed sowiecką ofensywą z linii frontu. Otrzymaliśmy z jego jednostki informację, że zaginął w czasie działań wojennych. Po około trzech miesiącach [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="margin: 0pt 5px 5px 0pt; width: 300px; float: left;"><img style="margin: 0;" src="http://sycowice.net/zdjecia/31.jpg" alt="Polska po drugiej wojnie światowej" width="300" height="204" /></p>
<p style="font-size: 11px; text-align: center; color: #999999; margin: 0; padding: 0;">źródło <a style="color: #999999;" href="http://fotoblog.com.pl/">zdjęcia</a>: Cezary Woch</p>
</div>
<p><em><strong>Franciszek Kryniewiecki część 4</strong></em></p>
<p>Jeden z moich przyrodnich braci był czołgistą i walczył na froncie wschodnim.       Pod koniec wojny prawdopodobnie wraz z kilkoma swoimi kolegami, uciekł przed sowiecką ofensywą z linii frontu. Otrzymaliśmy z jego jednostki informację, że zaginął w czasie działań wojennych. Po około trzech miesiącach odezwał się listownie, a za kilka dni otrzymaliśmy kolejną wiadomość, że zginął pod Budapesztem i, że „miał lekką śmierć”! Już oni wiedzieli co tam napisać…  Prawdopodobnie został schwytany przez niemiecką żandarmerię wojskową i jako dezerter  rozstrzelany…<br />
Drugi z braci miał pewne kłopoty zdrowotne i nie był powołany do wojska, ale pracował w fabryce produkującej części do samolotów. Fabryka ta mieściła się w Szklarce Radnickiej koło dworca kolejowego, w miejscu gdzie dzisiaj stoi kościół.<br />
<span id="more-335"></span> Zgłosił się on do wojska na ochotnika licząc przy okazji na to, że pozbędzie się dokuczliwych objawów swojej choroby. Po sześciu miesiącach kiedy choroba ta nie ustępowała, zwolniono go ze służby i ponownie wrócił do pracy w poprzednim miejscu.<br />
Po pewnym czasie znowu ponowił próbę z powołaniem do wojska i ponownie został przyjęty. Tym razem trafił do Afryki gdzie dostał się do niewoli amerykańskiej. Amerykanie leczyli go ale bezskutecznie i wysłali  do Anglii. Tamtejsi lekarze raz na zawsze uwolnili go od tej jego dokuczliwej choroby.<br />
Po wojnie znalazł się w RFN gdzie ożenił się z córką burmistrza, następnie przeniósł się do NRD i został bankowcem… Miał „dryg” do lekkiej pracy…, w polu mu to nie bardzo wychodziło i nieraz od Ojca obrywał cięgi…<br />
Ja po wojnie nie znałem polskiego języka, ale szybko zacząłem się uczyć. W roku 1948 ożeniłem się z polską dziewczyną zza Buga, z Baranowicz, której Rodzice zostali przesiedleni do Będowa. Najpierw mieszkaliśmy u moich Rodziców, później wziąłem mało rolną gospodarkę i poszliśmy „na swoje”.<br />
Zaczynaliśmy gospodarowanie od cielnej jałówki którą nabyłem w drodze losowania i pamiętam, że ten szczęśliwy dla mnie los miał numer 6. Następnie powiększyliśmy gospodarstwo, mieliśmy trzy krowy, parę koni, świnie , drób, ale to dla ówczesnej władzy było „za dużo” i chcieli mi zabrać rentę. Nie było innego wyjścia jak powrót do gospodarstwa mało rolnego…<br />
W roku 1953 trwała akcja zabierania rolnikom wcześniej przyznanych gruntów i tworzenia kołchozu, a konkretnie spółdzielni produkcyjnej. Ludzie nie mogli tego zrozumieć, jak to można zabierać komuś czyjąś własność i tworzyć coś, czego nie chcieli i co było dla nich zupełnie obce. Miedzy innymi zabrano nam łąki, które z uwagi na hodowlę krów, były dla wszystkich mieszkańców Będowa bardzo cenne.<br />
Na wiejskim zebraniu które prowadził sołtys w towarzystwie ubowców, „wyjaśniano słuszność” takiego postępowania. Ja wtedy wstałem i powiedziałem, że „po cholerę było dawać ludziom ziemię aby teraz ją zabierać”? Odpowiedziano mi, z też mogę się do tej spółdzielni zapisać… ! Tego było już dla mnie za wiele, rąbnąłem pięścią w stół i wyszedłem z tego zebrania… !<br />
Na drugi dzień o piątej rano ubowcy zapukali do mojego domu i zabrano mnie do Krosna na przesłuchanie. Tak się jakoś złożyło, że równocześnie na tych „scalonych” łąkach ktoś powbijał w ziemię metalowe pręty które niszczyły kosy kołchozowych kosiarek. Ponieważ ja postawiłem opór, to zamknięto mnie i mojego sąsiada Budzińskiego który też głośno wypowiadał się o tym, co myśli o kołchozach.<br />
Jako „wrogów ludu” i „sabotażystów” przesłuchiwano nas tam 45 dni. Siedzieliśmy z Budzińskim w oddzielnych celach. W czasie tych przesłuchań ubliżano nam , upokarzano i chciano psychicznie załamać. Cały czas kazano nam się „przyznać”, tylko nie wiem do czego… . Mnie  mówiono, że Budziński już się przyznał a jemu pewnie to samo o mnie, ale nie daliśmy się złamać. Kto przeżył podobne sytuacje, to wie ile człowieka kosztowało to zdrowia i nerwów, ale nie warto nawet o tym mówić… .<br />
Mieliśmy czworo dzieci, dwóch synów i dwie córki, które dawno wyszły już z domu. Kiedy zabrakło żony która zmarła  15 lat temu na serce w czasie wizyty biskupa w Nietkowicach, pozostałem sam na swojej niewielkiej gospodarce. Po pewnym czasie zaczęła pomagać mi w domowym gospodarstwie moja samotna sąsiadka, której z kolei zmarł mąż.<br />
Mam w domu posprzątane, ugotowane, ma mi kto zrobić herbatę, uprać czy przyszyć guzik.  Mam się do kogo odezwać i na kogo w razie potrzeby liczyć, tak jest dobrze i oby trwało jak najdłużej… .<br />
Moje życie napisało scenariusz którego nie powstydziłby się nawet najlepszy reżyser. Któż  by przypuszczał, że mieszkając całe życie w Będowie, najpierw będę obywatelem państwa niemieckiego a później polskiego? Któż by przypuszczał, że do końca drugiej wojny światowej będę Niemcem a po jej zakończeniu Polakiem?<br />
Czy ktoś jest w stanie zrozumieć to, że mojego brata który jako Niemiec walczył na froncie wschodnim, zabili właśnie Niemcy, a drugiego brata który walczył w Afryce  przeciwko aliantom, właśnie oni wyleczyli z uciążliwej choroby?<br />
Czy ktoś jest w stanie zrozumieć, że ja nie walczyłem na żadnym froncie a w wyniku wojny straciłem rękę??  Życie ludzkie pisze nieraz okrutne scenariusze, a my ludzie cierpliwie i z pokorą  musimy je realizować…</p>
<p style="text-align: right;"><em>Cezary Woch</em></p>
<p style="text-align: center;"><strong>- KONIEC</strong> -</p>
<p><strong>GALERIA:</strong> <em>(kliknij na zdjęcie aby je powiększyć)</em></p>
<div style="margin: 0pt auto; height: 330px; text-align: center;">
<p><a style="margin: 5px; float: left; width: 239px; height: 150px; display: block;" title="Franciszek wozi kopalniaka końmi Ojca. Rok 1947" rel="lytebox[kryniewiecki]" href="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/9.jpg"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/9.jpg" alt="Polska po drugiej wojnie światowej" width="239" height="150" /></a></p>
<p><a style="margin: 5px; float: left; width: 214px; height: 150px; display: block;" title="Wożenie obornika w gospodarstwie Ojca. Franciszek pierwszy z prawej. Rok 1948." rel="lytebox[kryniewiecki]" href="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/10.jpg"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/10.jpg" alt="froncie wschodnim" width="214" height="150" /></a></p>
<p><a style="margin: 5px; float: left; width: 101px; height: 150px; display: block;" title="Franciszek Kryniewiecki z kolegą. Rok 1951" rel="lytebox[kryniewiecki]" href="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/11.jpg"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/11.jpg" alt="linii frontu" width="101" height="150" /></a></p>
<p><a style="margin: 5px; float: left; width: 221px; height: 150px; display: block;" title="Dom Ojca w Będowie od podwórza. Franciszek pierwszy z lewej.." rel="lytebox[kryniewiecki]" href="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/13.jpg"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/13.jpg" alt="dezerter" width="221" height="150" /></a></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sycowice.net/index.php/2009/04/25/polska-po-drugiej-wojnie-swiatowej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rosjanie w Będowie</title>
		<link>http://sycowice.net/index.php/2009/04/24/rosjanie-w-czasie-wojny/</link>
		<comments>http://sycowice.net/index.php/2009/04/24/rosjanie-w-czasie-wojny/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 24 Apr 2009 20:27:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
				<category><![CDATA[Franciszek Kryniewiecki]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Meckaniak]]></category>
		<category><![CDATA[Będów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sycowice.net/?p=323</guid>
		<description><![CDATA[
źródło zdjęcia: Cezary Woch

Franciszek Kryniewiecki część 3
Rosjanie przybyli do Będowa 30 stycznia 1945 roku o wpół do pierwszej w nocy. Przyjechali na koniach, głównie bryczkami i typowymi dla terenów rosyjskich wozami na których siedziało dwóch, trzech sołdatów. Dobijali się do drzwi, kazali zapalić światła i zażądali jedzenia, wołali: „kuszać”.  Nasi ludzie byli wystraszeni, bo nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="margin: 0pt 5px 5px 0pt; width: 300px; float: left;"><img style="margin: 0;" src="http://sycowice.net/zdjecia/30.jpg" alt="Rosjanie w czasie wojny" width="300" height="205" /></p>
<p style="font-size: 11px; text-align: center; color: #999999; margin: 0; padding: 0;">źródło <a style="color: #999999;" href="http://fotoblog.com.pl/">zdjęcia</a>: Cezary Woch</p>
</div>
<p><em><strong>Franciszek Kryniewiecki część 3</strong></em></p>
<p>Rosjanie przybyli do Będowa 30 stycznia 1945 roku o wpół do pierwszej w nocy. Przyjechali na koniach, głównie bryczkami i typowymi dla terenów rosyjskich wozami na których siedziało dwóch, trzech sołdatów. Dobijali się do drzwi, kazali zapalić światła i zażądali jedzenia, wołali: „kuszać”.  Nasi ludzie byli wystraszeni, bo nie wiedzieli co się będzie dalej działo, a na dodatek nikt z nas nie znał tego języka.</p>
<p>Oprócz jedzenia, żądali wódki i zajmowali się wyszukiwaniem kobiet które gwałcili,  a była to prawdziwa plaga! Dziewięcioletnia dziewczynka, już była do tych celów dobra!! Bywało, że do jednej kobiety ustawiało się ponad trzydziestu krasnoarmiejców. Kobiety często mdlały  w trakcie gwałtu i pozbawione czucia załatwiały pod siebie swoje potrzeby fizjologiczne. O niechcianych ciążach, chorobach wenerycznych i spustoszeniach w ich psychice nie warto nawet mówić… !</p>
<p><span id="more-323"></span></p>
<p>Polak który pracował u sołtysa znał język rosyjski i próbował się z nimi dogadać ale zauważyłem, że Rosjanie nie lubili Polaków. Wkrótce zebrano wszystkich robotników przymusowych głównie Polaków i Ukraińców i kazano im maszerować na wschód. Później dowiedzieliśmy się, że na tych ludzi, sowieccy lotnicy zrzucili bombę i ostrzelali ich karabinami maszynowymi z samolotów. Myślę, że musiała to być jakaś pomyłka…</p>
<p>Rosjanie byli do 5 lutego i w dniu tym  kazali nam opuścić nasze domy i maszerować na Świebodzin.  Mówili, że to dla naszego bezpieczeństwa i pokrzykiwali: „ubieżaj, ubieżaj, bo giermanski sałdat budiet strielat” !?</p>
<p>Przedtem w tym dniu nie zważając na to, że był Polakiem, Ojca zabrali na roboty do Rosji . Nie pomagały żadne wyjaśnienia:  „w germanii eta giermancy i wsio!” . Jeszcze wcześniej w nocy, zabrali nasze konie.  Spędzili również sporo mężczyzn z  Nietkowic. Pędzili ich pod strażą do Brzezia gdzie spędzili noc w piwnicy po kolana w wodzie,  następnie do Bytnicy gdzie nocowali w chlewie a stamtąd do Poznania.</p>
<p>Całą drogę szli piechotą. Ojciec później opowiadał, że pod Poznaniem trochę starszy ode mnie chłopak osłabł i nie mógł już dalej iść, wtedy zastrzelili go w przydrożnym rowie.  Z Poznania wyjechali pociągiem do Mińska. Gdzieś po drodze Ojcu udało się uciec, ale złapali go i dołączyli do całej grupy.</p>
<p>Ojciec ciężko  pracował i pełnił też rolę tłumacza cały czas cierpiąc głód i poniewierkę. Kiedy wrócił był nienaturalnie otyły a właściwie spuchnięty i żartowaliśmy z niego, że chodzi jak ciężarna baba, ale były to chyba skutki strasznego głodu i Ojcu wcale nie było do śmiechu.  Opowiadał nam, że chcąc przeżyć musiał żebrać o kawałek chleba i jakieś łupinki, nieraz dostał jakąś suchą kromkę, ale często też z satysfakcją wymierzonego kopniaka… . Zupa z kawałka brukwi i znalezionych na śmietniku ziemniaczanych obierków często była niespełnionym marzeniem.</p>
<p>W końcu z przepracowania i niedożywienia zachorował a lekarz Żyd który go badał zapytał, czy chce wracać do domu. Kiedy Ojciec odpowiedział, że niczego więcej nie pragnie stary Żyd powiedział, że wypisze mu taką chorobę, że zwolnią go na pewno. I zwolnili, ale było to dopiero we wrześniu 1946 roku.</p>
<p>Tymczasem ruscy kazali nam wszystko pozostawić na miejscu a karmienie zwierząt, zupełnie ich nie obchodziło. Rano przybiegł jeden z zabranych nocą  koni, a  Matka zdążyła nakarmić jeszcze wszystkie pozostałe nasze zwierzęta. Nie pilnowani przez nikogo udaliśmy się w nakazaną drogę ale daleko nie zaszliśmy, bo tylko do Nietkowic … . Na drugi dzień wróciliśmy z powrotem… .</p>
<p>Domy nasze i gospodarstwa były splądrowane i okradzione. Część zwierząt chodziła luzem po ulicy.  Rosjanie byli jednak trochę łagodniejsi niż w dniu poprzednim, ale ponownie  kazali nam się wynosić. Ludzie zabrali podręczny bagaż na ręcznie ciągnięte wózki i wyruszyliśmy. Nasza grupa liczyła  19 osób a takich „wypędzonych” z Będowa było około 400 mieszkańców i różne ich grupy udały się w różnych kierunkach.</p>
<p>Jedna z moich sąsiadek wpadła na pomysł i z braku koni które zabrali Rosjanie zaprzęgła do wozu krowy. Miało to tą zaletę, że krowy spowalniały marsz, miała mleko i mogła zabrać więcej. Wóz był okryty płachtą pod którą chowałem się ja wraz z jednym jeszcze kolegą i jego bratem. Co rusz natrafialiśmy na grupki żołnierzy radzieckich którzy pod pretekstem kontroli i szukania mężczyzn, „przetrzepywali” nasz dobytek zabierając co tylko się dało!</p>
<p>W Chociulach przeżyliśmy kolejną rewizję, a mnie i dwóch kolegów zaprowadzono do świetlicy w której było już dużo Niemców. Przypadkowo byłem kiedyś w tej miejscowości i ośmielony tym faktem zaproponowałem koledze wyskoczenie przez okno i dołączenie do naszej grupy. Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy i opłotkami dotarliśmy pod zbawienną płachtę wozu sąsiadki.</p>
<p>Po szczegółowej „kontroli” naszego dobytku który po raz kolejny stał się od razu lżejszy, ruszyliśmy w dalszą drogę kierując się na Świebodzin. Po drodze uciekający Niemcy powiedzieli nam, że w Świebodzinie załadują nas do wagonów i wywiozą do Rosji. Nie pilnowani przez nikogo skręciliśmy na Rudgerzowice, Rosin, Kalsk, Brzezie i Pałck. Każdy ruski samochód obowiązkowo zatrzymywał się do kolejnej „kontroli”, w czasie której przewracano do góry nogami resztki naszego dobytku tak, że w końcu prawie go nie mieliśmy!</p>
<p>Zabrali nawet moje ubranie które miałem do komunii! Tak błąkaliśmy się bez celu i żadnego sensu, aż do początku kwietnia, kiedy to wróciliśmy z powrotem do Będowa. Z perspektywy minionego czasu myślę, ze ta nasza dwumiesięczna tułaczka była wynikiem samowoli Rosjan, którzy chcieli zapewnić sobie dogodne warunki do rozgrabiania naszego dobytku, bo nie widzę w tym żadnego logicznego uzasadnienia… .</p>
<p>Po całej wsi porozrzucane były ograbione z mundurów i leżące tylko w samej bieliźnie, pożółkłe trupy niemieckich żołnierzy. Wszędzie leżała gnijąca padlina świń i krów z powycinanymi jedynie szynkami. Wśród nich walały się pozabijane chyba wszystkie psy w Będowie, co razem dawało niesamowity fetor. Na poboczach dróg zalegały resztki dobytku, skrzynie po amunicji i nie wiadomo co jeszcze.</p>
<p>Był tam już ruski komendant, starszyna Mikołaj, który polecił nam zrobienie porządku. Był to dość fajny chłop, ale jak my mogliśmy cokolwiek zrobić kiedy nie było ani koni ani wozów?  Ponieważ nasza miejscowość była już dokładnie splądrowana, ruscy żołnierze zażyczyli sobie przewożenia ich na drugi brzeg Odry, z zamiarem szabrowania tam czego się tylko dało. Nie bardzo potrafili radzić sobie z naszymi łódkami i my chłopcy, byliśmy dla nich cenną pomocą.</p>
<p>Płynęliśmy bez problemu na drugi brzeg, ruscy rekwirowali pierwsze napotkane konie, wóz i ładowali na niego co tylko wpadło w ich ręce.  Kiedy wóz był napełniony, jechaliśmy do Odry, przeładowywaliśmy „towar” na łódki i przeprawialiśmy się na drugi brzeg. W tym czasie wyprzęgnięte konie skubały nad brzegiem rzeki młodą soczysta trawę. Mój Ojciec który bardzo lubił konie wiele mnie o nich nauczył i „końską” smykałkę  odziedziczyłem po nim. Nie było takiego konia z którym bym się  „nie dogadał”!</p>
<p>Następnie sami wracaliśmy łódkami z powrotem, łapaliśmy konie i na postronku wolniutko wprowadzaliśmy je do nurtu. Konie zaczynały płynąć, a my płynąc łódką przeprawialiśmy je na drugi brzeg. W ten sposób „zorganizowaliśmy” siedem koni. Następnie wracaliśmy po wozy, rozbieraliśmy je i  przewoziliśmy w częściach. W czasie tych „manewrów” ruski komendant starszyna Mikołaj, stał na wale i pilnował aby inni ruscy tych „zdobycznych koni nam nie zabrali”… !</p>
<p>Po drugiej stronie Odry musieliśmy towarzyszyć ruskim w czasie plądrowania przez nich gospodarskich obejść. Słyszeliśmy jak niemieccy gospodarze złorzeczyli wtedy pod nosem w swoim języku: „ co za chamstwo, chodzą jak te świnie i nie pytają się czy im wolno…”. Oczywiście nie przekazywaliśmy tego ruskim, żeby nie mścili się na tych ludziach.</p>
<p>Oni zorientowali się jednak, że my jesteśmy Niemcami i zaczęli nam się odgrażać, że jak ruscy odejdą : „to my was znajdziemy”. W tej sytuacji nasi „opiekunowie” dali nam ruskie kufajki, pasy i czapki i niczym się od nich nie różniliśmy… .</p>
<p>Pewnego razu zapuściliśmy się aż pod Nietków gdzie była silna radziecka komendantura o której „nasi” ruscy nie wiedzieli. Kiedy wóz był już pełny, ktoś z poszkodowanych powiadomił tą komendanturę i natychmiast zjawili się krasnoarmiejscy. Pomiędzy nimi a „naszymi” wybuchła awantura, ale „nasi” nie oddali łupu. Więcej jednak tam już nie chodziliśmy.</p>
<p>Innym razem kiedy zaszliśmy do niemieckiego gospodarza który był kowalem, ruscy jak zwykle zażyczyli sobie wódki i słoniny. Niemiecki chłop wyciągnął co miał i zaczęła się libacja. Nam wódki nie dawano. Po pewnym czasie kiedy wszyscy byli już mocno podpici, Niemiec wyciągnął zdjęcie swojego syna który służył na froncie wschodnim.  Na fotografii tej syn był w towarzystwie roześmianych panienek.</p>
<p>Skomentował to w ten sposób, że: „ jak przychodzi niemiecki żołnierz to rosyjskie dziewczyny są uradowane i śmieją się, a jak ruski przejdzie przez wieś to kobiety płaczą”. Zobaczyłem złowrogie spojrzenia „naszych” ruskich.</p>
<p>Kiedy opuściliśmy to domostwo, jeden z nich wrócił się i usłyszeliśmy pojedynczy strzał. Później okazało się, że zastrzelił tego niemieckiego chłopa… . Oprócz „naszych” ruskich, przyjeżdżali ruscy spod Frankfurtu, brali owies, siano, żywność, posiedzieli dzień dwa i wracali z powrotem. Te grupy zmieniały się bardzo często.</p>
<p>Mając konie i wozy zrobiliśmy porządek w Bedowie  a następnie nakazano nam czyszczenie pasów przydrożnych w których znajdowało się bardzo dużo różnego rodzaju amunicji. Ze znalezioną amunicją postępowaliśmy bardzo ostrożnie i zakopywaliśmy ją w wyznaczonych miejscach. Pewnego razu zauważyłem jakiś dziwny, duży karabinowy pocisk, z jednej strony przyczerniony, z widoczną jakby przewierconą dziurą.</p>
<p>Zwróciłem na ten pocisk uwagę pilnującego nas ruskiego żołnierza, który           polecił mi wziąć go do ręki i krzyknął: „bieri Pryc”.  Ruscy nie mówili „Fryc”, lecz „Pryc”.  Kiedy wykonując to polecenie  podniosłem pocisk, zauważyłem nagle w tym „wywierconym” otworze przeskakującą iskrę. Nie zdążyłem go odrzucić, kiedy nastąpiła eksplozja urywająca mi całkowicie lewą dłoń, przecinająca wargę i raniąca brzuch… .</p>
<p>Ruski żołnierz był konno i zaproponował, że mnie podwiezie. Podziękowałem mu i powiedziałem, że pójdę sam.  Okręciłem rękę czapką i ruszyłem szybko do punktu sanitarnego który był w samym środku wsi i był prowadzona przez ruskich.</p>
<p>Czapka natychmiast napełniła się krwią, odrzuciłem ją i tak dotarłem do sanitariuszy. Tam natychmiast zrobiono mi opatrunek i dano pić. Była to jakaś woda z bardzo dobrym sokiem, a pić mi się chciało bardzo… .</p>
<p>Ruscy wypisali wielką „bumażkę”, dali konia i odwieźli mnie do Nietkowic gdzie był taki mały szpital naprzeciwko kościoła. Tam ponownie zrobiono opatrunek, wypisano kolejną „bumażkę”, dano wóz i konia a Matka z sąsiadką zawiozły mnie do szpitala w Świebodzinie.</p>
<p>W szpitalu byli Rosjanie, Polacy i Niemcy, a ja byłem tam od 1 maja do 27 września 1945 roku. „Leczenie” polegało na codziennej zmianie opatrunków i przemywaniu jakimś dezynfekującym, fioletowym płynem.</p>
<p>W czasie mojego pobytu w szpitalu następowały sukcesywne wysiedlenia Niemców. Matka czekając na Ojca nie chciała opuszczać gospodarstwa. Przedstawiła metryki i inne dokumenty, że Ojciec jest Polakiem i katolikiem i, że Rosjanie zabrali go do pracy do Związku Sowieckiego.</p>
<p>Kiedy Matka pojechała wozem do Krosna przyjmować polskie obywatelstwo, nasze gospodarstwo okradli poznaniacy  którzy osiedlili się w Będowie. Wiele lat po wojnie zupełnie przypadkowo rozpoznawałem u moich sąsiadów, skradzione wtedy rzeczy będące naszą własnością.  Od tamtej pory minęło wiele czasu, większość z tych ludzi już nie żyje i nie warto więcej tego wspominać. W tych czasach pojawiało się również wielu poznaniaków którzy szabrowali i znikali… !</p>
<p style="text-align: right;"><em>Cezary Woch</em></p>
<p><strong>GALERIA:</strong> <em>(kliknij na zdjęcie aby je powiększyć)</em></p>
<div style="margin: 0pt auto; height: 330px; text-align: center;">
<p><a style="margin: 5px; float: left; width: 210px; height: 150px; display: block;" title="Dom Ojca w Będowie od podwórza" rel="lytebox[kryniewiecki]" href="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/12.jpg"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/12.jpg" alt="Rosjanie w czasie wojny" width="210" height="150" /></a></p>
<p><a style="margin: 5px; float: left; width: 199px; height: 150px; display: block;" title="Franciszek końmi Ojca wiezie w Będowie wesele Jerzego Staranowicza" rel="lytebox[kryniewiecki]" href="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/14.jpg"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/14.jpg" alt="Rosjanie w Będowie" width="199" height="150" /></a></p>
<p><a style="margin: 5px; float: left; width: 203px; height: 150px; display: block;" title="Franciszek wiezie dzieci z Będowa na jakąś kościelną uroczystość" rel="lytebox[kryniewiecki]" href="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/15.jpg"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/15.jpg" alt="Ruscy" width="203" height="150" /></a></p>
<p><a style="margin: 5px; float: left; width: 220px; height: 150px; display: block;" title="Powojenna drużyna piłkarska, Franciszek drugi z lewej, rok 1946" rel="lytebox[kryniewiecki]" href="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/16.jpg"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/16.jpg" alt="w czasie wojny" width="220" height="150" /></a></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sycowice.net/index.php/2009/04/24/rosjanie-w-czasie-wojny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Propaganda hitlerowska</title>
		<link>http://sycowice.net/index.php/2009/04/19/propaganda-hitlerowska/</link>
		<comments>http://sycowice.net/index.php/2009/04/19/propaganda-hitlerowska/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 19 Apr 2009 12:19:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
				<category><![CDATA[Franciszek Kryniewiecki]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Meckaniak]]></category>
		<category><![CDATA[Będów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sycowice.net/?p=308</guid>
		<description><![CDATA[
źródło zdjęcia: Cezary Woch

Franciszek Kryniewiecki część 2
W 1939 roku w wyniku natarczywej propagandy hitlerowskiej, do ludzi zaczynała docierać świadomość o nieuchronności wojny.
O sprawach z nią związanych ludzie bali się głośno dyskutować, ale rozmowy takie miały miejsce wśród przyjaciół i wewnątrz rodzin. Mój Ojciec na przykład złorzeczył na Hitlera i mówił: „gdzie to się pcha, Polska [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="margin: 0pt 5px 5px 0pt; width: 300px; float: left;"><img style="margin: 0;" src="http://sycowice.net/zdjecia/28.jpg" alt="propaganda hitlerowska" width="300" height="389" /></p>
<p style="font-size: 11px; text-align: center; color: #999999; margin: 0; padding: 0;">źródło <a style="color: #999999;" href="http://fotoblog.com.pl/">zdjęcia</a>: Cezary Woch</p>
</div>
<p><em><strong>Franciszek Kryniewiecki część 2</strong></em></p>
<p>W 1939 roku w wyniku natarczywej propagandy hitlerowskiej, do ludzi zaczynała docierać świadomość o nieuchronności wojny.</p>
<p>O sprawach z nią związanych ludzie bali się głośno dyskutować, ale rozmowy takie miały miejsce wśród przyjaciół i wewnątrz rodzin. Mój Ojciec na przykład złorzeczył na Hitlera i mówił: „gdzie to się pcha, Polska kiedyś sięgała prawie pod Berlin, a jemu mało i mało”. Starsi ludzie szemrali, że ten rozwrzeszczany Hitler w swoich wysokich, wyglansowanych butach zaprowadzi ludzi w „szajs” i tak się przecież stało!</p>
<p>W dniu 1 września 1939 roku myśmy nawet nie wiedzieli, że wybuchła wojna, ale nasza bliska sąsiadka mieszkająca naprzeciw gospodarstwa Ojca, przybiegła do nas rano z informacją, że w nocy jej mąż został wzięty do wojska. Za kilka dni otrzymała wiadomość, że mąż już nie żyje… . Sąsiadom tym mającym jedną córkę, Ojciec pomagał wykonując końmi różne prace w polu, za co oni nam płacili. Mieli niewiele ziemi i  mąż  tej sąsiadki gdzieś pracował.<br />
<span id="more-308"></span><br />
Od tej chwili zaczął się regularny pobór do armii i zabierano kolejnych mężczyzn. Kierowani byli oni na różne fronty, ale najwięcej na front wschodni. W czasie wojny zginęło wielu mężczyzn z Będowa, a typowaniem ludzi na front zajmował się sekretarz  NSDAP którego miedzy innymi z tego powodu, szczerze nie cierpieliśmy. Jego akurat na żaden front nie wzięto… !</p>
<p>Mojego Ojca na front nie powołano, ponieważ miał okaleczoną rękę i był inwalidą z pierwszej wojny światowej. Inwalidztwo to nie przeszkadzało mu jednak w wykonywaniu prac w gospodarstwie. W czasie wojny była możliwość kontraktowania świń co było dla nas bardzo opłacalne.</p>
<p>Na jedną zakontraktowaną świnię otrzymywaliśmy 300 kg wysłodków i 300 kg jęczmienia lub śruty jęczmiennej. Co pewien czas na stację do Radnicy podstawiano wagon i stamtąd odbieraliśmy należną nam paszę, którą Ojciec przywoził wozem konnym.</p>
<p>Po skończeniu szkoły zajmowałem się wożeniem mleka z Będowa, Nietkowic, Bródek,  Brodów i Pomorska do Sulechowa. Z Brzezia dowożono nam tylko śmietanę.  Zabieraliśmy też trochę mleka z Laskowa które leżało na granicy powiatu krośnieńskiego i świebodzińsko sulechowskiego. Razem było tego 480 baniek!</p>
<p>W Pomorsku było kółko rolnicze które posiadało przeznaczony do tego celu ciągnik. W okresie letnim kiedy ciągnikiem pracowano w polu, mleko woziliśmy samochodem ciężarowym. Kierowca był z Będowa i samochód stał tu przez całą noc. Oprócz kierowcy było dwóch pomocników, to znaczy ja i mój kolega.</p>
<p>W drodze powrotnej, z mleczarni wieźliśmy chude mleko po odciągnięciu śmietany. Służyło ono głównie do karmienia świń i można go było zabrać tyle ile było komu potrzeba. Mleko to wydawali pracujący tam przymusowo Polacy, a masło które zabieraliśmy do sklepów będących na trasie naszego przejazdu, wydawał Niemiec.</p>
<p>Sklepikarze po przywiezieniu masła dawali nam „szneki” i papierosy. Mnie palić nie było wolno, to papierosy oddawałem pracującym w mleczarni Polakom, za co oni nalewali nam  dla świń, tego mleka bez odciągniętej śmietany do oporu… .</p>
<p>Co miesiąc sekretarz partii przychodził sprawdzać w czasie dojenia wydajność mleka u krów i badał poziom tłuszczu. Matka wtedy sprytnie tak doiła, żeby mleka  wydoić tylko trochę i żeby sekretarz zanotował kiepską wydajność. Oficjalnie mogliśmy zostawić dla siebie tylko niewielką jego część. Kiedy sobie poszedł, szła doić dalej … . Każda krowa miała swój kolczyk i imię, „porządek musiał być”, ale myśmy też musieli mieć tyle mleka, ile nam było potrzeba… .</p>
<p>Jak ktoś chciał zabić świnię to musiał zgłosić ten fakt do „tego dziada”, bo nas też obowiązywały kartki na mięso. Jego zadaniem było przebadanie mięsa na obecność włośni i zważenie świni. Ważenie było specyficzne, bo nie ważył całej tuszy lecz tylko głowę i na podstawie jakichś tam swoich tabelek, szacował wielkość świni.  Rzeźnik wiedział o co chodzi i tak tą głowę  uciął, że zawsze była bardzo malutka… .</p>
<p>Na koniec roku każdy bił świnię i wtedy zdarzały się przypadki, że pomimo różnych kombinacji, jej masa  przekraczała przyznany na dany rok kartkowy limit. Tą nadwyżkę należało dostarczyć do rzeźni w Sulechowie. Praktycznie to mięso zabieraliśmy do rzeźni my mleczarze, przy okazji wożenia mleka. Po drodze zatrzymywaliśmy się w Laskowie, odcinaliśmy kawał mięsa i kobieta w knajpie robiła nam smaczne śniadanie, a w rzeźni i tak wszystko się zgadzało… .</p>
<p>Kobiety których mężowie byli na froncie otrzymywały co miesiąc jakąś kwotę pieniędzy którą przynosił listonosz. Jak duże to były świadczenia i w jaki sposób naliczane niestety tego nie wiem ale przypuszczam, że uzależnione były od ilości dzieci, wielkości gospodarstwa itp. W niedługim czasie we wsi pojawili się robotnicy przymusowi pochodzący głównie z Polski i Ukrainy.</p>
<p>Nie wolno było urządzać zabaw, ale młodzi ludzie zawsze cos tam zorganizowali. Polegało to na tym, że  u sołtysa był pracujący tam Polak który grał na skrzypcach a mój brat na akordeonie. Zbierało się trochę młodzieży na przykład u nas i odbywała się taka jakby to dzisiaj nazwać „prywatka”, ale w sposób absolutnie nie rzucający się w oczy dla otoczenia.</p>
<p>Brat mojego Ojca który mieszkał w Międzychodzie służył w Wojsku Polskim w straży granicznej. Na początku wojny dostał się do niewoli i przebywał w obozie jenieckim. Ponieważ jego żona była Niemką, znał język niemiecki i wykorzystał to dogadując się z pilnującym ich wachmanem. Napisał do Ojca list, a wachman ten list przysłał do nas.</p>
<p>Ojciec po  jego przeczytaniu wziął „co potrzeba” i pojechał do Krosna do odpowiedniego urzędnika który „handlował niewolnikami”. Po krótkim czasie, kiedy pewnego razu wróciliśmy z pola, brat Ojca siedział już na schodach naszego domu. Przyszedł pieszo, ale skąd i jak tu dotarł tego nie wiem, w każdym bądź razie pracował u nas do końca wojny jako „robotnik przymusowy”.</p>
<p>W roku 1942 woda przerwała wały pomiędzy Będowem a Nietkowicami i wdarła się na nasze pola. Była to jedna z największych powodzi jakie pamiętam. Z piaszczystych wzniesień naniosła wiele piachu na bardziej urodzajne pola położone na nizinach. Wtedy to sekretarz NSDAP nakazał wszystkim posiadającym konie i wozy oraz tym którzy ich nie posiadali, zebrać się w niedzielę i wywozić z pól naniesiony przez powódź piach.</p>
<p>Jeden z gospodarzy który był bardzo religijny i nigdy nie opuścił żadnej niedzielnej mszy, nie mógł sobie jednak wyobrazić, jak to można pracować w niedzielę, kiedy on musi przecież iść do kościoła. Był to bardzo przyzwoity człowiek mający żonę i trójkę małych dzieci. Sekretarz partii zagroził mu, że jak nie pojedzie do tej pracy to będzie skierowany na front wschodni. Mając taką alternatywę gospodarz wziął konie i pojechał.</p>
<p>Kiedy po skończonej pracy gospodarze poszli do karczmy na piwo, był razem z nimi i ubolewał nad czasami w których przyszło mu żyć. Mówił, że nic tylko wziąć sznur i powiesić się .  Ku zaskoczeniu wszystkich, jak mówił tak zrobił. Ze śladów które pozostawił widać było, że z niedzieli na poniedziałek poszedł na cmentarz, uklęknął przy grobie swojej matki, przeskoczył przez płot i  powiesił się na skraju lasu który był własnością tego sekretarza… .</p>
<p>Kiedy wojna zbliżała się ku końcowi wszyscy Niemcy którzy „mieli coś na sumieniu”, między innymi znienawidzony przez nas sekretarz partii i żandarm uciekli w głąb Niemiec, a „normalni ludzie” siedzieli na miejscu.</p>
<p style="text-align: right;"><em>Cezary Woch</em></p>
<p><strong>GALERIA:</strong> <em>(kliknij na zdjęcie aby je powiększyć)</em></p>
<div style="margin: 0pt auto; height: 330px; text-align: center;">
<p><a style="margin: 5px; float: left; width: 220px; height: 150px; display: block;" title="Naprawa wałów przeciwpowodziowych. Franciszek na pierwszym planie. Rok 1947" rel="lytebox[kryniewiecki]" href="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/6.jpg"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/6.jpg" alt="propaganda hitlerowska" width="220" height="150" /></a></p>
<p><a style="margin: 5px; float: left; width: 103px; height: 150px; display: block;" title="Naprawa wałów przeciwpowodziowych. Franciszek z ulubionym koniem. Rok 1947" rel="lytebox[kryniewiecki]" href="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/7.jpg"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/7.jpg" alt="1939" width="103" height="150" /></a></p>
<p><a style="margin: 5px; float: left; width: 222px; height: 150px; display: block;" title="Młodzież Będowa przy naprawie wałów przeciwpowodziowych. Rok 1947." rel="lytebox[kryniewiecki]" href="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/8.jpg"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/8.jpg" alt="wojny" width="222" height="150" /></a></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sycowice.net/index.php/2009/04/19/propaganda-hitlerowska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Najpierw byłem Niemcem, a później Polakiem!</title>
		<link>http://sycowice.net/index.php/2009/04/16/franciszek-kryniewiecki/</link>
		<comments>http://sycowice.net/index.php/2009/04/16/franciszek-kryniewiecki/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 16 Apr 2009 17:58:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
				<category><![CDATA[Franciszek Kryniewiecki]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Meckaniak]]></category>
		<category><![CDATA[Będów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sycowice.net/?p=294</guid>
		<description><![CDATA[
źródło zdjęcia: Cezary Woch

Franciszek Kryniewiecki część 1
Kiedy po raz pierwszy, niespodziewanie zjawiłem się  w domu Pana Franciszka Kryniewieckiego, starsza miła Pani powiedziała: Franciszek jest na polu i sadzi ziemniaki, ma jeszcze trochę innych wiosennych prac polowych ale jak je skończy, chętnie z Panem porozmawia… .  Na pewno? Może Pan być spokojny! Jest połowa [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="margin: 0pt 5px 5px 0pt; width: 300px; float: left;"><img style="margin: 0;" src="http://sycowice.net/zdjecia/27.jpg" alt="Granciszek Kryniewiecki" width="300" height="389" /></p>
<p style="font-size: 11px; text-align: center; color: #999999; margin: 0; padding: 0;">źródło <a style="color: #999999;" href="http://fotoblog.com.pl/">zdjęcia</a>: Cezary Woch</p>
</div>
<p><em><strong>Franciszek Kryniewiecki część 1</strong></em></p>
<p>Kiedy po raz pierwszy, niespodziewanie zjawiłem się  w domu Pana Franciszka Kryniewieckiego, starsza miła Pani powiedziała: Franciszek jest na polu i sadzi ziemniaki, ma jeszcze trochę innych wiosennych prac polowych ale jak je skończy, chętnie z Panem porozmawia… .  Na pewno? Może Pan być spokojny! Jest połowa maja 2007 roku. Będów.</p>
<p>Mój dziadek był Polakiem i przyjechał przed pierwszą wojną światową z Minikowa pod Poznaniem, do pracy w majątku w Bledzewie. Po śmierci babki ożenił się z Niemką, która była wyznania katolickiego i która dla mojego Ojca była macochą.<br />
Ojciec już w czasie pierwszej wojny światowej służył w niemieckim wojsku we Francji. Tam został ranny za co później otrzymywał rentę. Po zakończeniu wojny ożenił się w Lubniewicach z moją Matką która była również Niemką, a ja urodziłem się tam w dniu 16 września 1928 roku.</p>
<p>Mój Ojciec był trzecim mężem mojej Matki. Pierwszy Jej mąż zginął w czasie pierwszej wojny światowej pozostawiając trzy córki: Fredę, Martę i Elizabeth. Drugiego nie wspominała najlepiej bo nadużywał alkoholu i wkrótce zmarł pozostawiając jedną córkę Elzę i dwóch synów: Gerarda i Maxa. Z moim Ojcem miała dwoje dzieci, mnie i o dwa lata starszą siostrę która do dzisiejszego dnia mieszka w Będowie i nazywa się Anna Meckaniak.<br />
<span id="more-294"></span> Matka była ewangeliczką i takie otrzymaliśmy wychowanie, Ojciec natomiast był nie praktykującym katolikiem, ale wyznawana wiara nie była żadną przeszkodą w życiu rodziny. Matka była o osiem lat starsza od Ojca, miała już dwóch mężów i sześcioro dzieci, ale miała też dom i pewien majątek, a Ojciec był biedny… .<br />
Ze względu na nie służący Matce klimat który panował w Lubniewicach i częste  choroby, lekarz zalecił Jej zmianę miejsca zamieszkania. Było to dla mnie dziwne, bo o ile pamiętam nigdy nie uchylała się od ciężkiej pracy.  W tym czasie pracowała na kolei na trasie Gorzów- Berlin.   Sprzedała dom oraz posiadany w Lubniewicach majątek i Rodzice zakupili gospodarstwo rolne w Będowie, o powierzchni 23 hektary 76 arów . Było tam około 3,9 ha łąk, las i nie pamiętam już ile ziemi ornej.<br />
Gospodarstwo zakupili „razem z dotychczasową właścicielką”, której musieli płacić dożywocie w wysokości 25 marek miesięcznie i zapewnić zamieszkanie w części domu, do końca jej życia. Przeprowadzili się tu  1 stycznia 1929 roku.<br />
Wszyscy mieszkańcy Będowa byli ewangelikami a dzisiejszy kościół katolicki, był kościołem ewangelickim. W domu w którym mieszkam dzisiaj był szewc, funkcjonowały dwie piekarnie, dwóch rzeźników, poczta, szkoła i karczma oraz sklep spożywczy.<br />
W karczmie odbywały się zabawy na których dzieci miały prawo być do godziny dwudziestej, później przyjeżdżał pan policjant i już nas tam nie było… . Włóczenie się dzieci i młodzieży po ulicach w późnych godzinach nocnych nie mieściło się w głowach… .</p>
<p>Kiedy dzieciarnia wracała do domu, na zabawę szli rodzice i bawili się do rana. Nie było pijaństwa. W niedzielę w karczmie siedzieli prawie wszyscy gospodarze, pili piwo, palili cygara i rozprawiali o rzeczach poważnych i nie poważnych, ale każdy myślał o tym, że jutro od samego rana wstanie dzień w którym trzeba będzie ciężko pracować. Obrazki z którymi mamy do czynienia dzisiaj na wsiach, były nie do pomyślenia!<br />
Będów był bardzo czystą i ładną miejscowością. W jednym z konkursów na najbardziej zadbaną wieś zdobył drugie miejsce w powiecie. W środku wsi stał piętrowy pawilon przeznaczony dla wczasowiczów. W lecie przyjeżdżały tu mieszczuchy z Berlina wczasując się i zażywając świeżego powietrza.</p>
<p>Kąpali się w czystej Odrze, pływali łódkami, zbierali grzyby, jedli świeże jaja, masło i sery, pili świeże mleko które to produkty gospodynie chętnie im sprzedawały. W okresie letnim zawsze ich było pełno. Nie przypominam sobie aby wtedy była taka plaga meszek jak w dzisiejszych czasach… .<br />
W tym czasie byłem kilkakrotnie w Sycowicach i Nietkowicach, a to z racji odnoszenia lub przynoszenia aparatu projekcyjnego którym wyświetlano nam w szkole filmy i z którego korzystały na zmianę wszystkie sąsiednie szkoły. Obie sąsiednie wsie, jakoś specjalnie nie zwróciły mojej uwagi, bo najbardziej podobał mi się Będów.<br />
Gospodarstwa rolne miały powierzchnię od 10 do 20, najczęściej kilkanaście hektarów, ale ziemie były słabe. Lepsze kawałki leżały nad <a href="http://www.turystyka.zgora.pl/2009/05/09/odra/" style="color: #000;">Odrą</a>, ale te z kolei często zalewała  powódź, wtedy gospodarze dostawali odszkodowania. Takich dużych gospodarzy było dokładnie dziesięciu. Było takie prawo, że gospodarki te nie mogły być sprzedane ale musiały przechodzić z ojca na syna.<br />
Gospodarze uprawiali  głównie ziemniaki i żyto. Owsa prawie nikt nie siał z uwagi na kiepskie plony. Pod ziemniaki i żyto dawano obornik a jeśli go zabrakło to siany był łubin który zastępował obornik w następnym roku. Uprawialiśmy też buraki pastewne a niektórzy siali brukiew. Reszta posiadała od jednego do kilku hektarów a nawet mniej, ale wtedy ludzie ci pracowali poza rolnictwem i ta właśnie praca była ich głównym źródłem utrzymania. Często mieli oni jedną krówkę którą wozili też siano.<br />
Bardzo wielu mieszkańców Będowa pracowało w lesie oraz na barkach przewożących węgiel ze Śląska w głąb Niemiec. Niektórzy z nich byli właścicielami takich barek a przewożone były nimi  też inne produkty, na przykład wstępnie oczyszczony żółty cukier. Brat Ojca pracował na takiej barce i nieraz podrzucał nam worek tego cukru.<br />
Ojciec zajmował się tylko pracą w gospodarstwie. Mieliśmy 2-3 konie, 8-9 krów, kilka owiec, świnie, drób. W czasie żniw koszono konną kosiarką na żelaznych kołach która posiadała specjalną blachę po której zsuwał się cały pokos zboża i był on równiutki jak po koszeniu kosą. Z pokosu zboże zbierano i wiązano w snopki.<br />
Później Ojciec kupił w Krośnie żniwiarkę, która była wyposażona w specjalne obrotowe  grabie rozdzielające żęte zboże na tzw. „garście”,  stanowiące oddzielny snopek który należało związać. W tym czasie w Krośnie Odrzańskim w rejonie dzisiejszego dworca autobusowego była fabryka maszyn rolniczych w której zaopatrywał się Ojciec.<br />
W roku 1935-1936  zacząłem chodzić do szkoły i Matka uczyła mnie wiązania snopków i kopania kartofli motyką. Sama brała trzy rządki, a mnie przydzielała jeden i musiałem kopać równolegle z Nią. Jak zostawałem z tyłu, to obrywałem po plecach…, a jak kopałem równo, to mi nawet trochę pomagała… . Starsze rodzeństwo otrzymywało po dwa rządki… .<br />
Pług był żelazny, jednoskibowy ale obracalny tak, że  pole po orce pozostawało równiutkie i była tylko jedna bruzda. Równe pole miało  szczególne znaczenie przy koszeniu  żniwiarką. Drobniejsi, mało rolni gospodarze jako siły pociągowej używali krów i chciałbym to podkreślić, żeby nie mylić ich z wołami ponieważ krowy były tańsze w eksploatacji… .<br />
Na śniadanie zawsze była zupa mleczna i chleb z marmoladą. Ja to lubię jeść do dnia dzisiejszego. Na obiad ziemniaki, kluski, kasza ze skwarkami, placki kartoflane itp.              W niedzielę zawsze było do ziemniaków mięso i różne kompoty które robiło się w okresie letnim i na jesieni: z wiśni, śliwek czy gruszek. Na kolację chleb, masło, szynka i wędzonki. Świnie biło się bez ograniczeń, wtedy kiedy była tylko potrzeba.<br />
Żyło nam się zupełnie nieźle, ale wszyscy musieli ciężko pracować, co było rzeczą zupełnie normalną i oczywistą. Powoli jednak sytuacja polityczna zaczynała się komplikować a ja jako jedenastoletni chłopiec, nie bardzo zdawałem sobie sprawy z powagi sytuacji.</p>
<p style="text-align: right;"><em>Cezary Woch</em></p>
<p><strong>GALERIA:</strong> <em>(kliknij na zdjęcie aby je powiększyć)</em></p>
<div style="margin: 0pt auto; height: 330px; text-align: center;"><a style="margin: 5px; float: left; width: 243px; height: 150px; display: block;" title="Niemieccy żołnierze z okresu I Wojny Światowej. Wśród nich pierwszy mąż Matki Franciszka, który zginął na froncie." rel="lytebox[kryniewiecki]" href="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/0.jpg"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/0.jpg" alt="Polacy przed wojną" width="243" height="150" /></a></p>
<p><a style="margin: 5px; float: left; width: 106px; height: 150px; display: block;" title="Franciszek Kryniewiecki" rel="lytebox[kryniewiecki]" href="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/1.jpg"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/1.jpg" alt="historia" width="106" height="150" /></a></p>
<p><a style="margin: 5px; float: left; width: 109px; height: 150px; display: block;" title="Koszenie łąki kosiarką konną. Od lewej: Matka, Ojciec, przy kole kosiarki Franciszek. Rok 1938" rel="lytebox[kryniewiecki]" href="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/2.jpg"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/2.jpg" alt="opowiadania historyczne" width="109" height="150" /></a></p>
<p><a style="margin: 5px; float: left; width: 221px; height: 150px; display: block;" title="Będowskie dzieci na plaży nad brzegiem Odry. Rok 1939" rel="lytebox[kryniewiecki]" href="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/3.jpg"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/3.jpg" alt="Będów" width="221" height="150" /></a></p>
<p><a style="margin: 5px; float: left; width: 200px; height: 150px; display: block;" title="Dzień Pierwszej Komunii Świętej. Franciszek pierwszy od lewej. Rok 1943" rel="lytebox[kryniewiecki]" href="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/4.jpg"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/4.jpg" alt="Franciszek Kryniewiecki" width="200" height="150" /></a></p>
<p><a style="margin: 5px; float: left; width: 110px; height: 150px; display: block;" title="Dzień Pierwszej Komunii Świętej. Franciszek pierwszy od lewej. Rok 1943" rel="lytebox[kryniewiecki]" href="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/5.jpg"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/kryniewiecki/5.jpg" alt="Anna Meckaniak" width="110" height="150" /></a></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sycowice.net/index.php/2009/04/16/franciszek-kryniewiecki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
