<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>sycowice.net &#187; Mieszkańcy Sycowic</title>
	<atom:link href="http://sycowice.net/index.php/category/mieszkancy-sycowic/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://sycowice.net</link>
	<description>Historyczny blog o Sycowicach i okolicy...</description>
	<lastBuildDate>Thu, 26 Aug 2010 16:48:04 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.1</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Z Panem Sergiuszem o radoszyńskiej żwirowni</title>
		<link>http://sycowice.net/index.php/2010/07/15/sylveig-house/</link>
		<comments>http://sycowice.net/index.php/2010/07/15/sylveig-house/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Jul 2010 17:35:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sergiusz Jackowski]]></category>
		<category><![CDATA[Międzylesie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sycowice.net/?p=1507</guid>
		<description><![CDATA[

źródło zdjęcia: Cezary Woch

Pan Sergiusz Jackowski jest niestrudzonym kronikarzem wydarzeń które nie tylko  dla młodego, a również dla starszego  pokolenia są już zamierzchłą  historią. Czy warto je znać? Myślę, że ponad wszelką wątpliwość TAK! Wiedza o przeszłości tej ziemi, jest podstawowym kryterium  naszej tożsamości.
Ludzie którzy nie znają swojej historii są nikim, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="margin: 0pt 5px 5px 0pt; width: 300px; float: left;">
<p><img style="margin: 0;" src="http://sycowice.net/zdjecia/138.jpg" alt="Sylveig House" width="300" height="225" /></p>
<p style="font-size: 11px; text-align: center; color: #999999; margin: 0; padding: 0;">źródło zdjęcia: Cezary Woch</p>
</div>
<p>Pan Sergiusz Jackowski jest niestrudzonym kronikarzem wydarzeń które nie tylko  dla młodego, a również dla starszego  pokolenia są już zamierzchłą  historią. Czy warto je znać? Myślę, że ponad wszelką wątpliwość TAK! Wiedza o przeszłości tej ziemi, jest podstawowym kryterium  naszej tożsamości.</p>
<p>Ludzie którzy nie znają swojej historii są nikim, a społeczeństwo bez kultury i poczucia własnej tożsamości, może w każdej chwili zniknąć z powierzchni ziemi. Drobiazgowe spisywanie historii naszych małych Ojczyzn, samo w sobie jest wartością dla której winniśmy wdzięczność jej Autorowi.<span id="more-1507"></span></p>
<p>Jednym z epizodów odkrytych i opisanych przez Pana Sergiusza jest tajemnica radoszyńskiej żwirowni. Kiedy na początku czerwca br. zaprosił mnie na obserwowanie wykonywania prac wykopaliskowych i ekshumacyjnych, nawet nie przypuszczałem, że będę świadkiem odkrywania ludzkich szkieletów, znaczników identyfikacyjnych i jednej z trzech  złotych obrączek, niezaprzeczalnych dowodów ludzkich tragedii. Jedna z mieszkanek Radoszyna trzymała w rękach portret pięknej młodej dziewczyny. Postanowiłem poznać również jej historię.</p>
<p><strong>C.W.  Panie Sergiuszu, w jaki sposób udało się Panu ustalić wydarzenia z końcówki wojny które rozegrały się w Radoszynie?</strong></p>
<p>S.J.  Świadkiem tych dramatycznych okoliczności był Polak Pan Michalski, który osiedlił się na tych terenach tuż przed wybuchem  wojny.<br />
<em>„Przybyłem do Radoszyna latem 1945 roku – opowiada repatriant <strong>Józef Paszkiewicz</strong> – Sołtysem był pan <strong>Michalski</strong>. Wielkopolanin, który osiedlił się tu przed wojną wraz ze swoją rodziną. Podczas spotkań ze współmieszkańcami opowiadał o masakrze, której był świadkiem. Było to w ostatnich dniach stycznia 1945 roku. Podczas posuwania się na zachód sił zbrojnych Armii Czerwonej, niemiecka jednostka pancerna z kilkoma czołgami z niewiadomych przyczyn, nie zdążyła wycofać się za linię umocnień MRU”.</em></p>
<p>Być może dowództwo wydało rozkaz dla tej jednostki, by na jakiś czas powstrzymać front. W tym czasie trwała wzmożona ewakuacja rannych niemieckich żołnierzy z Tiborlager.</p>
<p>Dowództwo niemieckie musiało wiedzieć z jaką siłą podąża front Armii Czerwonej. Dlaczego tą jednostkę zostawiło na nieuniknioną zagładę?</p>
<p><em>„Gdy we wsi pojawiły się pierwsze czołgi, otworzyli do nich ogień. Rozpoczęła się walka w środku wsi. Po wymianie ognia po obu stronach walczących były straty w ludziach i sprzęcie. W wyniku walk płonęło kilka budynków. Niemcy zdali sobie sprawę z przewagi przeciwnika i wkrótce poddali się. Za rozpoczęcie działań zbrojnych i w zemście za poległych kolegów, wszystkich niemieckich pancerniaków ustawiono na wzniesieniu drogi naprzeciw kościoła i rozstrzelano. Po tej egzekucji po zabitych ponoć przejechali czołgami. Na skrzyżowaniu w kierunku wsi Łąkie krew ciekła strumieniem. W pobliżu miejsc, gdzie Niemcy stawiali opór, z domów wyprowadzano cywilów i rozstrzeliwano na podwórkach. We wsi powstał straszny popłoch wśród mieszkańców. Ludzie z przerażenia sami dokonywali samobójstw. Skutkiem artyleryjskiego ognia we wsi zapaliło się kilka budynków. W czasie masakry palił się budynek przy plebani. <strong>Proboszcz Szołtysik</strong> pochodzenia polskiego ratował swoją plebanię przed pożarem. W czasie tłumienia ognia został także zastrzelony. Po zakończeniu zemsty żołnierze Armii Czerwonej w pobliżu żwirowni pochowali swoich kolegów w jednym grobie. Mogiłę ogrodzili i ustawili na niej drewniany cokół z symboliczną, czerwoną gwiazdą. Po opuszczeniu Radoszyna przez mścicieli, władze wojenne zarządziły wywózkę zamarzniętych trupów furmankami po za wieś. Pochowano je na skarpach w żwirowni po około trzydziestu w trzech grobach masowych. Parafianie pochowali księdza przy drodze między Radoszynem a Łąkie. Na początku lat siedemdziesiątych, prochy jego ekshumowano i pochowano na cmentarzu w Skąpem. Parafianie ze Skąpego ufundowali mu nagrobek w latach osiemdziesiątych. Wcześniej ekshumowano szczątki żołnierzy Armii Czerwonej i pochowano je na wojennym cmentarzu w Międzyrzeczu”.</em></p>
<p><strong>C.W . Czy ktokolwiek jeszcze potwierdził tą relację?</strong></p>
<p>S.J. Tak, potwierdził je Jan Samulski, który od maja 1945 roku mieszka w Radoszynie .</p>
<p><strong>C.W. A co wiadomo w sprawie młodej dziewczyny?</strong></p>
<p>S.J. Wiem to również od Jana Samulskiego.</p>
<p><em>„W czasie radoszyńskiej masakry zginęła  także 21 letnia dziewczyna. Była ona obywatelką Norwegii. Syn bauera <strong>Richarda Hartmana</strong> z Radoszyna jako żołnierz okupant przebywał w czasie wojny w Norwegii. W tym czasie werbowano młodzież do prac przymusowych w Niemczech. Poznał tam dziewczynę <strong>Sylveig House</strong>, w której bardzo się zakochał. Ona także odwdzięczała się mu swoją wielką miłością. Z uwagi na to piękne uczucie, rodzice Sylveig zgodzili się na wyjazd córki. Narzeczony skierował ją w 1942r. niby do pracy do swoich rodziców. Przybyła ona do Rentschen /Radoszyn/ z własnoręcznym listem syna. W liście tym syn  zastrzegł rodzicom, by była traktowana jak własna córka. Oznajmił także, że kiedy wróci z wojny to weźmie z nią ślub.</em></p>
<p><em>W czasie wojny syn bauera jako oficer otrzymał krótki urlop. Odwiedził rodziców i swoją narzeczoną, która uczyła się krawiectwa dojeżdżając do Świebodzina pociągiem z Radoszyna.<br />
Po wojnie starszy od Sylveig brat Zygmunt dowiedział się o tragicznej śmierci siostry, która zginęła podczas rozstrzeliwania cywilów przez Armię Czerwoną. Na początku lat siedemdziesiątych przyjechał do Radoszyna, by odszukać grób swojej siostry. Trafił właśnie do mnie, by na ten temat uzyskać informacji. Zaprowadziłem go na żwirownię. Pokazałem miejsce gdzie jest pochowana w masowych grobach razem z mieszkańcami Radoszyna i niemieckimi żołnierzami ofiarami masakry.</em></p>
<p><em>Przed tymi tragicznymi wydarzeniami Sylveig  wiedziała już, że jej narzeczony zginął na wojnie. Podczas rozstrzeliwania cywilów przez Armię Czerwoną popełniła samobójstwo tak, jak również kilka młodych kobiet w obawie przed gwałtami. Ode mnie jej brat dowiedział się jaką śmiercią zginęła Sylveig. Był bardzo załamany. Gdy spojrzał na obsuniętą skarpę żwirowni ze śmieciami pod którą znajduje się ciało jego siostry, z żalu polały mu się łzy, że jest pochowana jak zwierzę razem z wieloma ofiarami byłej masakry. Pan House prawie każdego roku odwiedzał miejsce gdzie spoczywają szczątki jego siostry. Podczas każdych odwiedzin nie godnego miejsca pochówku Sylveig odwiedzał moją rodzinę. Przywiózł ze sobą także krzyż. Wspólnie z nim urządziliśmy symboliczny grób, nad którym w spokoju mógł się pomodlić nad nieszczęśliwą, zakochaną ofiarą wojny, która tak bliską była jego sercu. Pan House prosił mnie, bym nie zaniedbywał tego miejsca i dbał o świeże kwiaty, zapalał znicze w święta zmarłych i w rocznice urodzin 22 października na symbolicznym grobie Sylveig. Zwierzał mi się, że przyjeżdża tu, by pobyć blisko jej prochów, w głębokiej zadumie i nostalgii powspominać o wspólnym dzieciństwie i młodości w rodzinnym kraju, o swojej drugiej siostrze w rodzeństwie. Ogromna więź i miłość do siostry zmuszała go przez dziesiątki lat do odwiedzania radoszyńskiej żwirowni i opiekunów jej symbolicznego grobu.&#8221;</em></p>
<p><strong>C.W. Niesamowita, wzruszająca historia. W jaki jednak sposób zainteresował Pan Stowarzyszenie „Pomost” poszukiwaniami w radoszyńskiej żwirowni? Przecież to dość spore, kosztowne i ryzykowne przedsięwzięcie.</strong></p>
<p>S.J.  Pod koniec 2008 roku odebrałem telefon od Pana Prezesa „Pomostu” Tomasza Czabańskiego z Poznania. Napotkane moje wspomnienia w Internecie zainteresowały go. Więc chciał mnie poznać i przekonać się, czy to jest prawda co ja piszę. W maju 2009 roku znowu przedzwonił do mnie i umówiliśmy się na spotkanie. Przyjechał z kierownikiem wydawnictwa „Pomost” Panem Maciejem Karalusem. Byliśmy pod Przetocznicą w lesie na wizji lokalnej podejrzanych tam grobów masowych. Po powrocie pojechaliśmy na żwirownię w Radoszynie. Tam pokazałem w których miejscach mogą być masowe groby. Po załatwieniu spraw w gminie z wójtem, dopiero po roku „Pomost” zajął się sprawą ekshumacji.</p>
<p><strong>C.W. Jaki jest zatem ostateczny rezultat poszukiwań?</strong></p>
<p>S.J. Ostatecznym rezultatem ekshumacji jest: 18 identyfikatorów żołnierskich, w sumie z cywilami 53 ofiary. Podejrzewają, że jeszcze jest jeden grób. Być może będą dalsze poszukiwania. Mieszkańcy Radoszyna zgłosili jeszcze, że w ogrodach znajdowali ludzkie szkielety. Można przypuszczać, że Niemcy swoich bliskich nie chcieli wywozić jak śmieci do żwirowni i chowali je tymczasowo we własnych ogrodach, by w odpowiednim czasie sprawić im godny pochówek. Znalezione identyfikatory i grawerowane, złote obrączki przy ofiarach świadczą o tym, że tej masakry dokonano na niemieckich żołnierzach jak i na cywilach. Z rozkazu władz wojennych musieli je wywozić krewni i znajomi, dlatego rabunek biżuterii nie miał miejsca. Po drugie, w tak dramatycznych chwilach każdy myślał o sobie, by ten czas grozy przetrwać. Końcowe rezultaty poszukiwań grobów masowych na terenie gminy Skąpe mogą być ciekawe. Chcę więc je umieścić w swojej książce. Z pewnością zainteresują młodych czytelników, którzy prawie nic nie wiedzą jaki koszmar wojny kryje ziemia na której spokojnie mieszkają.</p>
<p><strong>C.W. Panie Sergiuszu, bardzo dziękuję za tą kolejną porcję  historii naszych małych Ojczyzn i życzę jak  najrychlejszego wydania Pańskiej książki. Mam również cichą nadzieję, na małą dedykację z osobistym podpisem Autora…</strong></p>
<p>S.J. Z przyjemnością opatrzę ją swoim autografem, a przy okazji serdecznie pozdrawiam czytelników <a href="http://sycowice.net/">sycowice.net</a></p>
<p style="text-align: right;"><em>Cezary Woch</em></p>

<div class="ngg-galleryoverview" id="ngg-gallery-49-1507">


	<!-- Piclense link -->
	<div class="piclenselink">
		<a class="piclenselink" href="javascript:PicLensLite.start({feedUrl:'http://sycowice.net/wp-content/plugins/nextgen-gallery/xml/media-rss.php?gid=49&amp;mode=gallery'});">
			[Przeglądaj za pomocą PicLens]		</a>
	</div>
	
	<!-- Thumbnails -->
		
	<div id="ngg-image-1417" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/bociany-015.jpg" title="Masakra w Radoszynie" class="shutterset_set_49" >
								<img title="Masakra w Radoszynie" alt="Masakra w Radoszynie" src="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/thumbs/thumbs_bociany-015.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-1418" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/bociany-016.jpg" title="Masakra w Radoszynie" class="shutterset_set_49" >
								<img title="Masakra w Radoszynie" alt="Masakra w Radoszynie" src="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/thumbs/thumbs_bociany-016.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-1419" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/bociany-017.jpg" title="Masakra w Radoszynie" class="shutterset_set_49" >
								<img title="Masakra w Radoszynie" alt="Masakra w Radoszynie" src="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/thumbs/thumbs_bociany-017.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-1420" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/bociany-018.jpg" title="Masakra w Radoszynie" class="shutterset_set_49" >
								<img title="Masakra w Radoszynie" alt="Masakra w Radoszynie" src="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/thumbs/thumbs_bociany-018.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-1421" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/bociany-020.jpg" title="Masakra w Radoszynie" class="shutterset_set_49" >
								<img title="Masakra w Radoszynie" alt="Masakra w Radoszynie" src="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/thumbs/thumbs_bociany-020.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-1422" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/bociany-021.jpg" title="Masakra w Radoszynie" class="shutterset_set_49" >
								<img title="Masakra w Radoszynie" alt="Masakra w Radoszynie" src="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/thumbs/thumbs_bociany-021.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-1423" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/bociany-022.jpg" title="Masakra w Radoszynie" class="shutterset_set_49" >
								<img title="Masakra w Radoszynie" alt="Masakra w Radoszynie" src="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/thumbs/thumbs_bociany-022.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-1424" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/bociany-023.jpg" title="Masakra w Radoszynie" class="shutterset_set_49" >
								<img title="Masakra w Radoszynie" alt="Masakra w Radoszynie" src="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/thumbs/thumbs_bociany-023.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-1425" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/bociany-026.jpg" title="Masakra w Radoszynie" class="shutterset_set_49" >
								<img title="Masakra w Radoszynie" alt="Masakra w Radoszynie" src="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/thumbs/thumbs_bociany-026.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-1426" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/bociany-028.jpg" title="Masakra w Radoszynie" class="shutterset_set_49" >
								<img title="Masakra w Radoszynie" alt="Masakra w Radoszynie" src="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/thumbs/thumbs_bociany-028.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-1427" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/bociany-029.jpg" title="Masakra w Radoszynie" class="shutterset_set_49" >
								<img title="Masakra w Radoszynie" alt="Masakra w Radoszynie" src="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/thumbs/thumbs_bociany-029.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-1428" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/bociany-031.jpg" title="Masakra w Radoszynie" class="shutterset_set_49" >
								<img title="Masakra w Radoszynie" alt="Masakra w Radoszynie" src="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/thumbs/thumbs_bociany-031.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-1429" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/bociany-033.jpg" title="Masakra w Radoszynie" class="shutterset_set_49" >
								<img title="Masakra w Radoszynie" alt="Masakra w Radoszynie" src="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/thumbs/thumbs_bociany-033.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-1430" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/bociany-034.jpg" title="Masakra w Radoszynie" class="shutterset_set_49" >
								<img title="Masakra w Radoszynie" alt="Masakra w Radoszynie" src="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/thumbs/thumbs_bociany-034.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-1431" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/bociany-036.jpg" title="Sylveig House" class="shutterset_set_49" >
								<img title="Sylveig House" alt="Sylveig House" src="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/thumbs/thumbs_bociany-036.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-1432" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/clipboard01.jpg" title="Sylveig House" class="shutterset_set_49" >
								<img title="Sylveig House" alt="Sylveig House" src="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/thumbs/thumbs_clipboard01.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-1433" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/clipboard016.jpg" title="Nagrobek ks. Szołtysika na cmentarzu w Skąpem" class="shutterset_set_49" >
								<img title="Nagrobek ks. Szołtysika na cmentarzu w Skąpem" alt="Nagrobek ks. Szołtysika na cmentarzu w Skąpem" src="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/thumbs/thumbs_clipboard016.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-1434" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/clipboard02.jpg" title="Grób symboliczny Sylweig. W głębi grób symboliczny z kamieni odwiedzających Niemców." class="shutterset_set_49" >
								<img title="Grób symboliczny Sylweig. W głębi grób symboliczny z kamieni odwiedzających Niemców " alt="Grób symboliczny Sylweig. W głębi grób symboliczny z kamieni odwiedzających Niemców " src="http://sycowice.net/wp-content/gallery/masakra-w-radoszynie/thumbs/thumbs_clipboard02.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 	 	
	<!-- Pagination -->
 	<div class="ngg-clear"></div> 	
</div>


]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sycowice.net/index.php/2010/07/15/sylveig-house/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sergiusz Jackowski o sobie&#8230;</title>
		<link>http://sycowice.net/index.php/2010/07/08/sergiusz-jackowski/</link>
		<comments>http://sycowice.net/index.php/2010/07/08/sergiusz-jackowski/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 08 Jul 2010 16:32:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sergiusz Jackowski]]></category>
		<category><![CDATA[Międzylesie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sycowice.net/?p=1488</guid>
		<description><![CDATA[

źródło zdjęcia: Sergiusz Jackowski

Od wczesnego dzieciństwa byłem bardzo uczuciowym chłopakiem. Od najmniejszej doznanej krzywdy bardzo płakałem. Z tego powodu rodzice bardzo przeżywali. Kiedy rozpoczęła się wojna mając ponad 10 lat moje uczucia za doznawane krzywdy w rodzinie wzmagały się. Kiedy płakała mama płakałem razem z nią. Z uwagi na moją wrażliwość ukrywała przede mną swoje [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="margin: 0pt 5px 5px 0pt; width: 300px; float: left;">
<p><img style="margin: 0;" src="http://sycowice.net/zdjecia/135.jpg" alt="Sergiusz Jackowski" width="300" height="215" /></p>
<p style="font-size: 11px; text-align: center; color: #999999; margin: 0; padding: 0;">źródło zdjęcia: Sergiusz Jackowski</p>
</div>
<p>Od wczesnego dzieciństwa byłem bardzo uczuciowym chłopakiem. Od najmniejszej doznanej krzywdy bardzo płakałem. Z tego powodu rodzice bardzo przeżywali. Kiedy rozpoczęła się wojna mając ponad 10 lat moje uczucia za doznawane krzywdy w rodzinie wzmagały się. Kiedy płakała mama płakałem razem z nią. Z uwagi na moją wrażliwość ukrywała przede mną swoje cierpienia. Od wczesnej młodości byłem bardzo czuły na ludzkie krzywdy. Podczas II Wojny Św. byłem świadkiem wielu dramatów i ludzkich tragedii, nawet w bliskich, moich rodzinach. Przez to moje uczucia jeszcze bardziej potęgowały się. Ludzkie cierpienia znajomych i krewnych utrwaliły się w mojej pamięci. Kiedy po wojnie trafiłem w okolice umocnień przez lata bardzo nimi interesowałem się. Na starsze lata będąc na rencie postanowiłem przypominać i dalej tropić ślady wojennych dziejów przez które tak bardzo cierpieli niewinni ludzie. <span id="more-1488"></span>Opisywałem je na pamiątkę dla przyszłych pokoleń jakie skutki, cierpienia i zniszczenia niesie za sobą wojna. Pisałem z nadzieją, że kiedyś moje autorstwo trafi do Czytelników. Po połowie lat dziewięćdziesiątych byłem na dobre zaangażowany w pisaniu wspomnień. Podczas ich pisania nie miałem ani komputera, ani internetu. Wiele mi w tym pomagała zaangażowana, kilkunastoletnia praktyka filatelisty do której zachęcił mnie filatelista niemiecki Herman Ziebert z Moers. Korespondowałem z nim 15 lat. Jego żona ze swoją siostrą dwa razy mnie odwiedzały podczas odwiedzin swojej, rodzinnej wsi. Pisząc wspomnienia wiele skorzystałem z ich opowiadań o przedwojennym i podczas wojny Międzylesiu. Pracując 27 lat prywatnie na rozległym terenie kilku powiatów z zainteresowaniem uzyskiwałem od swoich klientów wiele ciekawych wydarzeń z minionej wojny. Kiedy już miałem prowizoryczny komplet wspomnień, by je nieco udoskonalić i bardziej udokumentować dokonywałem korekt przez kilka lat. By uzyskać jak najwięcej niezbędnych dokumentów, zwróciłem się do sekretarza Gminy Skąpe pani Mirosławy Chruścickiej zamieszkałej w Borowie o wydanie mi zezwolenia na wgląd archiwalnych dokumentów.</p>
<p>Spenetrowałem archiwum w Wilkowie. Wszelkie dokumenty udostępniał mnie bardzo życzliwy kierownik mój Krajan z powiatu Postawy (obecna Białoruś).</p>
<p>Kilka razy odwiedziłem prywatne archiwum pana Roberta Jurgi i Anny Kędryny w Boryszynie. Pan Jurga także nie szczędził mi swojej życzliwości. Uzyskałem od niego wiele dokumentów.</p>
<p>Odwiedziłem także kilka razy Muzeum Regionalne w Świebodzinie. Pan dyrektor Marek Nawacki poświęcał dla mnie wiele swojego, cennego czasu. Cieszył się, że tylko ja na terenie powiatu jestem najbardziej zaangażowany w pisaniu wspomnień. Zachęcał mnie, bym z tego nie rezygnował, gdyż chciał, by w Jego muzeum znalazła się moja książka.</p>
<p>Prócz tego jeszcze raz musiałem spenetrować z aparatem fotograficznym cały, południowy odcinek umocnień MRU. Odwiedziłem także Cmentarz Wojenny Armii Czerwonej w Międzyrzeczu. Odwiedziłem kilka wsi, by ze swoimi , życzliwymi znajomymi przeprowadzić wywiady o ciekawych wydarzeniach przedwojennych, wojennych i powojennych w najbliższych okolicach.</p>
<p>Skorzystałem także z opowiadań pozostałych , przedwojennych mieszkańców tych terenów w czasie odwiedzania swoich Haimatów, a także podczas moich odwiedzin bardzo życzliwego, przedwojennego właściciela mojego domu Gerharda Pietscha.</p>
<p>Moje wspomnienia w internecie istnieją od 2004r. Pierwsza zainteresowała się nimi Gmina Skąpe i umieściła je także na swojej stronie internetowej.</p>
<p>Przed kilkunastu laty zapoznałem się ze Zbigniewem Wochem z Ciborza. Odwiedziłem go w czasie pisania jako historyka pracy magisterskiej. Połączyło nas zainteresowanie o wydarzeniach historycznych w Tiborlager i najbliższych okolic. Kiedy został wybrany na wójta był nadal zainteresowany moimi wspomnieniami. Zabiegany w trosce o mieszkańców swojej gminy pamiętał także o mnie. Odwiedził mnie kilka razy. Zauważyłem, że cieszy się znajomym autorem w swojej gminie, który chce coś wartościowego napisać dla społeczeństwa. On był najważniejszym inicjatorem, który wspomagał moją , wieloletnią twórczość, by ona była wydana i dostępna dla teraźniejszych i przyszłych pokoleń.</p>
<p>Następnym zainteresowanym moimi wspomnieniami, który wytropił mnie w internecie okazał się życzliwym przyjacielem pan mgr Cezary Woch sołtys Sycowic, któremu los rozsiał rodzinę na trzech kontynentach. Prawie samotnie żyjąc zadbał o swoją wieś i prowadzi hodowlę danieli węgierskich. Poprosił mnie o zgodę publikacji mojego autorstwa na stronie internetowej Sycowic. Okazało się, że to jest prawdziwy przyjaciel, który zawsze o mnie pamięta. Na forum internetowym nie szczędził dla mnie swoich, pięknych gratulacji i komentarzy. Ja także na tej stronie internetowej napisałem wiele komentarzy do różnych artykułów.</p>
<p>Wkrótce potem wytropiła mnie w tłumie internetu pani redaktor Paulina Szatarska z portalu „Ziemia Lubuska” i poprosiła o zgodę na publikację. Bardzo wysoko oceniła moje wspomnienia. Gratulowała mi za piękne komentarze od Internautów.</p>
<p>Moimi wspomnieniami zainteresowała się następna kobieta pani Agata Stychańska, redaktor tygodnika „Dzień za dniem”. Odwiedziła mnie razem z ojcem, który także chciał posłuchać opowieści autora. Przeprowadziła wywiad. Napisała obszerny artykuł w lokalnej gazecie o autorze, którego pisarskie zdolności interesują Internautów. Spodziewając się wydania mojej książki zachęcała czytelników, że ją warto kupić.</p>
<p>Tymi wspomnieniami z internetu zainteresowali się dwaj przyjaciele o niezwykłej inteligencji: pan Tomasz Czabański prezes „Pomostu” i pan Maciej Karalus wydawca „Pomost”. Dzięki Nim została podbudowana moja nadzieja o wydaniu książki.</p>
<p>Miałem okazję poznać wielce życzliwego fotoreportera z „Gazety Lubuskiej” pana Mariusza Kapałę, który na piśmie zezwolił mi korzystać z jego zdjęć dla swojej książki z ekshumacji generała a także z ekshumacji z radoszyńskiej żwirowni.</p>
<p>Na tejże żwirowni wszystkie media przeprowadzili ze mną wywiady jak: TVP z Gorzowa, Gazeta Lubuska, Radio Zachód. Reportażysta tegoż radia pan Cezary Galek nagrał reportaż w domu Samulskich, którzy opiekowali się grobem symbolicznym Sylveig House. Polecam wszystkim ten piękny reportaż posłuchać.</p>
<p>Obserwowałem przez dwa dni jak towarzysko pracowali przy żmudnej ekshumacji Polacy z niemieckimi rezerwistami Bundeswehry. Do tej pracy prócz zwykłych żołnierzy rezerwistów z Bundeswehry i zwykłych polskich pracowników byli także wielce zaangażowani: kapitan rezerwy Arnold Bauman, prezes „Pomostu” Tomasz Czabański, kierownik wydawnictwa „Pomost” pan Maciej Karalus. Wszystkich ich łączyło współczucie dla pomordowanych, wojennych ofiar.</p>
<p>W drugim dniu ekshumacji kiedy już opuszczałem żwirownię, jeden z młodych, niemieckich rezerwistów zawołał mnie. Wydobył ze swojego plecaka skromny prezent i wręczył mi go. Podziękowałem mu po niemiecku. Był zadowolony i uśmiechnięty. Ze wzruszenia zapomniałem Mu zrobić zdjęcie. Zrozumiałem, że ten młody rezerwista wyraził budowniczego, prawdziwego „pomostu” niemiecko-polskiego.</p>
<p>Jakże miłe i poruszające miałem wrażenia czytając piękne komentarze Internautów i nie tylko z Polski, a przede wszystkim kobiet na portalu „Ziemia Lubuska”, które nie szczędziły łez czytając moje wspomnienia.</p>
<p>Ci wszyscy wspomniani, wspaniali ludzie przyczynili się do wydania mojej książki.<br />
Kiedy już będzie wydana będę się starał podziękować Im publicznie w prasie.</p>
<p style="text-align: right;"><em>Sergiusz Jackowski</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sycowice.net/index.php/2010/07/08/sergiusz-jackowski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dzieje nad strumykiem &#8211; część 3</title>
		<link>http://sycowice.net/index.php/2010/03/11/tiborlager/</link>
		<comments>http://sycowice.net/index.php/2010/03/11/tiborlager/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 10 Mar 2010 22:47:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sergiusz Jackowski]]></category>
		<category><![CDATA[Międzylesie]]></category>
		<category><![CDATA[MRU]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sycowice.net/?p=1319</guid>
		<description><![CDATA[

źródło zdjęcia: Sergiusz Jackowski

TIBORLAGER – CIBÓRZ – STRZELNICA
Budowa koszar Tiborlager była ściśle związana z budową południowego odcinka MRU. Trwała ona ponad dwa lata. Przed budową pagórkowaty zalesiony teren nad jeziorem, wykupił Wehrmacht od katolickiej parafii w Muhlbock /Ołobok/.
W latach osiemdziesiątych ukazał się artykuł w „Gazecie Lubuskiej”. Czytamy w nim: Gdy roboty przy budowie Tiborlager były [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="margin: 0pt 5px 5px 0pt; width: 300px; float: left;">
<img style="margin: 0;" src="http://sycowice.net/zdjecia/117.jpg" alt="Tiborlager" width="300" height="187" /></p>
<p style="font-size: 11px; text-align: center; color: #999999; margin: 0; padding: 0;">źródło zdjęcia: Sergiusz Jackowski</p>
</div>
<p><strong>TIBORLAGER – CIBÓRZ – STRZELNICA</strong></p>
<p>Budowa koszar Tiborlager była ściśle związana z budową południowego odcinka MRU. Trwała ona ponad dwa lata. Przed budową pagórkowaty zalesiony teren nad jeziorem, wykupił Wehrmacht od katolickiej parafii w Muhlbock /Ołobok/.</p>
<p>W latach osiemdziesiątych ukazał się artykuł w „Gazecie Lubuskiej”. Czytamy w nim: Gdy roboty przy budowie Tiborlager były zaawansowane, wywiad polski był zainteresowany tą budową. Do zbierania informacji na jej temat wyznaczono agenta o kryptonimie „Nr.1225”.<span id="more-1319"></span></p>
<p>Koszary budowały prywatne firmy budowlane. Jako pomoc do budowy zatrudniano wielu mieszkańców z Mittwalde /Międzylesie/ i okolicznych wsi. Na 200 hektarowym obszarze dwudziestoletniego sosnowego lasu zaroiło się od ekip budowlanych, które przybyły także ze swoimi pracownikami. W początkowej fazie budowy było zatrudnionych około 3000 osób. Po wykonaniu prac ziemnych, liczba ich zmniejszyła się więcej niż o połowę. Jednocześnie z koszarami budowano strzelnicę w lesie, odległą około kilometra od Tiborlager.</p>
<p>Teren strzelnicy nie był mniejszy od terenu koszar. Wybudowano tam z cegły stanowiska strzelnicze dla broni krótkiej. Kilka szerokich o długości 300m. stanowisk przedzielonych wysokimi wałami dla broni długiej. Nieco dalej wybudowano stanowiska dla broni zmechanizowanej. Tam tarcze były poruszane na wózkach, na kolejce wąskotorowej. W specjalnych budynkach były mechanizmy, które za pomocą lin stalowych poruszały o różnej szybkości wagoniki z tarczami. W pobliżu stanowisk dla broni krótkiej był wybudowany z cegły jednorodzinny parterowy domek, z drewnianą dobudówką jako magazyn na sprzęt strzelniczy. Obok domku była ręczna pompa do wody. Nieco dalej od domku był magazyn na amunicję. Wyglądał jak bunkier zagłębiony w pochyłość wzgórza.</p>
<p>W domku przy strzelnicy ze swoją rodziną mieszkał opiekun tego obiektu. Jego zadaniem było roznoszenie i zbieranie tarcz. Operowanie mechanizmem poruszającym wagoniki z tarczami. Utrzymywanie na strzelnicy ogólnego porządku.</p>
<p>Po opuszczeniu tych terenów przez wojsko polskie, na początku lat sześćdziesiątych w tym domku na strzelnicy przez kilka lat mieszkał Ignacy Bogusz ze swoją rodziną.</p>
<p>W 1997 roku, syn opiekuna strzelnicy przebywał w Leśnictwie w Międzylesiu w celu polowania. Leśniczy Leszek Tomczyk oprowadzał go po miejscach gęsto zarośniętych lasem samosiejką, gdzie gość polowania spędzał swe beztroskie, dziecięce lata wśród częstych, monotonnych strzałów.</p>
<p>Obecnie teren strzelnicy wygląda koszmarnie przypominający dawne dzieje.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z27.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z28.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Budynki sztabowe Tiborlager. Obecnie po prawej Administracja. Po lewej laboratorium i mieszkania.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z29.jpg" alt="Cibórz" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Strzelnica dla broni krótkiej.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z30.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Ściana bezpieczeństwa strzelnicy dla broni długiej. Poniżej odwrotna strona ściany.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z31.jpg" alt="Cibórz" /></div>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z32.jpg" alt="Cibórz" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Ściana bezpieczeństwa głównej strzelnicy od strony północnej</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z33.jpg" alt="Sergiusz Jackowski" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Porośnięty trawą kanał betonowy z którego były wystawiane tarcze i odczytywano cel</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z34.jpg" alt="Cibórz" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Budynek dla mechanizmu poruszania tarczami, chroniony nasypem od przypadkowego strzału</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z35.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Podobny budynek po przeciwnej stronie pola tarczowego</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z36.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">W rogu u góry przedwojenna strażnica i z takimi samymi schodami po drugiej stronie drogi</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z37.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Brama wjazdowa do Tiborlager i widoczna strażnica spalona przez Rosjan</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z38.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Ta sama brama w latach dziewięćdziesiątych</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z39.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Przed wojną budynek sztabowy na którym była wieża strażnicza. Obecnie administracja szpital.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z40.jpg" alt="Cibórz" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Kasyno oficerskie od strony południowej przed wojną</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z41.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Kasyno oficerskie. Od strony północnej. Obecnie klub „ESKULAP”</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z42.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Przed wojną garaże dla ciężkich pojazdów pancernych.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z43.jpg" alt="Cibórz" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Przed wojną warsztaty remontowe ciężkich pojazdów. Obecnie kotłownia i warsztaty</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z44.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Przed wojną magazyn części zamiennych do pojazdów zmechanizowanych. Obecnie magazyn żywnościowy</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z45.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Przed wojną kuchnia -stołówka dla batalionu pancernego. Po wojnie terapia zajęciowa i mieszkania.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z46.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Do końca lat sześćdziesiątych pralnia przebudowano na kaplicę</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z47.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Przed wojną lecznica koni. Obecnie warsztaty gospodarcze.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z48.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Przed wojną garaże motocyklowe. Po prawej stajnia</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z49.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z50.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Przed wojną mieszkańcy Tiborlager przy stajni.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z51.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Przed wojną kasyno podoficerskie. Obecnie mieszkania</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z52.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Przed wojną kuch nie ze stołówką. Do dzś pełni tą rolę.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z53.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Przed wojną kuchnia – stołówka,. Dzisiaj sklepy i mieszkania</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z54.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Przedwojenne wnętrze stołówki</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z55.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Rondo sprzed wojny. Po lewej pompownia. Po prawej łaźnia.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z56.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Budynek sztabowy od strony ronda</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z57.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Brzozowy mostek nad wąwozem między kasynem a blokiem oficerskim</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z58.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Była kajakarnia przed wojną i po wojnie. Obecnie warsztat elaktryczny.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z59.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Ciąg bloków nad jeziorem batalionu pancernego od nr.1 &#8211; 6</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z60.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z61.jpg" alt="Tiborlager" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Poczta Tiborlager</p>
<p>Po wykończeniach budowy sektorów koszar już późną jesienią 1937 roku zajmowały pierwsze farmacje wojskowe. Do połowy listopada następnego roku Tiborlager był uzupełniony wojskiem po brzegi. Zakwaterowanych zostało około 5.000 żołnierzy.</p>
<p>Do pracy w koszarach zatrudniono wielu cywilów dojeżdżających do pracy z okolicznych wsi. Wielu cywilów przyjezdnych zajmowało mieszkania w Tiborlager i otwierało prywatne punkty handlowe. W koszarach toczyło się życie wojskowym rytmem. Podczas agresji na Polskę w Tiborlager pozostały tylko szkoleniowe jednostki.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sycowice.net/index.php/2010/03/11/tiborlager/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dzieje nad strumykiem &#8211; część 2</title>
		<link>http://sycowice.net/index.php/2010/02/11/miedzyrzecki-rejon-umocniony-2/</link>
		<comments>http://sycowice.net/index.php/2010/02/11/miedzyrzecki-rejon-umocniony-2/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 11 Feb 2010 21:41:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sergiusz Jackowski]]></category>
		<category><![CDATA[Międzylesie]]></category>
		<category><![CDATA[MRU]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sycowice.net/?p=1263</guid>
		<description><![CDATA[

źródło zdjęcia: Sergiusz Jackowski

Dawne dzieje nad strumykiem
Od wielu wieków cichutko, swobodnie płynął sobie strumyk przez leśną krainę. Gdzieniegdzie ocierał się o fragmenty pól i łąk. Po obu stronach otaczał go bajeczny, szumiący las. Królowała w nim rozhukana zwierzyna. Ptasi świergot i śpiew , rozczulał i pobudzał pobliskich mieszkańców do życia. Od wieków nad strumykiem zmieniały [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="margin: 0pt 5px 5px 0pt; width: 300px; float: left;">
<p><img style="margin: 0;" src="http://sycowice.net/zdjecia/112.jpg" alt="Repatrianci" width="300" height="200" /></p>
<p style="font-size: 11px; text-align: center; color: #999999; margin: 0; padding: 0;">źródło zdjęcia: Sergiusz Jackowski</p>
</div>
<p><strong>Dawne dzieje nad strumykiem</strong></p>
<p>Od wielu wieków cichutko, swobodnie płynął sobie strumyk przez leśną krainę. Gdzieniegdzie ocierał się o fragmenty pól i łąk. Po obu stronach otaczał go bajeczny, szumiący las. Królowała w nim rozhukana zwierzyna. Ptasi świergot i śpiew , rozczulał i pobudzał pobliskich mieszkańców do życia. Od wieków nad strumykiem zmieniały się państwa, ustroje i nowe pokolenia ludzi. Tylko strumyk się nie zmieniał. Wypływał z jeziora Nischlitz /Niesłysz/ a rzeka Odra jak matka zabierała jego wody i płynęła hen do morza. Na wiosnę po roztopach było wiele rozlewisk. Gdy zasoby wód malały, rozlewiska wracały do swego koryta. Gospodarze z pobliskich wsi jak: Muhlbock/Ołobok/, Schonfeld/Rokitnica/, Skampe/Skąpe/, Mittwalde/Międzylesie/, Hammer/Przetocznica/, Blumberg/Bródki/, użytkowali rozlewiska dla celów gospodarczych, zbierali siano. <span id="more-1263"></span>Na większych i głębszych rozlewiskach łowili ryby. W strumyku było wyjątkowo dużo ryb. Dopływały do niego jeszcze mniejsze strumyki, które wypływały z jezior jak: Ołobockie, Chociulskie, jeziora Łąkie duże i małe, jezioro Cibórz, pozostałe małe zbiorniki, no i główne jezioro Niesłysz. Z jeziora Niesłysz i tymi strumykami do rzeczki Ołobockiej wiosną z jezior na tarło wyruszała masa ryb. Odra też nie skąpiła swoich ryb, by w tej rzeczce odbywały tarło.</p>
<p>Od dawnych czasów, pobliscy mieszkańcy wykorzystywali rzeczki potencjał wodny. Budowali młyny wodne. Na wysokości Ląkie do Przetocznicy , na odcinku 8 km. było 5 młynów wodnych, co można stwierdzić po fundamentach i wałach spiętrzających wodę. Swobodę strumyka i spokój mieszkańców zostały zakłócone po dojściu Hitlera do władzy. Już 1934 roku strumyk przygotowywano dla celów strategicznych. W nieco późniejszym terminie pod Międzyrzeczem w okolicach wsi Hochwalde/Wysoka/ rozpoczęto budowę nad rzeczką środkowego odcinka umocnień Budowę umocnień na cieku wodnym, od wsi Mostki do rzeki Odry nazwano południowym odcinkiem MRU . Mieszkańcy tych okolic myśleli różnie. Jedni się cieszyli, że o ich losy władza dba i zabezpiecza swoim obywatelom spokojne życie obronną, strategiczną budowlą. Ludzie mądrzejsi byli zaniepokojeni, że ta budowla jest zaplanowana na rozpoczęcie przyszłej wojny. Ale chyba prócz władzy nikt nie przypuszczał, że grabieżcy nie zadowolą się tylko łupem Polski.</p>
<p>Nad strumykiem, na całej jego długości zaroiło się od ludzi i ciężkiego, mechanicznego sprzętu. W/g projektów z każdym dniem teren nad rzeczką ołobocką zamieniał się w strategiczny kształt.</p>
<p>W pierwszej połowie roku 1935 trwały prace wykończeniowe drogi strategicznej i zwodzonego mostu na odcinku Skąpe – Międzylesie. Przy każdym moście zwodzonym ustawiono zapory przeciwpancerne dla pojazdów pancernych.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z1.jpg" alt="Międzyrzecki Rejon Umocniony" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Roboty wykończeniowe przy budowie mostu zwodzonego Międzylesie-Skąpe. Układanie kostki brukowej na odcinku drogi strategicznej. Po prawej widoczna pierwotna droga. Zdjęcie z 1934 roku</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z2.jpg" alt="MRU" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Ten sam odcinek drogi z mostem po 73 latach</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z3.jpg" alt="Międzyrzecki Rejon Umocniony" /></div>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z4.jpg" alt="MRU" /></div>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z5.jpg" alt="Międzyrzecki Rejon Umocniony" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Bocznica od stacji kolejowej Rentschen do tellagu. Poniżej budowa rampy w tellagu. 1934 rok.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z6.jpg" alt="MRU" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Stacja Radoszyn. Wyładowane bloki granitowe po obu stronach torów</p>
<p>Z głębi Niemiec na stacje Radoszyn i Mazów przywożono wszelkie materiały i wyposażenia dla fortyfikacyjnych umocnień. W grudniu 1934 roku sprowadzono tu granitowe bloki aż z Norwegii. Kilkaset metrów po obu stronach torów, piętrzyły się pryzmy tego budulca. Te bloki granitowe były przeznaczone na rozległe wały spiętrzające wodę na poszczególnych odcinkach rzeczki. Bloki układano w wały. Zbrojono je grubymi prętami i zalewano betonem. Żadna bomba takiego wału nie mogła uszkodzić. Tymi blokami wykładano także tunele jazów przy każdej tamie.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z7.jpg" alt="Międzyrzecki Rejon Umocniony" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Przed wojną tu mieszkał młynarz. Produkował mąkę dla frontu. Od 1958 roku rybakówka Cząbry. Na pierwszym planie mostek nad tamą.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z8.jpg" alt="MRU" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Mechanizm do zwodzenie mostu, który znajdował się w pomieszczeniu pod mostem</p>
<p>W latach budowy MRU nie daleko stacji Rentschen budowano także Tellag. Na początek wybudowano tu kilkadziesiąt baraków dwuizbowych dla skazanych wyrokami, którzy tu pracowali. Ogrzewane były piecami kaflowymi. W każdym baraku zainstalowano kuchnię tzw „westwalkę”. Dużą powierzchnię pokryto betonem, na której zbudowano wiele magazynów. Szczyty po nich na zaprawie betonowej przetrwały do dziś.</p>
<p>Dachy magazynów były pokryte blachą. Konstrukcje i ściany z drewna. Podpiwniczona kuchnia ze stołówką były także wybudowane z drewna. Jedynie hale produkcyjne były murowane. Fabryka ta także była zaprojektowana i wybudowana na potrzeby /Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego/, a także na potrzeby frontu. Produkowano w niej kable i polowe aparaty telefoniczne</p>
<p>Późną jesienią 1945 roku jechałem rowerem ze Świebodzina. Zainteresował mnie w byłej fabryce duży ruch. Ludzie furmankami bądź na plecach szabrowali co się dało. Wjechałem rowerem przez bramę, na której był jeszcze duży napis „Tellager”. Zwiedziłem fabryczny obóz od końca do końca. Jego powierzchnia ogrodzona wynosiła co najmniej cztery hektary. Płot był z płyt betonowych na wysokość 2,5 m. U góry nad płytami, na zagiętych betonowych słupach biegło kilka rzędów kolczastego drutu. W środku fabryki na bocznicy stało kilka wagonów załadowanych kablami na bębnach. Na placu różnych bębnów z kablami były stosy. W halach znajdowały się różne nie znane mnie urządzenia. Ludzie wszystko rozwalali. Z baraków i hal wynosili różne przedmioty i ładowali na wozy. Na rampie przy hali produkcyjnej leżał stos telefonicznych aparatów polowych. Jeden z nich zabrałem. W barakach wymontowałem kilka wyłączników i wróciłem do domu. Pobliscy mieszkańcy wszystko rozebrali, wywieźli i wynieśli. Po drewnianych obiektach zostały tylko betonowe fundamenty. Rozebrali nawet bocznicę kolejową od stacji do fabryki.</p>
<p>Tutejsza powojenna władza nie interesowała się tymi obiektami, a zwłaszcza ich zabezpieczeniem przed rabunkiem. Przez wiele lat była tam pustka. Dopiero pod koniec lat sześćdziesiątych pozostałością murowanych obiektów zainteresowała się Gminna Spółdzielnia „Samopomoc Chłopska”. Powstała tam baza na potrzeby rolnictwa. Wybudowano też piekarnię. Dobudowano magazyny zbożowe i biuro. Wybetonowane place wykorzystano dla składowania koksu, węgla i niektórych nawozów mineralnych. Po upadku Gminnej Spółdzielni na początku lat dziewięćdziesiątych, na bazie powstała prywatna filia fabryki mebli. Wszystkie obiekty Gminnej Spółdzielni na terenie gminy Skąpe zostały sprzedane. Piekarnię też sprzedano. Ogromny majątek Gminnej Spółdzielni został zaprzepaszczony.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z9.jpg" alt="Międzyrzecki Rejon Umocniony" /></div>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z10.jpg" alt="MRU" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Pozostałości po fabryce kabli i telefonów nie daleko stacji kolejowej w Radoszynie. Rok 1998.</p>
<p>Dziś po „Tellagu” zostało tylko sporo szczytów po magazynach i wybetonowany teren wokół nich. Szczyty te budowano na mocnej zaprawie. Przez wiele jeszcze lat będą one przypominały koszmar minionej wojny.</p>
<p>Z dokumentów archiwalnych pana Roberta Jurgi zam. w Boryszynie gm. Lubrza wynika, że jednocześnie trwała budowa umocnień na północ od Międzyrzecza. Całość umocnień Niemcy nazwali: „Oder – Warthe – Bogen” w skrócie OWB. Południowy odcinek umocnień nazwano: „Międzyrzecki Rejon Umocniony” w skrócie MRU. Niemcy dla celów strategicznych budowy umocnień, na odcinku południowym zaprojektowali i wybudowali połączenie kolejowe Świebodzin – Sulechów. Połączenie to zostało wysunięte jak najdalej na zachód, w pobliże budowy MRU. Stacje kolejowe jak Radoszyn i Mazów, były ważnymi punktami dla realizowania celów tej budowy. Drogi szybkiego ruchu od tych stacji do umocnień utwardzono i pokryto nawierzchnią asfaltową. Tymi drogami transportowano najcięższe urządzenia do wyposażenia pancerwerków.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z11.jpg" alt="Międzyrzecki Rejon Umocniony" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Kompletna zapora przeciwpancerna przed mostem w Przetocznicy. Rok 1994</p>
<p>W 80% przy mostach zwodzonych zapory przeciwpancerne w kompletnym stanie przetrwały do dziś. Po wybudowaniu wałów i tam rozległy teren zalewano wodą. Od strony obronnej , brzegi rozlewisk chronione były zasiekami. Sięgały one kilka metry w wodę i tyle samo przed wodą. Każda tama była zabezpieczona w ochronę przeciwczołgową i przeciw piechocie. Kilka rzędów szyn w wale przed tamą było zabetonowanych. Zasieki od tamy sięgały kilkanaście metrów. Mocowane były do specjalnych, zaostrzonych teowników zakotwiczonych głęboko w wałach. Na betonowych obrzeżach tam, zakotwiczono w betonie trzymetrowej wysokości stalowy płot z czworokątnego, zaostrzonego pręta. U góry na szpicach prętów było kilka warstw drutu kolczastego. Zakończenia płotów wyglądały jak wachlarze. Po jednej i po drugiej stronie tamy, wachlarze te zanurzały się aż do wody. Bramki w tym płocie były wyposażone w odpowiednie, obrotowe zapory ryglujące. Uniemożliwiały one otwarcia bramki od strony wroga. Drewnianych mostków na tamach nie likwidowano. Przed wrogiem chroniła ich pomysłowa i solidna konstrukcja płotu. Zbrojenie tam, ich konstrukcja, materiał i wykonanie przetrwa kilka wieków.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z12.jpg" alt="MRU" /></div>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z13.jpg" alt="Międzyrzecki Rejon Umocniony" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Konstrukcje zabezpieczające tamy</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z14.jpg" alt="MRU" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Obudowa przeciwpancerna, w której znajduje się mechanizm do regulacji poziomu wody w jeziorze Niesłysz. Posiada otwory strzelnicze dla obrony przed natarciem i ochrony zwodzonego mostu. Pod mostem znajduje się tama. Z prawej strony widoczny jest fragment od zapory przeciwpancernej.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z15.jpg" alt="Międzyrzecki Rejon Umocniony" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Ten sam obiekt i most po 70 latach</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z16.jpg" alt="MRU" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Tama przy rybakówce. Cząbry</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z17.jpg" alt="Międzyrzecki Rejon Umocniony" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Tu za tą wodą gdzie piękny las,tam było pole, jam krowy pasł. Barierka mostku w Cząbrach</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z18.jpg" alt="MRU" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Zdewastowana tama w pobliżu Ciboża</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z19.jpg" alt="Międzyrzecki Rejon Umocniony" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Zakończenie budowy tamy w Przetocznicy. Po prawej stronie tamy widoczne wbetonowane 4 rzędy szyn i zasieki</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z20.jpg" alt="MRU" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Ta sama tama po 72 latach</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z21.jpg" alt="Międzyrzecki Rejon Umocniony" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Most i tama w Przetocznicy. Rok 1968.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z22.jpg" alt="MRU" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Mechanizm ręczny do podnoszenia i opuszczania dzwonu tamy</p>
<p>Każda tama w specjalnie zagłębionym pomieszczeniu posiadała zamontowany mechanizm do podnoszenie i opuszczenia dzwonu, który regulował poziom wody na zalanym obszarze. Mosty zwodzone miały podobne mechanizmy ręczne. Niektóre dodatkowo były sterowane za pomocą urządzeń elektrycznych w bunkrach.</p>
<p>Na południowym odcinku umocnień, budowano przeważnie bunkry jednokondygnacyjne. W niektórych przypadkach jak przy moście Skąpe -Międzylesie wybudowano dwukondygnacyjny. Żelbetowe ściany tych obiektów dochodziły do grubości 2m. Z niemieckiej literatury wynika, że wykonawcami tych budowli i całości umocnień były niemieckie prywatne firmy.</p>
<p>Z książki „Vox 50 jahre als Flucht und Veritriebung in kreis Zulichau-Schwiebus bogannen” wydanej w 1995 roku wynika, że wykonawcami umocnień były firmy: Kuntze &amp; Munchen – budowa tuneli, Polansky und Zolner – Driesen /Drezdenko/ &#8211; odwodnienie i bagrowanie terenów. W pobliżu Międzylesia znajdowały się obozy młodzieżowych hufców pracy,które zasilały siłę roboczą prywatnych firm. Jadąc od strony Skąpego, za mostem w stronę Rokitnicy w odległości jednego kilometra po lewej stronie pozostały fundamenty. Potwierdzają one, że był tam obóz. Pod koniec roku 1945 oglądałem tam pozostałości zerdzewiałego, ręcznego sprzętu budowlanego. Kolejne fragmenty fundamentów znajdują się od strony mostu do Ciborza po lewej stronie w odległości od mostu 200m, a od drogi 30m. W roku 1946 kiedy wypasaliśmy krowy w pobliżu tych fundamentów, w pobliżu drogi widzieliśmy ludzkie kości na obsuwającej się skarpie. Był tam także zerdzewiały sprzęt budowlany.</p>
<p>W roku 1938 na południowym odcinku umocnień i koszar warownych w Tiborlager trwały prace wykończeniowe. Napowietrzna linia energetyczna wysokiego napięcia 15 kV zasilała koszary Od strony Międzylesia przy koszarach ustawiono krańcowy słup metalowy (kratowiec).Kablem od niego odprowadzono zasilanie do transformatora koszarowego. Od tego kratowca odgałęziono linię napowietrzną wysokiego napięcia, która biegła wzdłuż ogrodzenia koszar , po ich północnej stronie. Na początku jeziora przy jego odpływie po drugiej stronie, na zboczu wzgórza ustawiono drewniany słup aowy z transformatorem. Od tego słupa biegła linia kablowa niskiego napięcia do bunkra nr. 623. Tam znajdowała się rozdzielnia, która zasilała odpowiednią ilość bunkrów umocnienia MRU. Od bunkra około 200m.nad jeziorem biegła druga linia obronna rowem strzeleckim. Na najwyższym wzniesieniu przed jeziorem była obserwacyjna ziemianka szalowana żerdziami. W tej ziemiance znajdowało się stanowisko ogniowe. Obserwowano z niego bardzo ważny punkt dla umocnień. Był nim słup aowy z transformatorem. Bunkier nr.623 był bardzo ważnym obiektem strategicznym na południowym odcinku MRU. Od niego prowadziła telefoniczna linia kablowa od południowej strony jeziora, prawdopodobnie do Głównego Sztabu Wojny w Berlinie. Wzdłuż linii kablowej co kilometr były wybudowane betonowe studzienki kablowe z ukośną,żelazną zamykaną pokrywą. Z każdej studzienki telefonista mógł się połączyć ze Sztabem Wojny lub z centralą umocnień.. Bunkier ten był wyposażony w okrągły otwór w stropie w obramowaniu stalowym o średnicy około metra. Otwór ten służył dla miotaczy ognia z przetwornicy zainstalowanej w specjalnym pomieszczeniu w bunkrze. Przy wejściu do bunkra za głównymi drzwiami z grubej stali znajdowała się pułapka zagłębiona kilka metry ziemi. Ten bunkier posiadał kuźnię z ręcznym, nadmuchowym wentylatorem. Posiadał także hydrofor z własnej studni głębinowej. Każdy bunkier posiadał odpowiednie magazyny amunicji, własna kuchnię i odpowiednią klimatyzację, która zapewniała warunki, by przez dłuższy czas przetrwać oblężenie. Wszystkie bunkry dookoła były chronione zasiekami. Bunkier nr.623 miał wyjątkowe, wielorzędowe zasieki z drutu kolczastego na słupkach z teownika o różnej wysokości. Słupki były wykonane ze stali odpornej na korozję. Te słupki w ziemi były zakończone stopką z kwadratowej blachy. Na stopkach blachy była warstwa betonu zapewniająca mocne zakotwiczenie w ziemi.</p>
<p>Po wojnie przez wiele lat rolnicy rozbierali te zasieki. Słupki i drut kolczasty wykorzystywali na zagrody dla bydła. Rozbierali także wyposażenia bunkrów dla celów gospodarczych.. Pod koniec lat pięćdziesiątych skorzystałem także z wyższych słupków, które do dzisiaj służą mi w ogrodzie mojej posiadłości.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z23.jpg" alt="Międzyrzecki Rejon Umocniony" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Bunkier nr.623. Koło Ciborza. Była w nim rozdzielnia energetyczna. 10 lat po wojnie wkoło tu było pole.</p>
<p>W większości bunkry były wyposażone w dwie kopuły przeciwpancerne. Mniejsza służyła do obserwacji, wyposażona w urządzenia pomiarowe i obserwacyjne. Urządzenia te służyły do kierowania ogniem artyleryjskim na tyłach. Druga duża kopuła z kilkoma otworami strzelniczymi, pełniła rolę wieży strzelniczej. We wnętrzu kopuły było obrotowe siedzenie wraz z ciężkim karabinem maszynowym.</p>
<p>Przy każdym otworze strzelniczym był wmontowany peryskop o zbliżeniu 60-krotnym. Kopuły dla obserwatora i strzelca zapewniały bezpieczeństwo. Wszystkie kopuły były pomalowane na kolor żółty, by nie odróżniały się od piaszczystego terenu.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z24.jpg" alt="MRU" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Kopuły bunkra: obserwacyjna i strzelnicza.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z25.jpg" alt="Międzyrzecki Rejon Umocniony" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Ćwiczenia bojowe załóg</p>
<p>Na temat umocnień uzyskałem wiele wiadomości penetrując je na co dzień w pierwszych, powojennych latach. Resztę ciekawostek zaczerpnąłem z literatury i z opowiadań byłych, przedwojennych mieszkańców tych okolic,z którymi spotykałem się podczas wzajemnych odwiedzin.</p>
<p>Po przejściu frontu specjalne ekipy wojskowe wysadzały w powietrze bunkry, a przeważnie ich działy amunicyjne. Armia Czerwona musiała być pewna, by w razie czego znowu z nich nie skorzystano.</p>
<div style="text-align: center; margin: 6px auto 4px auto;"><img src="http://sycowice.net/zdjecia/dzieje-nad-strumykiem/z26.jpg" alt="MRU" /></div>
<p style="text-align: center; font-size: 11px;">Projekt jednego z bunkrów</p>
<p>Resztę uroku strategicznego na południowym odcinku MRU został utracony w drugiej połowie lat pięćdziesiątych. W tych latach ze złomu umocnień Polska uzyskała wiele ton stali wysokiej klasy. W pierwszej kolejności wycięto ogrodzenia zabezpieczające tamy strategiczne. W niektórych przypadkach w specjalnych pomieszczeniach wymontowano urządzenia do opuszczenia dzwonu do regulacji poziomu wody zalanych terenów. Kilka takich urządzeń pozostało w zasypanych pomieszczeniach. W ostatniej kolejności pocięto kopuły obronne i obserwacyjne, oraz grube drzwi pancerne w bunkrach.</p>
<p>Zdewastowane, a częściowo wysadzone bunkry na umocnieniach pozostały widmem II Wojny Światowej na wiele wieków. Każdy zwiedzający te umocnienia pozna choćby odrobinę minionych, koszmarnych dziejów.</p>
<p style="text-align: center;"><em>Płynie strumyk płynie,<br />
po leśnej krainie,<br />
od jeziora Niesłysz.<br />
W rzece Odrze ginie.<br />
Tu o dawnych dziejach<br />
dużo zapomniano,<br />
ile łez i potu,<br />
ile krwi wylano.</em></p>
<p style="text-align: right;"><em>Sergiusz Jackowski</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sycowice.net/index.php/2010/02/11/miedzyrzecki-rejon-umocniony-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>20</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dzieje nad strumykiem- część 1</title>
		<link>http://sycowice.net/index.php/2010/02/05/repatrianci/</link>
		<comments>http://sycowice.net/index.php/2010/02/05/repatrianci/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Feb 2010 20:32:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sergiusz Jackowski]]></category>
		<category><![CDATA[Międzylesie]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sycowice.net/?p=1200</guid>
		<description><![CDATA[

źródło zdjęcia: Sergiusz Jackowski

Repatrianci
Miałem wówczas prawie 16 lat. Opuszczałem z rodzicami i starszą siostrą naszą rodzinną kolebkę na Kresach Wschodnich. Odjeżdżałem ze wspomnieniami lat dziecięcych i wojennej zawieruchy podczas dorastania. Mieszkaliśmy 7 lat na kolonii w pobliżu strumyka a za nim bezkresne moczary. Ojciec utrzymywał dobre stosunki z sąsiadami kolonii. Z chęcią do pomocy zjawiło [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="margin: 0pt 5px 5px 0pt; width: 300px; float: left;">
<p><img style="margin: 0;" src="http://sycowice.net/zdjecia/107.jpg" alt="Repatrianci" width="300" height="200" /></p>
<p style="font-size: 11px; text-align: center; color: #999999; margin: 0; padding: 0;">źródło zdjęcia: Sergiusz Jackowski</p>
</div>
<p><strong>Repatrianci</strong><br />
Miałem wówczas prawie 16 lat. Opuszczałem z rodzicami i starszą siostrą naszą rodzinną kolebkę na Kresach Wschodnich. Odjeżdżałem ze wspomnieniami lat dziecięcych i wojennej zawieruchy podczas dorastania. Mieszkaliśmy 7 lat na kolonii w pobliżu strumyka a za nim bezkresne moczary. Ojciec utrzymywał dobre stosunki z sąsiadami kolonii. Z chęcią do pomocy zjawiło się kilka furmanek, by nas z dobytkiem odtransportować na stację kolejową do Postaw, odległą o 30 km. Nasz dorobek rodzinny, co mogliśmy zabrać umieściliśmy na trzech furmankach. Mama, moja siostra i ja usiedliśmy z tyłu na ostatniej furmance. Wyruszyliśmy polną drogą do szosy. Wóz kolebał się po nierównościach. Załadowany dorobek monotonnie gaworzył. Z tyłu za nami leżały dwie owce z powiązanymi nogami, które od czasu do czasu pobekiwały. Krowa na powrozie człapała za wozem. <span id="more-1200"></span>Wóz pod ciężarem poskrzypywał. Ojciec z przodu wozu skulony z batem w ręku, musiał w tej chwili bardzo przeżywać. Spoglądał na boki na swoją, opuszczającą przeszłość. Na udeptane przez siebie ścieżki, na których pozostawiał kawał swojego, utrudzonego życia. Falowały zielone łany zbóż obsiane jego trudem. W olszowych gaikach świergot ptaków tym razem nie rozweselał ojcowskiej duszy. My patrzyliśmy ostatni raz na kolonię, na której zostawialiśmy swoją troskę o nią. Na zakręcie góra Zajczycha powoli zasłaniała stodołę, chlew, studnię z żurawiem i wreszcie naszą przytulną chatkę pod strzechą, którą do połowy zasłaniał młody sad. Na końcu jeszcze z daleka było widać bocianie gniazdo przy chacie na dzikiej jabłoni. Osamotniony bociek spoglądał w naszą stronę. Jadąc po drodze spotykaliśmy wielu znajomych, z którymi łączyło nas wiele miłych i trudnych przeżyć. Żegnając się życzyli nam wiele szczęścia. Żegnałem się także ze swoimi rówieśnikami, z którymi spędzałem dziecięce lata i przeżyłem z nimi wiele dziecięcych i szkolnych przygód. A także wiele niezapomnianych przygód u progu swojej młodości.</p>
<p>Przez kilkanaście kilometry jechaliśmy nad brzegiem jezior: Miastro i Narocz. Przed wojną te jezioro nazywano polskim morzem. Było ono największe w Polsce. Oglądaliśmy ponure widoki spalonych wiosek, gdzie opór zbrojny stawiali partyzanci. Na zgliszczach domów sterczały tylko osmolone piece z kominami. Mieszkańcy tych wsi pracowali przy zgliszczach. Zaczynali oni powojenne życie od kopania i zadaszenia ziemianek. Jechaliśmy nad Naroczem przez słynny, przedwojenny ośrodek wypoczynkowy „Kupa”. Tam przed wojną odpoczywali najmożniejsi ludzie. Ośrodek świecił pustką. Wszystko było wyszabrowane. Wiatr postukiwał otwartymi bez szyb oknami. Nad widmami domów szumiał brzozowy gaj. Za „Kupą” było miasteczko Kobylnik, którego wojna również nie oszczędziła.</p>
<p>W końcu dotarliśmy do punktu zbornego w Postawach. Przez kilka tygodni zjeżdżali się tu repatrianci. Trzeba było sobie radzić, by przetrwać pod gołym niebem, ze swoim dorobkiem przez kilka tygodni. Rodzice wyruszyli w teren i ja za nimi. Poszukiwaliśmy budulca na jednorodzinną budę. Natrafiliśmy na stos drutu kolczastego, który znajdował się w pobliżu stacji. Drut ten z niewiadomych przyczyn nie dotarł do celu. Ustawialiśmy żerdzie, kołki i deski. Wszystko wiązaliśmy tym drutem. Na pobliskiej łące wykosiliśmy trawę. Układaliśmy ją na konstrukcję i obciągaliśmy całość jeszcze raz tym drutem. W takiej budzie można było przetrwać całe lato. Po trzech tygodniach podstawiono pociąg. Dwa wagony przydzielono na cztery rodziny. Każdy ładował swój dorobek. Jeden wagon był przeznaczony dla zwierząt. Sygnał z parowozu oznajmił, że nadszedł czas odjazdu. Rodzice z trwogą spoglądali na siebie. Na ich twarzach malował się smutek i przerażenie. Pociąg pędził w nieznane bez dwóch synów. Jeden z nich był wycofany z frontu i zesłany na Ural. Pracował tam o głodzie i chłodzie w Tajgańskim Grafitnym Kombinacie. Drugi w ostatnim liście pisał, że podąża na ostateczną walkę o Berlin. Można się było domyśleć, jaką w tej chwili przeżywali trwogę. Minęliśmy kilka małych stacji. Po chwilach zadumy zaczęliśmy wszyscy rozmawiać. Obserwowaliśmy krajobraz, a pociąg na złączach szyn, postukując pędził w kierunku Wilna. Za nami na zawsze zostawały rodzinne strony. Zostawał ubogi Kraj w którym zostawiliśmy wiele łez smutku i radości.</p>
<p>Późnym wieczorem byliśmy w Wilnie. Nasz transport skierowano na boczny tor. Tam miały być doczepiane wagony z innymi repatriantami. Kierownik transportu repatriant z Postaw oznajmił, że postój potrwa przez kilka dni, zanim ruszymy w dalszą drogę. Zapas drewna zabrany z Postaw bardzo nam się przydał. Nazajutrz rano przy torach rozpalano ogniska. Każda rodzina na nich gotowała jakąś strawę. Przy takich ogniskach było gwarno. W pobliżu za torami znajdowały się jakieś wojskowe magazyny. Przy nich powoli z pepeszą na ramieniu, podciągając jedną nogę, szwendał się krasnoarmiejec. Kiedy spożywaliśmy posiłek, zdecydował się do nas podejść. Pozdrowił nas i życzył smacznego. Wyjął z kieszeni rubaszki kawałek gazety i oderwał od niej skrawek. Z tej samej kieszeni, dwoma palcami wydobywał po odrobinie karaszki /drobniutko pokrojone łodygi tytoniu/. Ledwie ich uzbierał na cienkiego skręta.</p>
<p>- Ot i wszystko, więcej nie ma – powiedział.</p>
<p>Poprosił o ogień z ogniska i rozżarzonym patykiem przypalił skręta. Pierwszym sztachnięciem zaciągnął się z lubością. Nieśmiało zaczął nawiązywać rozmowę. Pochwalił się, że już jutro otrzyma przydział na karaszki. Zapytał, co my za jedni i dokąd jedziemy. Był bardzo szczęśliwy, gdy od ojca otrzymał garstkę tytoniu. Wielce dziękował. Wracając do stróżowania oświadczył, że jutro znowu nas odwiedzi. Dotrzymał słowa i na drugi dzień , gdy już było rozpalone ognisko, podszedł do nas. Był bez pepeszy i miał wolny czas. Wyciągnął z kieszeni spodni dwie konserwy i wręczał je mamie. Nie chciała przyjąć, bo może sam był głodny. Odpowiedział, że żywności mają pod dostatkiem, tylko z paleniem od czasu do czasu bywa różnie. Widać było, że chce zapalić, ale kieszenie miał puste. Otrzymał jeszcze od ojca porcję tytoniu z własnego ogrodu. Nawiązała się szczera rozmowa. Gadał jak najęty. Przedstawił nam się, że na imię ma Sasza, a mieszka w Pskowie. Z żalem opowiadał, że podczas wojny zginął jego ojciec, dwóch braci i siostra. Z rodziny został tylko on i jego matka. Wyjął z kieszeni rubaszki kilka listów, zaczął pokazywać i rozpłakał się.</p>
<p>- Patrzcie, jak moja mama płacze i czeka na mnie</p>
<p>Listy były pisane kopiowym ołówkiem na workowym papierze i złożone w trójkąt, który także zastępował kopertę. Matka pisząc listy zalewała je łzami. Treść listów była trudna do odczytania, gdyż łzy kopiowe pismo rozpuszczały. Moja mama podeszła do Saszy, objęła go i pocałowała. Pocieszała go mówiąc, że jej synowie w podobnej sytuacji i nic nie wie o ich losach. Gdy Sasza uspokoił się, podziękował mamie za współczucie i także ją uścisnął i pocałował. Dalej opowiadał jak zdobywano to miasto z polskimi partyzantami. O tragediach jaką przeżywali jego koledzy i polscy partyzanci. Tu właśnie w walce o Wilno przy „Ostrej Bramie” został trafiony w nogę i leżał w szpitalu. Tu właśnie zakończył koszmar wojny. Stąd powróci do swojej mamy. Opowiadał także o głównym dowódcy 3 Białoruskiej Armii Iwanie Czerniachowskim. Był on najmłodszym generałem armii w Armii Czerwonej. Miał zaledwie 39 lat. Zginął w operacji wschodniopruskiej i został pochowany w Wilnie, do którego wielce przyczynił się o wyzwolenie.</p>
<p>Sasza żegnając się z nami obiecał, że znowu przyjdzie na drugi dzień po służbie. Miał opowiedzieć o swoim frontowym szlaku i w jakich okolicznościach zginęła jego rodzina. W następnym dniu nie zdążyliśmy jeszcze rozpalić ogniska. Wschodziło słońce, kiedy usłyszeliśmy sygnał naszego pociągu gotowego do odjazdu. Cała moja rodzina zwróciła oczy w stronę magazynów. Pociąg ruszał, a zdobywca Wilna żegnał nas, wymachując wysoko pepeszą i furażerką. Pociąg pędził na zachód. W Podbrodziu znowu postój i doczepianie wagonów z następnymi repatriantami. Po dwóch dniach jechaliśmy dalej. Mijaliśmy Grodno i rzekę Niemen. W Białymstoku nasz transport skierowano na Prusy Wschodnie. Olsztyn miał być stacją docelową. Wielu z repatriantów a także i kierownik transportu nie chcieli pozostać w Olsztynie. Zorganizowano więc składkę dla maszynisty. Na drugi dzień nasz transport pędził w kierunku Poznania. Jadąc tym odcinkiem drogi, oglądaliśmy makabryczne sceny po świeżo zakończonej wojnie. Wzdłuż torów, na nasypach i w rowach, piętrzyły się zestawy wykolejonych transportów, wyposażonych w sprzęt wojenny. Wywrócone wagony na wagonach, na czołgach wagony, czołgi do góry gąsienicami, a niektóre zaryte lufami w ziemię. Różny sprzęt wojenny porozrzucany w promieniu kilkudziesięciu metry. Te widoki świadczyły jakie było tu piekło. Jakie tragedie przeżyli żołnierze. W pewnym momencie obok tego pobojowiska, pociąg zatrzymał się w lesie. Powiadomiono podróżnych, że pociąg będzie stał przez kilkanaście minut. Wszyscy repatrianci byli świadomi, że zapas drewna na ogniska był wyczerpany. Z każdego wagonu jak do szturmu wyruszyli do lasu. Ja także, miałem na naręczy kilka gałęzi i zagłębiałem się dalej w las. Zatrzymałem się, gdy nagle zobaczyłem leżące zwłoki niemieckiego żołnierza. Twarz miał skierowaną ku ziemi, a u jego nóg leżał hełm. Dno jego było zapełnione wodą i igliwiem. Ten żołnierz widocznie chciał uciec jak najdalej od straszliwego piekła. Ten widok wstrząsnął mną. Ze strachu porzuciłem gałęzie i jak najszybciej pędziłem do pociągu. Prócz mnie wszyscy wracali zaopatrzeni w zapas opału dla ognisk. Wnet usłyszeliśmy sygnał odjazdu. Nie mieliśmy czasu na spenetrowanie wojennych wraków. Jechaliśmy dalej w nieznane. Po tych wojennych, makabrycznych scenach wszyscy myśleliśmy z trwogą, dokąd jedziemy? Gdzie będziemy mieszkać? Gdzie będziemy pracować? Jaki spotka nas los w nieznanym świecie? W Wielkopolsce, a najbardziej w Poznaniu panował na stacji wielki ruch. Cała stacja była zatłoczona eszałonami Czerwonej Armii wracającej z frontu do swojej Ojczyzny. Wszystkie pociągi były załadowane różnym zdobycznym sprzętem. Można było podziwiać: meble, fortepiany, rowery, różne urządzenia zdemontowane z niemieckich fabryk. Żołnierze śpiewali, grali na akordeonach i guzikowych harmoszkach. Panował nastrój radości ze zwycięstwa wojaków powracających z frontu..Puszczali się w tańce hopaka i kozaka. Przy czym handlowali czym się dało. Kto miał pół litra wódki czy bimbru mógł dobrze się obłowić. Między żołnierzami szwendało się sporo chłopaków po cywilnemu. Byli to moi rówieśnicy w wieku 13 do 16 lat. Rosyjska, powojenna bieda i głód, zmusiła ich, by podążać za frontem. Penetrowali niemieckie miasta. Zabierali co się dało i z łupem wracali do domu. Oni wyróżniali się w tłumie, gdyż nowa odzież zdobyczna nie pasowała na ich wzrost i figury. Wyglądali na szczęśliwych. Byli za pan brat z weteranami wojny. Za Poznaniem znowu powojenny obrazek. Obok torów na wschód, pędzono ogromne stada biało -czarnych krów. Pastuchami byli frontowcy z pepeszami na ramionach, którzy byli odpowiedzialni za bydło. Na postojach rozmawialiśmy z tymi pastuchami. Mówili nam, że to bydło pędzą dla wynędzniałej wojną Rosji. Nie umieli określić w jakim procencie stada dotrą do celu. Pytali nas, czy ktoś posiada podobnej maści krowę. Wymieniliby ją na lepszą za paczkę machorki czy ćwiartkę jakiejś gorzałki. Niestety, w całym transporcie nie było podobnej krowy, z czego pastuchy nie byli zadowoleni. Dojechaliśmy wreszcie na tereny przedwojennych Niemiec. Tu także stacje były zapakowane czerwonoarmistami, którzy jak wszędzie grali i śpiewali. Dojeżdżając do następnej stacji, odczytaliśmy na tablicy „Schwiebus”. Tu pociąg zatrzymał się. Kierownik transportu repatriant z Postaw zakomunikował:</p>
<p>- Dalej nie jedziemy.</p>
<p>Wytłumaczył gdzie jesteśmy i że każdy na swoją rękę, ma poszukać w okolicy sobie domu. Dobytek swój wyładowaliśmy na peronie, który był strasznie zagracony sprzętem wojennym. Byliśmy w dzisiejszym Świebodzinie. Nam młokosom najbardziej spodobały się działka przeciwlotnicze zenitki. Stało ich kilka. Właziliśmy na ich siedzenia i kręciliśmy korbką. Była dobra zabawa. Prawdziwa karuzela ze sprzętem optycznym. Repatrianci pochodzący z miast szybko poszukali dla siebie odpowiednie mieszkania. Znajomi z Postaw szybko się zagospodarowali. Repatriantów ze wsi miasto nie interesowało. Tak samo i moich rodziców. Mieli przecież swojego konia, krowę i parę owiec. Uparcie szukali jakiegoś gospodarstwa. Pięć znajomych rodzin na punkt wypadowy w poszukiwaniu gospodarstw, wybrali ogromną stodołę. Znajdowała się ona na najwyższym wzniesieniu, około 60 m. od drogi w kierunku wsi Chociule. Na dziś znajduje się tam Zakład Sadowniczy. Wokoło jak okiem sięgnąć , oglądaliśmy dojrzewające łany zbóż. Nieznana ziemia była dobrze zagospodarowana. Piątka gospodarzy wyruszyła w teren na poszukiwanie odpowiednich zagród. Wracali wieczorami. My zaś podrostki, zwiedzaliśmy okoliczne tereny Schwiebus. Interesowały nas pociski i sprzęt wojenny. Znaleźliśmy kupę amunicji artyleryjskiej dużego kalibru. Uderzaliśmy o miedzę połączeniem pocisku z gilzą. Miejsce połączenia rozluźniało się. Pocisk wysuwał się z gilzy. Wysypywaliśmy z gilz długi proch. Paliliśmy go i ekscytowaliśmy się. Proch podczas palenia syczał. Rozpryskiwał się przy przyduszeniu butem. Wyskakiwał spod buta na wysokość kilku metry. Dalej za stodołą był kawałek sadu. Znaleźliśmy w nim beczkę po paliwie. Beczkę załadowaliśmy artyleryjskim prochem. By proch podpalić, wysypaliśmy kilka metry ścieżkę z tego prochu i podpaliliśmy. Odlecieliśmy kilkadziesiąt metry i położyliśmy się w życie. Kiedy ogień dotarł do beczki, od razu przez otwór wlewowy wydawał groźny ryk. Wkrótce nastąpił ogromny wybuch i kłęby ognia jak po bombie atomowej. Ze stodoły cała strwożona farajna wybiegła. Palił się sad i dojrzewające żyto. Gasiliśmy razem z rodzinami ze stodoły. Wieczorem po powrocie ojców, dwoje z nas dostało w skórę, a reszta otrzymała ogromną burę. Po tej groźnej przygodzie, zostawiliśmy niebezpieczną zabawę. W poszukiwaniu przygód wyruszaliśmy na miasto. W Schwiebus panował wielki bałagan. Po ulicach stały wraki różnych samochodów i wozów na drewnianych kołach. Wszędzie leżały porozrzucane różne skrzynie, różne przedmioty. Wiatr podrywał różne papiery i szmaty. Kamienice w większości były puste, opuszczone przez byłych mieszkańców. Tylko z nielicznych okien można było dostrzec ich lękliwe twarze. Wielu przesiedleńców, rabusiów i repatriantów krzątało się po ulicach i w zajętych domach. Po ulicach ciągano załadowane bądź puste czterokołowe wózki. Szabrownicy nie próżnowali. Zabierali z domów co było możliwe do zabrania. Łupy gromadzili w wybranych domach. Kiedy na jakiś czas opuszczali te domy, drzwi wejściowe zabijali deskami na krzyż i pisali na nich kredą: „Zajęte przez Polaków”. Zauważyłem jak jeden z szabrowników, z okna parterowego mieszkania wyrzucał na chodnik książki. Podniosłem jedną z nich w ładnej oprawie. Była to książka ze znaczkami pocztowymi. W tym momencie z okna dostrzegł mnie groźny wąsacz i jak nie wrzaśnie:</p>
<p>- Zostaw, to nie twoje!</p>
<p>Rzuciłem ją na pozostałą kupę tomów przy stojącym wózku. /Lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte byłem zaangażowanym filatelistą. Domyślałem się, jaką miała wartość tamta kupa tomów/. Do stodoły z miasta zawsze wracałem z kilkoma niecennymi drobiazgami.</p>
<p>Po paru tygodniach opuszczaliśmy gościnną stodołę. Przybyliśmy do wsi Skampe. Po kilku dniach ojciec upatrzył odpowiedniejsze gospodarstwo w pobliskim Mittwalde. Gdy zbliżaliśmy się do</p>
<p>rzeczki Muhlbocke, rzucił mi się w oczy widok żółtych kopuł pancerwerków /bunkrów/. Jeden tuż za rzeczką po prawej stronie, a drugi het dalej po lewej stronie. Na każdym z bunkrów było po dwie kopuły, jedna duża a druga mała. Wyglądały przy lesie jak wylądowane, latające talerze z kosmosu.</p>
<p>Podróż z Ojczyzny zakończyliśmy pod koniec lipca 1945r. We wsi Mittwalde. Zastaliśmy tu wiele przedwojennych, niemieckich mieszkańców. Wjechaliśmy na podwórko pod nr.15. W mieszkaniu była jeszcze rodzina niemiecka. Dobytek swój rozładowaliśmy w stodole. Przespaliśmy się jak intruzi w tymże budynku. Nazajutrz rano, zarządzono zbiórkę dla byłych mieszkańców do opuszczenia Mittwalde. Z jakim także smutkiem opuszczali oni swoją Ojczyznę jako wygnańcy. Opuszczali Mittwalde jedynie z dorobkiem co mogli zabrać na ręczny, czterokołowy wózek.</p>
<p>Nikt z repatriantów nie przywidywał, że na obcych ziemiach będziemy długo gospodarzyć i przyswajać je.</p>
<p style="text-align: center;"><em>Jeszcze żołnierz padał trupem<br />
za wolność dla Kraju.<br />
Był to rok czterdziesty piąty,<br />
na początku maja.<br />
Opuszczali Kraj Ojczysty<br />
smutni, zadumani.<br />
Roztargnieni, rozłączeni,<br />
wojną wy nękani.</em></p>
<p style="text-align: right;"><em>Sergiusz Jackowski</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sycowice.net/index.php/2010/02/05/repatrianci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wspomnienia o ojczyźnie &#8211; część 4</title>
		<link>http://sycowice.net/index.php/2009/12/12/portret-lenina/</link>
		<comments>http://sycowice.net/index.php/2009/12/12/portret-lenina/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 Dec 2009 15:46:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sergiusz Jackowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sycowice.net/?p=1116</guid>
		<description><![CDATA[
źródło zdjęcia: sxc.hu

NIEBEZPIECZNA PRZYGODA W SZKOLE
Po przejściu frontu znowuż chodziłem do rosyjskiej szkoły. Była nieco bliżej. W pałacu innego przedwojennego pana Kazimierza Prokopowicza. Ta osada nazywała się „Margi”. W tym pałacu umieszczono także i Siel-Sowiet. (Wiejska Rada). Starszy mój kolega Piotr Krywieniok, brał udział w partyzantce. W Wiejskiej Radzie otrzymał stanowisko. Chodził zawsze z karabinem. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="margin: 0pt 5px 5px 0pt; width: 300px; float: left;"><img style="margin: 0;" src="http://sycowice.net/zdjecia/97.jpg" alt="Portret Lenina" width="300" height="200" /></p>
<p style="font-size: 11px; text-align: center; color: #999999; margin: 0; padding: 0;">źródło zdjęcia: sxc.hu</p>
</div>
<p><strong>NIEBEZPIECZNA PRZYGODA W SZKOLE</strong><br />
Po przejściu frontu znowuż chodziłem do rosyjskiej szkoły. Była nieco bliżej. W pałacu innego przedwojennego pana Kazimierza Prokopowicza. Ta osada nazywała się „Margi”. W tym pałacu umieszczono także i Siel-Sowiet. (Wiejska Rada). Starszy mój kolega Piotr Krywieniok, brał udział w partyzantce. W Wiejskiej Radzie otrzymał stanowisko. Chodził zawsze z karabinem. Pewnego razu przyszedł do Siel-Sowietu. Karabin zostawił w szkolnej poczekalni. Ja ze swoimi rówieśnikami zjawiłem się tam by czekać na lekcje. Zauważyłem stojący karabin za piecem. Z taką bronią umiałem już się obchodzić. Wziąłem go do rąk i załadowałem nabój. <span id="more-1116"></span>Wiedziałem, że tak jest niebezpiecznie. Postanowiłem broń rozładować. Otworzyłem i odciągnąłem zamek. Stwierdziłem, że nabój pozostał w komorze. Sfatygowany pazur nie wyciągnął go. Uderzyłem więc kolbą o podłogę, by nabój wyleciał z komory. Nabój nie wypadł z komory lecz następny z magazynka. Wcisnąłem go do magazynku i zaryglowałem zamek. Byłem pewny, że komora jest pusta.<br />
Skierowałem lufę karabinu w głowę rówieśnika. Patrzyłem w szczerbinkę celownika i muszkę. Palcem naciskałem spust. W tej chwili drugi z rówieśników szturchnął mi w ramię. Karabin wypalił. Kula przeleciała obok głowy kolegi. Trafiła w drzwi. Przeleciała przez korytarz i drewnianą ścianę do Sial-Sowietu. Nad głowami siedzącej Rady trafiła w portret Lenina. Szkło z portretu rozprysło się na ich głowach. Cała ekipa władzy razem z Piotrem wbiegła na poczekalnię. Nauczyciel z dziećmi wybiegli też z klasy. Piotr chwycił za karabin leżący na podłodze, który ze strachu upuściłem. Uderzył mnie kolbą w bok i ręką po twarzy. Tego dnia na lekcji już nie byłem. W bólu, kulejąc, wróciłem do domu. Rodzice dopytywali się co się stało. Nie powiedziałem im prawdy.<br />
Do szkoły nadal uczęszczałem, aż do ostatniego dnia przed wyjazdem do Polski. Nadano mi przydomek &#8220;stralec&#8221;. Portret Lenina wymienili na nowy. Piotr otrzymał naganę za zostawienie broni w niebezpiecznym miejscu. Rówieśnik Stanisław, który miał być trupem, przez dwa tygodnie do mnie się nie odzywał. W końcu doszliśmy do zgody. Ostatniego dnia przed wyjazdem cała szkoła na czele z nauczycielem serdecznie mnie żegnali. Spotkałem się także z Piotrem, który z serdecznymi życzeniami żegnał młodszego kolegę mocno ściskając moją dłoń.</p>
<p><strong>KIEŁEK NIEWINNEJ MIŁOŚCI</strong><br />
Miałem szesnasty rok życia. Z rodziną mieszkałem na kolonii. Do mojej siostry Zenony o dwa lata starszej przychodziły często w odwiedziny kuzynki. Z nimi razem przychodziła o dwa lata młodsza ode mnie ich koleżanka, na imię Tania. Bawiły się w różne dziewczęce gry. Tanię te gry nie interesowały. Była bardziej zainteresowana mną. Lubiła mi towarzyszyć. Ja także ją polubiłem. Interesowała się moim majsterkowaniem, zeszytami i książkami szkolnymi. Najbardziej interesowało ją wyplatanie sieci. Nauczyłem Tanię tego rzemiosła. Wiele mi pomogła. Bardzo się z tego cieszyła. Pochwaliła się nawet swemu ojcu o tym sukcesie. Jej ojciec na imię Daniel był krawcem u którego tego rzemiosła uczył się mój najstarszy brat Arseniusz. Podczas jego odwiedzin pytał rodziców jaki jest los wojenny jego ucznia. Kiedyś w żartach powiedział rodzicom:<br />
- Chyba w przyszłości nasze rodziny bardziej się zbliżą do siebie, ze względu przyjaźni naszych dzieci? Ten komplement przyjaciela także cieszył moich rodziców.<br />
W szkole Tania nie spuszczała ze mnie oczu. Kiedy dowiedziała się, że nasza rodzina będzie wyjeżdżać do Polski z żalu przyleciała na kolonię. Znalazła mnie przy majsterkowaniu. Przytuliła się do mnie i zaczęła płakać. W tym czasie pojawiły się kuzynki. Pocieszały ją jak mogły, by o tym się nie martwiła. Po tym wydarzeniu przestała odwiedzać naszą kolonię. W szkole zauważyłem, że była bardzo smutna i nawzajem nie podchodziliśmy do siebie.<br />
Kiedy ostatniego dnia pożegnałem się ze szkołą, Tania nie wytrzymała. Wybiegła za mną zostawiając tornister w szkole. Tylko zdążyłem zejść po szerokich schodach pałacu, Tania już była przy mnie. 50 metry do rozstajów szosy prowadziła lipowa aleja. Idąc obok mnie pytała kiedy wyjeżdżamy. Mówiła mi, że bardzo mnie polubiła. Będzie beze mnie jej bardzo smutno. Z litości nad nią wziąłem w rękę jej, pojedynczy gruby, długi, kasztanowy warkocz. W tym momencie odwróciła się do mnie. Szła przede mną tyłem wpatrzona we mnie swoimi, smutnymi, pięknymi oczętami. Zahaczyła piętą o wystający korzeń lipy. Upadła tak niefortunnie wyrywając mi warkocz z ręki. Sukienkę jej podwiało bardzo wysoko. Była bez majtek, tak jak wszystkie dziewczyny w tym okresie do wieku dorosłego. Pierwszy raz widziałem dziewczęce wdzięki. Zdarzyło się to tuż przy rozstajach, gdzie mieliśmy się pożegnać. Tania ze wstydu szybko się poderwała i pobiegła. Na rozstajach skierowała się szosą do wsi. Ze wstydem, smutkiem i żalem nie wiedziała gdzie pędzi. Nie wróciła nawet po tornister do szkoły. Zatrzymałem się na leśnych rozstajach. Patrzyłem jak moja pierwsza, nie dorosła, niewinna miłość pędziła wstęgą szosy. Biegnąc co rusz oglądała się na mnie. Powoli chowała się za wzniesieniem jak zachodzące słońce, które już nigdy nie wzeszło.</p>
<p><strong>TĘSKNOTA I NOSTALGIA ZA OJCZYZNĄ</strong><br />
Rodzice moi pod koniec lat pięćdziesiątych odwiedzili Rodzinne Strony. Pod koniec lat siedemdziesiątych każdy z mojego rodzeństwa odwiedzili ich także. Brat Władek dwa razy.<br />
Dowiedziałem się od niego że Tania wyszła za mąż za mojego kolegę o moim imieniu. Po kilku latach owdowiała mając jednego syna. Ja bardzo chciałem odwiedzić ze swoją żoną Rodzinne Strony. Żonę to nie interesowało. Sam nie mogłem jechać. Obawiałem się,by nie wzeszło słońce mojej pierwszej, niewinnej, młodzieńczej miłości, które zaszło w okolicznościach pierwszego, życiowego dramatu. Moje sumienie nie pozwoliło na krzywdę swoich ukochanych i swoich bliskich.<br />
Ja w Polsce musiałem przystosować się do katolickiej młodzieży. Pierwszy ks. proboszcz po wojnie w Parafii Skąpe Mieczysław Haniewski dokonał tej ceremonii.<br />
Mój piękny świat dzieciństwa pozostał na zawsze na Białorusi. W nostalgii za nim na starość postanowiłem opisać swoje dziecięce, urocze, niepowtarzalne i dramatyczne przygody.</p>
<p style="text-align: center;"><em>Kochałem kraj – Strony Ojczyste.<br />
Tam się rodziłem, rosłem, bawiłem.<br />
Tam poznawałem piękno natury.<br />
Dziecięce łzy w niedoli roniłem.<br />
Tam słońce wschodziło nad moczarami,<br />
Wśród ptasich treli, bełkotu cietrzewi.<br />
Tam buszowałem w szumiącej kniei.<br />
Na nartach pędziłem w śnieżnej zawiei.<br />
Tam mama w trudzie od świtu do nocy<br />
Zbierała sierpem plony.<br />
Nuciła piosnki o swej młodości,<br />
Aby pocieszyć swój los umęczony.<br />
Troskliwy tata chodząc za pługiem<br />
Potem swą ziemię rosił.<br />
Klękał na miedzy. W niebo spozierał.<br />
Boga o plony prosił.<br />
Tam pierwsza miłość się wykluwała.<br />
W marzeniach gnała przez góry, doliny.<br />
Patrzyłem w oczy cudowne, urocze.<br />
Trzymałem za warkocz pięknej dziewczyny.<br />
Tam pożegnałem dziecięcy świat<br />
U progu swojej młodości.<br />
Tam zostawiłem życia szmat<br />
O swojej pięknej przeszłości.<br />
Wszystko zostało,Wszystko minęło<br />
Jak piękne piosnki prześpiewane.<br />
Moja Ojczyzna, dziecięce lata<br />
Zostały w myślach niezapomniane.</em></p>
<p style="text-align: center;"><strong>- KONIEC – </strong></p>
<p style="text-align: right;"><em>Sergiusz Jackowski</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sycowice.net/index.php/2009/12/12/portret-lenina/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wspomnienia o ojczyźnie &#8211; część 3</title>
		<link>http://sycowice.net/index.php/2009/12/06/bialorus-w-czasie-wojny/</link>
		<comments>http://sycowice.net/index.php/2009/12/06/bialorus-w-czasie-wojny/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 06 Dec 2009 09:12:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sergiusz Jackowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sycowice.net/?p=1109</guid>
		<description><![CDATA[
źródło zdjęcia: sxc.hu

MOJE URODZINY
Z relacji rodziców.
Był wrzesień 1929 rok, bez dokładnej daty. Ojciec zaplanował zakończyć wykopki na sznurku ziemi przy lesie. Chciał jechać sam, gdyż mama była w bardzo poważnym stanie przed rozwiązaniem. Mama się uparła. Chciała być koniecznie na polu przy zakończeniu wykopków. Raniutko więc wyjechali z domu. Ojciec pługiem wyorał ostatnich parę rajek. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="margin: 0pt 5px 5px 0pt; width: 300px; float: left;"><img style="margin: 0;" src="http://sycowice.net/zdjecia/96.jpg" alt="Białoruś w czasie wojny" width="300" height="200" /></p>
<p style="font-size: 11px; text-align: center; color: #999999; margin: 0; padding: 0;">źródło zdjęcia: sxc.hu</p>
</div>
<p><strong>MOJE URODZINY</strong><br />
Z relacji rodziców.<br />
Był wrzesień 1929 rok, bez dokładnej daty. Ojciec zaplanował zakończyć wykopki na sznurku ziemi przy lesie. Chciał jechać sam, gdyż mama była w bardzo poważnym stanie przed rozwiązaniem. Mama się uparła. Chciała być koniecznie na polu przy zakończeniu wykopków. Raniutko więc wyjechali z domu. Ojciec pługiem wyorał ostatnich parę rajek. Mama rozniosła worki. W tym czasie tuż w lesie wyła wilczyca. Ojciec mamie powiedział, że te wycie źle wróży. Kazał jej nie schylać się i nie kopać. Nie posłuchała. Kiedy już miała wykopany koszyk ziemniaków nie mogła się odchylić. Poskarżyła się dla ojca o bólach. Ojciec dobrze wiedział, że to już rozpoczął się poród. <span id="more-1109"></span>Szybko pozbierał worki. Doprowadził mamę do wozu. Pomógł jej ułożyć się na workach. Założył konia. Zdzielił go batem. Wóz na polnej drodze podskakiwał. Mama jęczała przez całą drogę. Kiedy już byli na podwórku, mamy jęki wzmogły się. Ojciec ściągnął ją z wozu i z trudem dowlókł do łóżka. Okrył mamę kołdrą. Biegiem pognał po wiejską znachorkę, która także odbierała porody. Kiedy już byli przy łóżku, usłyszeli mój płacz. Położna mną i mamą zaopiekowała się. Ojciec cieszył się, że poród był udany.<br />
Rodzice byli wyznania prawosławnego. Ochrzczono mnie w Słobodzie Żośniańskiej w cerkwi. Ceremonii tej dokonał pop Paweł Wydrycki. Nadano mi imię Siergiej.<br />
Wojna pozbawiła mnie dokładnej daty urodzin. Rodzice jej nie pamiętali.<br />
Podczas niemieckiej okupacji wujek był sołtysem. Ratował mnie przed branką na przymusowe roboty do Niemiec. Dotarł do moich dokumentów. Skrócił mi wiek o 21 miesięcy. Ta data w moich dokumentach pozostała na zawsze. Po wojnie ojciec chciał sprostować datę moich urodzin przy pomocy metryki cerkiewnej. Okazało się, że spłonęła razem z plebanią popa Pawła Wydryckiego. Miał on syna jedynaka na imię Radiwon. Podczas okupacji był on wysokiej rangi dowódcą białoruskiej partyzantki. Przez to pop i popadia byli torturowani przez Niemców. Po torturach spalili plebanię.<br />
Warto wspomnieć, że Radiwon Wydrycki był nie tylko wybitnym dowódcą, ale i wielkim agitatorem w partyzanckich szeregach i działaczem wśród cywilów w odzyskaniu niepodległości dla Białorusi. Przez to po wyzwoleniu Białorusi spod niemieckiej okupacji został aresztowany i wywieziony na Sybir.</p>
<p><strong>MOJE DZIECIŃSTWO</strong><br />
Pierwszych 10 lat dzieciństwa spędziłem na wsi. Chata nasza niewiele różniła się od innych. Przy niej monotonnie szumiały: jodła, brzoza i stara jabłoń.<br />
Wychowywałem się w siedmioosobowej rodzinie. Czworga rodzeństwa, rodzice i dziadek.nW rodzeństwie byłem najmłodszym.<br />
Gdy miałem kilka lat, wybiegałem przed chatę, by dla pana wójta Wojciechowskiego, jadącego bryczką do gminy powiedzieć – Dzień dobry. -Gdy pan był w dobrym humorze, to rzucał parę cukierków. W tych czasach cukierki były wielkim rarytasem dla dzieci.<br />
Zawsze oczekiwałem na pieczenie chleba. Z tego samego ciasta z dodatkiem jajka mama dlabmnie piekła małe bułeczki. Przyprawiała je do smaku pachnącymi ziołami. Pszenne bułeczki piekłabtylko na większe święta. Cieszyłem się także gdy ojciec wracał z pola. Na stół z kieszenibwysypywał dla mnie strąki młodego grochu. Dla dziecka świeży groch z pola był także rarytasem.<br />
Do szkoły uczęszczałem od siódmego roku życia. W zimie zawsze w domu odrabiałem lekcje przy lampie naftowej.<br />
Żyliśmy nieco lepiej jak pozostali biedacy. Ojciec prócz siedem-hektarowego gospodarstwa w dużej izbie wygospodarował kątek. Prowadził w nim sklepik z podstawowymi artykułami przemysłowymi.<br />
Pewnego dnia wpadła Akcyza. Sprawdzała jakimi artykułami ojciec handluje. Za gazetową tapetą znaleźli pół paczki machorki. Paczek z machorką nie wolno było przekrajać. Ojciec to czynił, gdyż spół czuwał biednym ludziom. którym nie było stać, by kupić całą paczkę. Znaleźli także kilka papierosów, których nie wolno było nabijać maszynką do sprzedaży. Dodatkowo wpadły im w oko leżące na oknie karty do gry, które wyprodukował brat Władek. Akcyza za te przestępstwa ustaliła karę na 5 zł. Ojciec czuł krzywdę. Tłumaczył się, że to wszystko było na własne potrzeby. Kary nie zapłacił. Sprawa trafiła do sądu. Za opór sąd zasądził 25 zł. Za te drobne przestępstwa cała rodzina<br />
wielce odczuła. Nie było pieniędzy na dalszy zakup towarów. Z tego powodu ojciec zamknął swój interesik. Miał żal do Żyda, którego nazywano „Berka”. Miał on w sąsiedniej, większej wsi Studzienica większy sklep i zajazd. Wkrótce po zlikwidowaniu sklepiku, dalszy kuzyn ojca Mikołaj Bałoszko o którym już wspominałem, jadąc z miasta zahaczył o zajazd. Usłyszał od tegoż Żyda przy sąsiednim stoliku zdanie, które było kierowane do znajomego klienta: Załatwiłem konkurenta. &#8211; Dotyczyło to właśnie ojca.<br />
Podczas okupacji Niemcy rodzinę Berki wywieźli. Jemu udało się zbiec. Tułał się po znajomych żebrząc o kawałek chleba. Był także i u nas. Ojciec mu chleba nie odmówił. Spał także w naszej stodole. Później widziano go w szeregach białoruskiej partyzantki.<br />
W roku 1938 wiosną naszą wieś rozparcelowano na kolonie. Kolonię otrzymaliśmy prawie 2 km. od wsi. Nazwano ją „Żołnierowo”. Ojciec za pomocą moich braci, krewnych i znajomych szybko na nowym siedlisku wybudowali chatę i budynki gospodarcze. Chata była o wiele wygodniejsza niż we wsi. Posiadała osobną kuchnię. Dużą izbę przedzielono przepierzeniem na dwie mniejsze. W tą budowę ojciec włożył wszystkie swoje oszczędności do zera.<br />
Musieliśmy więc opuścić szumiącą jodłę, brzozę i jabłoń, która rodziła małe, słodkie owoce. Ładowaliśmy ostatni wóz. Ja toczyłem duży kamień od żaren. Z braku odpowiedniej siły kamień zawalił mi się na nogę. Okaleczył przygniecioną stopę. Najstarszy brat Arseniusz wziął mnie na ręce. Posadził na wóz. Opatrzył nogę. Jadąc zapłakany żegnałem się z wsią i z pierwszym etapem mojego dzieciństwa. Moi rodzice, dwaj starsi bracia i siostra mieli ogromne zadanie. Trzeba było zagospodarować 10- hektarową, zdziczałą, kamienistą kolonię z dwoma hektarami nieużytków.<br />
Cały rok był ogromnego trudu. Nawet mama dźwigała duże kamienie i układała je w wysokie piramidy. Schorowany dziadek też nie leniuchował. Trzebił siekierą krzewy na nieużytkach. Poruszał się na kolanach. Na nogach nie mógł się utrzymać bez pomocy kija. Zawsze po posiłku, który mu przynosiłem nucił białoruskie piosenki:</p>
<p style="text-align: center;"><em>Rada, rada pirapiołka szto letca dażdała.<br />
Rada, rada haspadynia szto żytco sażała.</em></p>
<p>Ja na kolonii nie miałem lekkiego dzieciństwa. Do szkoły odległej o dwa a nawet o trzy kilometry musiałem docierać w zimie na nartach własnej produkcji. Nie raz na pieszo przeznogromne zaspy śnieżne. Po drodze zatrzymywałem się na jakimś bajorku, by się poślizgać. Po sprawdzeniu zelówek przez ojca otrzymywałem burę. Po lekcjach pasąc krowy i owce bawiłem się z rówieśnikami. Krowy korzystając z mojej nieuwagi powodowały szkody sąsiadowi. Za to od ojca<br />
obrywałem lanie. W wolnych chwilach pomagałem dla brata Władka majsterkować. Zbudowaliśmy kilka domków dla szpaków. Zawiesiliśmy je na olchach w pobliżu chaty. Wykonaliśmy z samego drzewa wygodny wózek, który był pomocny w gospodarstwie. Woziliśmy nim nawet snopki z pola. Blisko chaty zamocowaliśmy stare koło od wozu na ściętym czubku dzikiej jabłoni. Pierwszej wiosny uwiły na nim gniazdo bociany. Ich donośny klekot ożywiał kolonię. Wykopaliśmy stawek i wpuściliśmy do niego kilka ryb. Sam wyplatałem sieci z konopnych nici uwitych przez mamę na<br />
kołowrotku. Sam robiłem więcierze. Stawiałem je w pobliskim jeziorze podczas tarła.. Połowy zawsze były udane.<br />
Na kolonię po mroźnej i śnieżnej zimie raptownie przychodziła ciepła wiosna. Szybko topniały śniegi powodując bajeczny, nieustanny szum strumyków, w których na boso ustawiałem wodne wiatraczki. Od zimnej wody skóra na stopach pękała i dokuczliwie szczypała. Zaraz po roztopach powracały ptaki. Na kolonii robiło się miło i wesoło od ptasiego śpiewu i rechotu żab. Piękno natury cieszyło człowieka. Wczesna wiosna zachęcała dzieci do zabaw i różnych przygód.<br />
Brat Arseniusz od czternastego roku życia zajmował się krawiectwem. Siedząc przy ręcznej maszynie nucił polskie, białoruskie i rosyjskie piosenki. Jedna z nich, którą najczęściej śpiewał:</p>
<p style="text-align: center;"><em>Skakał Kazak czeraz daliny. Czeraz bałkańskije kraja.<br />
Skakał on sadzikom zielonym. Kalco blistieła na rukie.</em></p>
<p>Poza szyciem uczęszczał na zbiórki Kółka Strzeleckiego. Siostra Zenona po ukończeniu Szkoły Podstawowej pomagała mamie w gospodarstwie. Przędła na kołowrotku i tkała na krosnach. Dziadek na kolonii przeżył tylko pół roku. Pogrzeb jego odbył się z popem. Odprowadzał dziadka na cmentarz na pieszo. Półtora kilometra szedł z orszakiem w wielką zamieć śnieżną. przez polne bezdroża.<br />
Zagospodarowana kolonia zaczęła rodzić niezłe plony. Rodzice cieszyli się, że już było łatwiej utrzymać rodzinę. Ja zapoznałem się z wieloma kolegami sąsiednich kolonii. Buszowaliśmy po moczarach i lasach. Różniłem się od kolegów tym, że nie było w lesie drzewa na które bym nie wlazł do wroniego gniazda. Zadziwiałem ich różnymi pomysłami podczas zabaw. Dzieciństwo swoje przeżywałem intensywnie doznając wiele wrażeń i przygód.<br />
Na rozpoczęcie roku szkolnego 1939, nauczyciel przyniósł swoje radio do szkoły. Zamiast słuchać wakacyjnych audycji, usłyszeliśmy głos spikera. Informował Polaków, że Niemcy rozpoczęli agresję na Polskę. Spiker sławił się Polskimi Siłami Zbrojnymi. Zapewniał, że dla Niemców nie oddamy ani jednego guzika. Wiadomość tą przyniosłem do domu. Rodzinę ogarnęło przerażenie. Znikł zapał i chęć do pracy. Ludzie zaczęli politykować.<br />
W drugim dniu kiedy przyszliśmy z przyborami szkolnymi nauczyciel z żalem oświadczył, że władze nakazały zamknąć szkoły. Ze smutkiem żegnał się ze swoimi uczniami i kazał nam wracać do domów.<br />
Po rozpoczętej wojnie niemiecko &#8211; polskiej, na nasze tereny wkroczyła Armia Czerwona. Miałem wówczas 10 lat. Chciałem obejrzeć jadące czołgi i maszerujące wojsko. Niedaleko szosy ukryłem się za wielkim kamieniem. Wystawiłem z za niego głowę i obserwowałem pierwszy raz maszerującą, uzbrojoną armię. Jeden z żołnierzy zauważył, że ktoś się kryje za kamieniem. Wystąpił z szeregu. Zdjął karabin z ramienia i skierował się do mnie. W tym czasie bardzo się<br />
przestraszyłem. Gdy żołnierz do mnie się zbliżył, przekonał się, że jestem dzieckiem. Zarzucił karabin na ramię i powiedział: &#8211; Da czto ty z suma tronułsia? Baiszsia sawieckich sałdat? &#8211; Wziął mnie pod pachy i posadził na kamieniu. Potarł dłonią moją zwichrzoną czuprynę i dodał: &#8211; Siejczas nie bojsia i smatry. &#8211; Na koniec powiedział: &#8211; Nu pacan, budź zdarow. &#8211; Szybko pobiegł dołączyć do swego szeregu.<br />
Wkrótce otworzono szkoły. Nauczycielami zostali ci, którzy przed wojną ukończyli 7 klas. Naszą szkołę umieszczono w nie wykończonym pałacu pana Wojciechowskiego. Odległość do niej była około 3 km. Uczono nas w języku białoruskim i rosyjskim. Z czytanek uczyliśmy się na pamięć wierszy. Były to wiersze agitacyjne. Przedstawiały wielkie zacofanie i biedę za władz sanacyjnych. Te wiersze deklamowałem na trybunie w dniu Pierwszego Maja. 1940 roku.<br />
Przedstawiam początki dwóch wierszy.</p>
<p style="text-align: center;"><em>Nia wiesiała u chacie. Trywożna u siale.<br />
Ni chleba, ni soli ni ma na stale.<br />
A tatku zabrali u wojska pany.</em></p>
<p style="text-align: center;"><em>A dzieci ich troje pry matce adny.<br />
Praświatleli woczy Biełaruś twaje.<br />
A życi szczstliwym twoj narod piaje.<br />
Zakwitali bujna wioski, harady.<br />
Ni jasi Ty bolaj chleba z labiady.</em></p>
<p>Nowa władza wyzwoleńcza wszystką szlachtę wywiozła na Sybir. Widziałem jak naszego pana Wojciechowskiego prowadzono pod bagnetem do ciężarówki. Z tyłu za nim szła jego rodzina. Nie oszczędzono także nauczycielki panny. Nasz nauczyciel Helman zdążył uciec przed zsyłką. Po wojnie dowiedziałem się od znajomego kombatanta-osadnika Leonarda Jankowskiego, który pochodził z naszej, rodzinnej wsi, że Helman z rodziną trafił do Gdańska ze swoją żoną i synem Romanem. (Był On moim szkolnym kolegą. Prawdopodobnie był dziadkiem Ani Helman. O Jej szkolnej tragedii było głośno w telewizji.) W naszych okolicach po zesłanej szlachcie została tylko biedota. W opuszczonych szlacheckich majątkach i domach powstały urzędy „klasy robotniczej”, zarządzane w/g instrukcji z Moskwy.<br />
Mężczyznom i kobietom nałożono plan wyrębu lasu w metrach sześciennych. Ludzie zatrudniali nawet swoje dzieci, by jak najszybciej wykonać uciążliwy plan.. Takim pracusiom nałożono plan następny. Na każdego konia też nałożono plan wywózki budulca z lasu na stację kolejową do Postaw. W rodzinach powstawały dramaty, a nawet wydarzyła się i tragedia. Niektórzy woźnice z budulcem ryzykowali skrócić drogę przez zamarznięte jezioro. Jednego z nich z<br />
obładowanymi ciężarem sanie lód nie wytrzymał. Razem z koniem i załadunkiem utonął. Ludzie w obawie przed konsekwencją dyskretnie przeklinali sowiecką władzę. Traktatem o nieagresję Niemcy oszukali Rosję i wyzyskali ją. W większej ilości budulec wywożono na zachód do Niemiec. Tylko mała część trafiała do Rosji. Po pięknych dziewiczych lasach zostały tylko pnie o różnych wysokościach. Wyręby szybko zarastały różnymi krzewami, a najbardziej leszczyną. Po czterech latach leszczynowy las uginał się od orzechów. Ludzie po kilka worków suszyli na zimę.<br />
Po agresji Niemiec na Rosję znowuż zamknięto szkoły. Po dwóch miesiącach niemieckiej okupacji znowuż chodziliśmy do szkoły. Uczono nas w języku białoruskim i niemieckim. Kiedy partyzantka rozrosła się w siłę, w połowie roku 1943 szkoły ponownie zamknięto. Po tej szkole został w mojej pamięci wierszyk o wiośnie:</p>
<p>Schone Fruhling kom doch wieder.<br />
Lieben Fruhling kom doch bald.<br />
Brings und Blumen laub und lieder.<br />
Schmucken wieder Feld und Wald.</p>
<p>Po kilku miesiącach niemieckiej okupacji biedną Białoruś zaleli cywilni, rosyjscy uciekinierzy. Silnie broniąca się Moskwa przez wiele miesięcy była oblężona przez niemiecką armię. Strefa wojenna zajmowała duży obszar na tyłach niemieckiego frontu. Tam się odbywał nieustanny ruch niemieckich wojsk. Cywilni ludzie byli nękani przez Niemców. Mało tego, to jeszcze Rosjanie bezustannie z lądu i powietrza obstrzeliwali zgrupowania niemieckich wojsk na tyłach wroga. Przez to ginęło wielu rosyjskich cywilów, a wśród nich także dużo dzieci. Nieustanna tragedia zmusiła tych ludzi do ucieczki, Byli to dziadkowie i matki ratujące swoje wnuki i dzieci przed zagrażającą śmiercią. W naszej wsi także pojawiło się kilka niekompletnych rodzin z dziećmi. Zakwaterowano ich w majątkach po byłych właścicielach, których wywieziono na Sybir. Ci ludzie z dziećmi bez żadnej pomocy państwowej musieli przetrwać wiele miesięcy w o szabrowanych pałacach bez okien i drzwi wśród miejscowej, wygłodzonej także ludności. Mało tego, to ta biedna ludność musiała także utrzymywać partyzanckie oddziały. Z jednym takim uciekinierem<br />
czternastolatkiem spotkałem się na jeziorze łowiąc raki. Na imię miał Lońka. Opowiadał mi, że uciekł z mamą z rodzinnego miasta Wielkie Łuki. O ojcu od roku nic nie wie, który walczy na froncie. A matka jego chyba od głodu jest chora. Oddałem mu więc kilka złowionych raków.<br />
Nie mało odwagi trzeba było mieć przy połowie raków. Kryły się one w norach w podmytych wodą brzegów jeziora, a także w norach pod korzeniami wodnych krzewów. Do nor wkładało się rękę. Raki broniły się swoimi kleszczami. Jak nożycami cięły skórę na palcach dłoni.<br />
Po kilku dniach od kolegi Dymitra, który mieszkał niedaleko pałacu dowiedziałem się, że Lońkę rozerwało. Zbierając na polu szczaw, znalazł pocisk od moździerza. Jego fragmenty ciała znaleziono przy dużym kamieniu, przy którym była torba ze szczawiem. Tak to troskliwa mama swojego jedynaka nie uchroniła od śmierci. Sama także z głodu i rozpaczy wkrótce umarła.<br />
Partyzantka zadawała bolesne ciosy dla okupanta. Między partyzantami pojawiali się rabusie. Niektórzy z bronią, a niektórzy ze straszakami. Jeden pojawił się z maszynką do mięsa za pasem. Terroryzował zastraszonych ludzi. Ściągał nawet spodnie i buty z nóg. Większość biedoty nie wiedziała co to za machinę miał rabuś za pasem.<br />
Na początku jesieni 1943 roku w godzinach porannych po koloniach poszła wiadomość. Wieś zapełniła się niemieckim wojskiem z pojazdami pancernymi. Wszyscy z przerażeniem czekali, że coś się złego stanie. Nie mylili się. Pierwszego dnia ze wzgórz obserwowali lornetkami tereny. Najbardziej byli wpatrzeni w moczary. Na drugi dzień po południu zobaczyliśmy czarny dym, zamieniający się w czerwone języki ognia. Paliła się pierwsza kolonia najbliżej moczarów. W niedługim czasie paliła się druga. To była kolonia mojego stryja. Po niej zapaliła się trzecia. Nieszczęście zbliżało się do naszego domu. Gdy zaczęła palić się czwarta, dzieląca o jedną kolonię przed naszą, cały dorobek życia wynieśliśmy z chaty. Czekaliśmy w olszowym zagajniku na zagładę przy dużej stercie kamieni. Drżeliśmy wszyscy ze strachu. Nie wiedzieliśmy co z nami się stanie. Po kilkunastu minutach zobaczyliśmy trzech uzbrojonych niemieckich żołnierzy. Zbliżali się do naszego zabudowania. Przerażenie i strach wzmagały się. Niemcy obejrzeli pustą chatę. Spostrzegli nas w zagajniku i skierowali się w naszą stronę. Trzymali w rękach broń maszynową gotową do strzału skierowaną lufami w nas. W odległości o kilka kroków od nas zatrzymali się. Zmierzyli wzrokiem nasz majątek. Przenikliwymi spojrzeniami wpatrywali się nam w twarze. Zrozumieli nasze przerażenie. Jeden z nich najstarszy wiekiem z fajką w gębie zabezpieczył broń i<br />
zarzucił na ramię. Podszedł do mamy. Przytulił ją. W tej chwili wypadła mu fajka z ust. Podniósł ją i powiedział po niemiecku:<br />
- Mutter, nach Hause. Feuer schon nein. &#8211; Przypuszczam, że on wypowiedział te słowa.<br />
- Wskazał ręką na chatę. Zrozumieliśmy, że możemy wracać do domu. Pozostali Niemcy uśmiechali się. Jasne było, że nam i naszej chacie nic nie grozi. Podpalacze zauważyli, że nasze twarze rozjaśniły się. Ten sam Niemiec zwrócił się do ojca: &#8211; Kamerad, Schwarzgebrannte haben? -Podobno także, że wyszwargotał te słowa. Po wyjaśnieniu na migi zrozumiałe było, że chodzi mu o bimber. Ojciec na swoje potrzeby parę razy do roku wyciskał parę litry tego trunku. Wskazał ręką na kameradów by szli za nim. Doprowadził ich do następnej, kamiennej, dużej pryzmy. Wyjął z niej kamień i wyciągnął butelczynę. Nie wiem jakiej była pojemności. Podał ją Niemcowi. Kamerad wyciągnął z kieszeni niezbędnik Wlał do niego trunku i kazał dla ojca wypić. Kiedy przekonali się, że to nie trucizna, wypili po parę łyków z butelki. Pomlaskali i pogłaskali po swoich brzuchach.<br />
Jeden z nich klepiąc ojca po ramieniu oświadczył:<br />
– Bimber ist gut.<br />
Na pożegnanie najstarszy wyjął z ust fajkę i uścisnął ojcu dłoń. Podpalacze wrócili do wsi. My zaś ze swym dorobkiem wróciliśmy do swojej chaty. Od tej chwili przez wojnę i do jej końca nie widzieliśmy już żadnego Niemca.<br />
Wszelkie rządy na wsiach i koloniach sprawowała partyzantka. Przez parę tygodni zajętych było kilka wiosek i kolonie przez Pułk Smoleński, który został przez Niemców odcięty od frontu. Młodzi radzieccy żołnierze byli także zakwaterowani w naszej chacie. Chciałem im podkraść kilka naboi kiedy spali. Zaglądałem do kilku toreb. W każdej było tylko po kilkanaście. Nie mogłem im wziąć żadnego, gdyż zrozumiałem, że są liczone. Z braku amunicji musieli więc unikać potyczek z Niemcami. Po otrzymaniu amunicji i sprzętu z powietrza pułk wyruszył wypełniać swoje zadania. Potężna armia, która parła na wschód nie wracała już naszym traktem.<br />
Wiele swoich, ciekawych dziecięcych przygód, wiele dramatów i tragedii doznanych podczas niemieckiej okupacji opisałem w noweli &#8220;PIĘĆ WOJENNYCH MAM&#8221; Można ją przeczytać na mojej stronie internetowej.<br />
Zaraz po wyzwoleniu przez Armię Czerwoną znowuż uczęszczałem do szkoły. Wojna zmusiła mnie trzeci raz uczyć się w języku białoruskim. Drugi raz w języku rosyjskim. Tak samo podczas wojny wszystkie dzieci szkolne przeżywały różne cierpienia i niedogodności a także utraciły kilka lat edukacji.<br />
Z powodu wyjazdu do Polski nie ukończyłem piątej klasy rosyjskiej szkoły. Byłem w swojej klasie prymusem. Nauczyciel starał się wszelkimi środkami, by nasza rodzina nie wyjeżdżała do Polski. Namawiał mnie, bym przekonał ojca przyjąć obywatelstwo białoruskie. Poświęcał czas namawiając mnie, bym się zapisał do organizacji „Komsomołu”. (Komunistycznaja Sowietskaja Mołodzioż). Był bardzo zawiedziony, że jego próby nie powiodły się.<br />
1-go Maja 1945 roku mój młodszy kolega z trybuny deklamował wiersz w języku białoruskim:</p>
<p style="text-align: center;"><em>Darahije biełaruskije dzieci!<br />
Wy mnoha biady praz wajnu daznali.<br />
Ni dajeli, ni da spali. Trywożna pierażywali.<br />
Jazyki Wam łamali.<br />
Pa polsku, pa rusku, pa niamiecku, pa biełarusku<br />
Uczyca kazali.</em></p>
<p>Białoruś, to chyba była najbiedniejszym krajem w Europie przed wojną i w czasie wojny. Po wojnie znowu była nękana przez władzę sowiecką. Jedyną pociechą i nadzieją było, że młodzież zachęcano za darmo się uczyć i ukończyć wyższą uczelnię. Takim sposobem sprytniejsza młodzież uciekła do miasta. A nierozsądna biedota została zagnana do kołchozów.</p>
<p style="text-align: right;"><em>Sergiusz Jackowski</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sycowice.net/index.php/2009/12/06/bialorus-w-czasie-wojny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wspomnienia o ojczyźnie &#8211; część 2</title>
		<link>http://sycowice.net/index.php/2009/11/28/wies-przed-wojna/</link>
		<comments>http://sycowice.net/index.php/2009/11/28/wies-przed-wojna/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 28 Nov 2009 16:26:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sergiusz Jackowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sycowice.net/?p=1099</guid>
		<description><![CDATA[
źródło zdjęcia: sxc.hu

TRUD BIEDNYCH LUDZI
Na Białorusi podczas okupacji Carskiej Rosji we wsiach było bardzo mało szkół. Przez to z opowiadań rodziców wynikało, że analfabetów było około 70%. Ludzie za tamtych rządów czuli się całkowicie wolni. Nikt im w niczym nie przeszkadzał. Każdy mógł się uczciwie dorobić. Ze strony władz nie było żadnych problemów. Kto był [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="margin: 0pt 5px 5px 0pt; width: 300px; float: left;"><img style="margin: 0;" src="http://sycowice.net/zdjecia/94.jpg" alt="Wieś przed wojną" width="300" height="200" /></p>
<p style="font-size: 11px; text-align: center; color: #999999; margin: 0; padding: 0;">źródło zdjęcia: sxc.hu</p>
</div>
<p><strong>TRUD BIEDNYCH LUDZI</strong><br />
Na Białorusi podczas okupacji Carskiej Rosji we wsiach było bardzo mało szkół. Przez to z opowiadań rodziców wynikało, że analfabetów było około 70%. Ludzie za tamtych rządów czuli się całkowicie wolni. Nikt im w niczym nie przeszkadzał. Każdy mógł się uczciwie dorobić. Ze strony władz nie było żadnych problemów. Kto był bogatszy i zaradniejszy ten tworzył warunki na edukację swoim dzieciom. Natomiast władza senatorska Polski zadbała jedynie, by prawie w każdej wsi była czteroklasowa szkoła. Siedmioklasowe szkoły były w odległych dużych wsiach. Z każdej mniejszej wsi tylko kilku miało ukończoną taką szkołę. Przed II Wojną Światową na wsiach było ponad 50% analfabetów, ludzi w wieku od lat 30 wzwyż.<span id="more-1099"></span><br />
Prawie w każdej wsi było po 50% wyznawców wiary katolickiej i prawosławnej. Młodzi mieszanej wiary bez problemów mogli się żenić. Za ustaloną zgodą jeden z nowożeńców musiał zmienić wyznanie wiary. O rozwodach małżeństw nigdzie nie było słychać. W ciężkiej pracy jak w kieracie nie było czasu myśleć o takich wybrykach. A po zatem ludzie byli bardzo bogobojni. Nikt nie mógł odważyć się zbezcześcić Sakramenty Święte i Przykazania Boże. Co im los przeznaczył musieli w tym trwać do końca. Żeniąc się obojga wiedzieli, że ich czeka ciężka praca i borykanie się na co dzień z kłopotami. Rodzice jak tylko mogli pomagali nowożeńcom. W swojej wspólnej harówce musieli wszyscy radzić.<br />
O zadbanie niezbędnej higieny i dla innych potrzeb kilka rodzin budowało łaźnie zbiorowe. Służyły one dla kąpieli, zwalczania insektów, suszenia lnu, a nie raz i do większego prania. Bez przemysłu ludzie sami musieli zaradzić. Własnymi sposobami produkowali odzież. Siali len i konopie. Ręcznie pielili. Ręcznie wyrywali. Wiązali w pęczki i suszyli w polu na słońcu. Kiedy nasiona odpowiednio dojrzały len zwożono do stodół. Tam każdy snopek był osobno młócony specjalnym, drewnianym narzędziem. Tą czynność wykonywali mężczyźni i kobiety. Część nasion jako siemię parzone służyło za lek dla schorzeń żołądkowych. Wymłócony len suszono w łaźniach. Na drewnianych międlicach wyprodukowanych przez gospodarzy kobiety w przedsionku łaźni ten surowiec międliły, by włókno oddzielić od paździerzy. Podczas tej czynności wydzielały się masy kurzu. Nie było żadnej wentylacji. Biedne kobiety ten kurz wdychały. Przez otwarte drzwi przedsionka kurz wydobywał się jak dym z komina. Po zakończeniu czynności międlenia, by w domu nie przestraszyć mężów grzali beczkę wody, by się nie co obmyć. W domu na wyprodukowanych, drucianych szczotkach włókno czesały. Gotowe włókno zwijały w kądziel i przędły na kołowrotkach. Prządka wykonywała niezwykle mozolną pracę. Podczas przędzenia wyskubywała z kądzieli włókno, by go formować w nić. Formowana nić bez przerwy wirowała. Co rusz trzeba było ślinić palce, by dobrze ją uformować. Na palcach wirowana nić rzeźbiła rowki aż do krwi. Ta sama czynność odbywała się z uzyskanej, owczej wełny przeznaczonej na produkcję sukna. Ileż kilometry nici prządka przez całą zimę harówki musiała wyprodukować, by starczyło na odzież dla całej rodziny? Część nici farbowały na różne kolory przeznaczone na wzorzyste tkaniny.<br />
Na wsiach byli nierejestrowani rzemieślnicy, jak: kowale, krawcy, kołodzieje, bednarze, szewcy, rymarze i inni, którzy produkowali różny, potrzebny sprzęt dla gospodarstw na wsi. Produkowano nawet krosna, które każda gospodyni musiała mieć w domu. Spec mężczyzna uczył kobiety jak tkać dywany, makaty, i chodniki w różne wzory. Z niefarbowanych nici tkały płótno. Nie raz tę czynność wykonywali mężczyźni. Utkane płótno na bieliznę i na pościel rozściełano na kilkanaście dni na łąkach w celu wybielenia. Po wysuszeniu w celu zmiękczenia, wałkowano go drewnianym, zębatym sprzętem. Po tych czynnościach płótno było miękkie i gotowe do szycia. Bieliznę i pościel każda kobieta szyła ręcznie. W tej biedzie najbardziej były pokrzywdzone dzieci. Do wieku szkolnego ich jedynym ubiorem były długie, lniane koszule. Kobiety w cebrach i balach pranie wykonywały w domu. Nie raz większą ilość bielizny prały w łaźniach po nagrzaniu beczki z wodą. Gdy zachodziła potrzeba mełły także zboże na żarnach. Razem z mężami wyjeżdżały do lasu na urobek drzewa. Pomagały im w domu ręcznie piłować drzewo na koziołkach przeznaczone na opał. Często z mężczyznami młóciły zboże cepami. Czynność ta musiała być wykonywana w takt, w zależności od ilości młocarzy. W większej części od mężczyzn miały obowiązek w chowu zwierząt domowych i w wychowywaniu nie raz pokaźnej gromadki dzieci. Wyprawiały ich do szkoły. Pomagały odrabiać im lekcje, które miały ukończoną Szkołę Podstawową.<br />
Prócz ogromu prac w domu, kobiety bardzo ciężko pracowały na polu. Zbierały kamienie, jakie tylko mogły udźwignąć. Układały je w wysokie sterty po za uprawianym polem. Roztrząsały widłami a nawet i gołymi rękami wywieziony obornik. Sadziły ziemniaki za pługiem. Suszyły, grabiły i pomagały zwozić siano do stodoły. Pieliły, rwały len i wiązały go w snopki. Najcięższą i najradośniejszą pracą dla kobiet było żęcie sierpem zbóż. Zwyczajem było, że żniwiarki tą czynność wykonywały grupowo. Takie grupy składały się od trzech do pięciu kobiet, Dla każdej po kolei odrabiano. Przy pierwszym odpoczynku ciężkiej pracy, jakże dla nich smakowały świeże i solone ogórki. Mocno skwaśniałe mleko doprawione świeżym. Własny, świeży, wypieczony chleb. Posiłek zapijały i gasiły pragnienie kompotem z owoców, jakże często niesłodzonym, albo czystą, nagrzaną przez słońce wodą. Po posiłku musiały się wyśpiewać. Śpiew rozlegał się po wszystkich polach. W tym czasie ich mężowie kosili drugi pokos traw. Odkładali kosy. Krzesiwem przypalali skręty z tytoniu. Z zachwytem słuchali pięknego śpiewu swoich ukochanych kobiet. Każda żona bardzo kochała swego męża. W grupowym śpiewie chciała się dla niego wykazać swoimi zdolnościami i pięknym głosem. Przeważnie wieczorami po zakończeniu żniw i ustawieniu ostatniego snopka, po dożynkowym posiłku śpiew na polach rozlegał się do późnej nocy. Po dożynkach u siebie, kobiety starały się jak mogły, by jeszcze wygospodarować czas. Za marne grosiki w majątku dokańczały dożynki. Rozweselały swoim śpiewem także swojego Pana, by nieco hojniej potraktował żniwiarki za ich ciężki trud. Jakże bardzo cieszyły się z zarobionych parę złotych w czasie sezonu.<br />
Nie lekką także pracą dla kobiet były wykopki. Wyorane pługiem rajki ziemniaków rękami gołymi bez żadnej motyki rozgrzebywały ziemię. Przez ich troskliwość ani jeden ziemniak nie pozostawał na polu. Pomagały również mężom ładować worki z ziemniakami na wóz. Wielce troszczyły się razem z mężami o swoje, ciężko wypracowane plony.<br />
Po przyjacielskich grupowych pracach i przy ich zakończeniu jak: dożynki, omłoty, międlenie lnu, dzierzgania pierza, wykopki nigdy na wsiach nie pito alkoholu. Tych, biednych, zapracowanych kobiet a także i mężczyzn rozczulała tylko piosenka. Alkohol pojawiał się tylko na weselach. Jeden kieliszek krążył po wszystkich stołach rozśpiewanych weselników.<br />
Kobiety na wsiach w gospodarstwach na okrągło musiały pracować od świtu do nocy.<br />
Nawet ciężarne pełniły ten obowiązek aż do ostatniej chwili rozwiązania. Starały się rodzić dzieci w domu. Nie raz także porody zdarzały się na polach. Położną zastępowała wiejska znachorka. Doświadczenia i praktyka znachorek spełniały bardzo ważną rolę wśród wiejskiej biedoty.<br />
Los mężczyzn na wsi był jeszcze okrutniejszy. Pracowali po nad siły. Dźwigali ciężary po nad siły. Często od takiego przesilenia nabywali przepukliny. Więcej od kobiet musieli myśleć po nocach, by w rodzinach wszystko jakoś po układać i zabezpieczyć przed głodem nie rzadko pokaźną gromadkę dzieci. Musieli jeszcze także wykombinować czas by jeszcze w majątku coś u pana dorobić. Przez to prędzej umierali. Mało którzy przekraczali siedemdziesiątkę.<br />
Pola w ciężkim znoju uprawiali końmi. Żadnych maszyn nie było. Pług i brona były<br />
podstawowym narzędziem. Siewu dokonywano ręką rozrzucając ziarno w glebę. Młócili cepami. Krótko przed wojną pokazywały się młocarnie ręczne z korbami po obu stronach. Kręciło nimi od dwóch do czterech mężczyzn. Plewy od ziarna oddzielano za pomocą drewnianej szufelki. Wymłócone ziarno rzucano szufelką półkolistym zamachem na znaczną odległość na klepisko w stodole. Ziarno cięższe leciało dalej. Plewy lżejsze opadały bliżej. Mąkę na chleb produkowano na żarnach. Była to żmudna i wyczerpująca siły praca. Bogatsi część zboża zwłaszcza pszenicę wozili na przemiał do wiatraków.<br />
Za pomocą wiejskiego majstra każdy gospodarz budował sobie chatę i budynki gospodarcze na jakie mu było stać. Z włókna konopi ręcznie pletli różne sznury i powrozy na różne potrzeby. Skóry zwierząt wyprawiali własnym sposobem. Podstawowym składnikiem do rozczynu garbowania skór był boraks i kora świerkowa. Strugali z drewna kopyta o różnych rozmiarach, by na nich z wyprawionej skóry uszyć buty dla całej rodziny. Skóra nie była zbyt wyprawiona z braku odpowiednich składników do garbowania. Obuwie sztywniało. By było miększe, smarowano go dziegciem. Często sztywne obuwie powodowały dokuczliwe odciski i otarcia na nogach. Często ubogim rodzinom nie stać było nawet na takie buty. W takich rodzinach obuwie ze skóry zastępowały łapcie plecione z łyka lipowego lub z łyka łozy. Skarpet nie było. Zastępowano ich onucami. Do łapci onuce były wysoko zawijane. By nie opadały, owijano je sznurkiem. Latem prawie wszyscy dorośli i dzieci chodziły na boso. Zrogowaciała skóra na stopach zastępowała buty. Mężczyźni i dorastające chłopaki z żytniej słomy wyplatały różne naczynia domowe w kształcie beczek i dużych mis na różne potrzeby gospodarcze. Z łozy, wikliny i z korzeni drzew wyplatali różne koszyczki, kobiałki i kosze. Nie lada zadaniem było zabezpieczyć się w opał na zimę. Na moczarach siekierami wyrąbywali różne krzewy. Chrust wiązali w pęki o ciężarze jaki tylko mogli udźwignąć. Pęki do domów nosili na plecach nie raz na dłuższą odległość. W zimie, kiedy moczary były zamarznięte, chrust wozili końmi w saniach. Lepszego drzewa z lasu, też trzeba było dokupić.<br />
Na nieużytkach gęsto sama zasiewała się olcha. Pielęgnowano ją. Z szybko rosnących, pięknych, smukłych, olszowych gajów także pozyskiwano cenny materiał do produkcji narzędzi gospodarczych i na opał.<br />
Dochodem gospodarzy było, zaoszczędzone i przechowane zboże. Sprzedawano je na przednówku kiedy było najdroższe. Skupem zboża zajmowali się przeważnie Żydzi. Bardzo wyzyskiwali biedny naród. W mieście powiatowym w Postawach czasami zboże było droższe.<br />
Dalszy kuzyn mojego ojca Mikołaj Bałoszko, był tęgim i bardzo pracowitym chłopem.<br />
Chciał więc zarobić kilkadziesiąt groszy. Pewnego razu załadował wóz ze zbożem i udał się z nim do Postaw odległych o 30 km. Zaproponowano mu tam także taką samą jak miejscową cenę. Rozżalony musiał się pozbyć uciążliwego ładunku. Wracając więc z pustym wozem po drodze pomstował. Kiedy mijał wypoczynkowe miasteczko Kupa, nadarzyła mu się okazja wyładować swój żal. Tuż nad brzegiem jeziora Narocz w brzozowym gaju samotnie odpoczywała para kuracjuszy. W rozwieszonym hamaku między brzozami bujał się pół nagi tłuścioszek. Kobieta obok niego, także w tym stroju opalała się leżąc na kocu. Utrudzony chłop ciężką pracą i doznaną krzywdą, nie powstrzymał swego gniewu. Widząc zazdrosną scenę zatrzymał konia. Podszedł do tłuścioszka i zaczął go z całej siły okładać batem. Przerażony kuracjusz widząc przed sobą dryblasa wyskoczył z hamaka i popędził ratować się prosto do jeziora. Kobieta także, widząc nie przelewki, poderwała się z koca i ruszyła także do jeziora za swoim chłopem. Mikołaj poczuł się zwycięzcą i wrócił do wozu. Zdzielił konia batem. Po drodze do domu cieszył się ze swojej satysfakcji.<br />
W swoim towarzystwie był wyjątkowo dobrym mówcą. Kiedy opowiadał swoje, życiowe przygody, rozśmieszał wszystkich do łez. Mikołaja podczas wojny zabrano do Armii Czerwonej. Z jego ostatniego, rozpaczliwego listu pożegnalnego z frontu do rodziny wynikało, że zginął przy zdobywaniu umocnień OWB. Prawdopodobnie spoczywa na cmentarzu wojennym Armii Czerwonej w Międzyrzeczu. Bez niego w wielkiej biedzie pozostały: matka, żona i czwórka osieroconych dzieci.<br />
Przedwojenny i podczas wojny trud biednych ludzi i ich dramaty nie da się szczegółowo opisać. Teraz z podziwem wspominam swoich przodków jak z wielką uciechą śpiewali. Jak się cieszyli życiem i z tego co mieli. A przecież Oni prócz utrudzonego życia nic nie mieli. Szkoda, że polska literatura omijała przedwojenną biedę i trud ubogich, zapracowanych ludzi. Pozostała po Nich tylko legenda, o której nie znają i nie interesują się młode pokolenia. A to dlatego, że nie było pisarzy w spół czuwających biedocie. Ubóstwo od dawnych czasów, a także i z przedwojennej Polski na Białorusi sprawiło, że tylko nie liczni moi Rodacy wpisali się do historii. Myślę, że od szturchańców zamożniejszych państw Białoruś weźmie się w garść. Ludność Białorusi jest ambitna i niezwykle życzliwa, zasługuje więc na godne życie i na godnych sąsiadów.</p>
<p style="text-align: right;"><em>Sergiusz Jackowski</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sycowice.net/index.php/2009/11/28/wies-przed-wojna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wspomnienia o ojczyźnie &#8211; część 1</title>
		<link>http://sycowice.net/index.php/2009/11/22/dziahile/</link>
		<comments>http://sycowice.net/index.php/2009/11/22/dziahile/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Nov 2009 13:51:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sergiusz Jackowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sycowice.net/?p=1092</guid>
		<description><![CDATA[
źródło zdjęcia: sxc.hu

WSTĘP
Każdy człowiek, przy różnych okazjach z nostalgią wspomina i opowiada przyjaciołom o swoim, beztroskim dzieciństwie. Moje dzieciństwo było bardzo bogate w różnorodne przygody: miłe, dramatyczne i tragiczne.
Moja Ojczyzna Białoruś była bardzo piękna i bardzo uboga do II Wojny Światowej. O tą krainę od średniowiecza nie dbała żadna władza. Nie było tam żadnego przemysłu. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="margin: 0pt 5px 5px 0pt; width: 300px; float: left;"><img style="margin: 0;" src="http://sycowice.net/zdjecia/93.jpg" alt="Dziahile" width="300" height="200" /></p>
<p style="font-size: 11px; text-align: center; color: #999999; margin: 0; padding: 0;">źródło zdjęcia: sxc.hu</p>
</div>
<p><strong>WSTĘP</strong><br />
Każdy człowiek, przy różnych okazjach z nostalgią wspomina i opowiada przyjaciołom o swoim, beztroskim dzieciństwie. Moje dzieciństwo było bardzo bogate w różnorodne przygody: miłe, dramatyczne i tragiczne.<br />
Moja Ojczyzna Białoruś była bardzo piękna i bardzo uboga do II Wojny Światowej. O tą krainę od średniowiecza nie dbała żadna władza. Nie było tam żadnego przemysłu. Ludzie w swoich gospodarstwach musieli swoimi sposobami same sobie radzić. W tym, pięknym Kraju, w biedzie i niedostatku spędziłem swoje dzieciństwo, a także u progu swojego dorastania. Co pozostało w mojej pamięci z Rodzinnych Stron, o biednych, zapracowanych, serdecznych ludziach postanowiłem opisać na pamiątkę dla swoich Potomnych.<span id="more-1092"></span><br />
Dzisiejsze pokolenie wychowane jest w umiarkowanym dostatku. Nie potrafi i nie chce zrozumieć w jakich warunkach borykali się przez całe życie ich poprzednicy przed i w czasie II Wojny Światowej. Wielu z nich trafiło do Polski, a także i na Obczyznę. Być może niektórzy czytelnicy po przeczytaniu moich, szczerych wspomnień w spół czują niedoli naszych Przodków na Kresach Wschodnich.<br />
<strong> </strong></p>
<p><strong>RODZINNY KĄTEK</strong></p>
<p style="text-align: center;"><em>&#8220;Kraj Rodzinny&#8221;.- To wielkie dwa słowa.<br />
W tym Kraju dziecięce łzy roniłem.<br />
Tam Mama mocno do piersi tuliła.<br />
Tam ręka Taty mnie wykarmiła.<br />
Jakże głęboko w mojej pamięci<br />
Dziecięce ścieżki się wydeptały.<br />
Na stare lata często wspominam<br />
Swoje przygody, gdy byłem mały.&#8221;</em></p>
<p>Białoruś – to bardzo biedny, bardzo piękny i o zdrowym klimacie Kraj. Tam gdzie się urodziłem nie było żadnego przemysłu. Do stacji kolejowej miasta powiatowego Postawy było 30 km. Do najbliższego miasteczka Miadzioł 10 km.<br />
Dziahile, to moja rodzinna wieś. Teren we wsi i wokół niej był bardzo bajeczny. W samej tylko wsi występowały wzgórza, dolinki, bagienka, równinki. W środku niej źródełko, które strumykiem odpływało do pobliskiego jeziora. Droga we wsi była brukowana. Domów murowanych nie było. Prawie wszystkie budynki były budowane z sosnowych okrąglaków. Chaty podczas budowy z okrąglaków uszczelniano mchem. Niektóre, stare chatki najbiedniejszych ludzi były podpierane belkami przed zawaleniem się. Niektóre z nich były tak niskie że większy człowiek jak wchodził to musiał się przychylać. Okien w chatach przeważnie było dwa, a czasami trzy. Wszystkie były przeważnie na cztery małe szybki. Większość chat i budynków kryte były żytnią słomą. Przez to często zdarzały się groźne pożary. Dom mieszkalny składał się przeważnie z jednej izby, spiżarni, sieni, a rzadko z kuchni. Często główna izba miała podłogę z desek, a w pozostałych pomieszczeniach posadzka była z ubitej gliny. W kącie izby lub w kuchni był duży piec wybudowany z cegły. Służył on do gotowania, pieczenia chleba, ogrzewania izby i spania w czasie zimy dla starców i dzieci. W okresie zimowym tęgich mrozów pod piecyk służył jako kurnik. Kogut o północy i nad ranem ogłaszał punktualny czas. Dorośli spali w drewnianych łóżkach na siennikach wypełnionych słomą. Przykrywali się kołdrami uszytymi własnoręcznie z kolorowego płótna. Były one wypełniane włóknem z lnu, przez to były bardzo ciężkie. W szczelinach łóżek i w posadzkach z ubitej gliny gnieździły się insekty. W tamtych latach nie było środków na ich niszczenie. Dokuczliwość pasożytów biedni ludzie musieli znosić. Niewiele było bogatszych ludzi. Ich domy były szalowane deskami i kryte gontem. Wewnątrz tych domów panował ład i porządek. Miały także większe okna. Jakoś umieli. radzić w walce z insektami i zadbać o schludność.<br />
Studnie na wsiach były kopane i szalowane drewnem. Z płytszych studni wodę czerpano wiadrem na żerdzi. Nie wiele było studni z betonowych kręgów i z żurawiem. Głębsze studnie z kręgów u bogatszych ludzi były na korby.<br />
Bogatsi i biedni kochali jednakowo swój piękny, Rodzinny Kraj. Tereny Jego były także bajecznie wyrzeźbione przez naturę. Na polach występowało wiele kotlinek w kształcie niecek i okrągłe jak leje po bombach. Podczas ulewy napełniały się wodą deszczową. Latem w nich kąpały się dzieci. Pływały na różnych, domowych naczyniach. Niewielkie, pojedyncze góry występowały w różnych kształtach. Niektóre podobne były do stogów siana. Każda miała swoją nazwę jak: Zazonicha, Jarmulicha, Brymowska, Zajczycha Ciarpicha i inne. W zimie na nich dzieci miały doskonałe warunki do zjeżdżania na sankach i nartach. Sprzęt ten był produkowany przez rodziców i doroślejsze dzieci. Mądrzejsi rodzice swoje dzieci od wczesnych lat dziecięcych uczyli majsterkowania, by na przyszłość w dorosłym wieku mogli radzić sobie w życiu.<br />
Rodzice, a także i dzieci same wyplatały różne sieci do łowienia ryb. Wędki robili z cieniutkiego sznurka. Przypony do nich z włosia końskiego ogona. U Żyda, który jeździł po wsiach furmanką, szmaty wymieniali na igły i robili z nich haczyki. Zdarzało się, że rodzice z dziećmi doroślejszymi z pni grubego drzewa dłubali koryta, by na połów odpłynąć nieco od brzegu. Jeziora i strumyki były bardzo czyste i obfite w różne gatunki ryb. Między nimi perłą i królową jezior w Polsce przed wojną było Narocz. Nazywano go „polskim morzem”. Był to największy zbiornik śródlądowy w przedwojennej Polsce. Nad nim wybudowano letniskowe miasteczko Kupa. Chłop i robotnik nie przyjeżdżał tam wypoczywać. Miała tam tylko udany wypoczynek &#8220;śmietanka&#8221; z całej Polski.<br />
Lasy były przepiękne zasiane przez naturę. W każdym lesie występowały najróżniejsze gatunki drzew. W starych drzewach dzięcioły wykuwały dziuple. Wiewiórki wykorzystywały je jako spiżarnie na zimę na orzechy i szyszki. W dziewiczych lasach nie brakowało najróżniejszych grzybów. Królowały w nich dorodne borowiki i kozaki. W wielu przypadkach pola sąsiednich wsi przedzielały rozległe moczary, porośnięte karłowatą sosną, brzeziną, olszyną, oraz różnymi krzewami. Te zarośla były siedliskiem dla wilków. Rajem dla ptaków różnego gatunku. Ludzie po zachowaniu się ptaków i ich śpiewie odgadywali bezbłędnie pogodę. Moczary najbardziej były upodobane przez cietrzewie. Bełkot ich rozlegał się od wiosny do późnej jesieni. Ten bełkot ludzie przekształcili w słowa. Na wiosnę brzmiał: &#8211; Pradam każuch kuplu babu. &#8211; A na jesień:- Pradam babu kuplu każuch.<br />
Moczary służyły dla ludzi jako dodatkowa spiżarnia. Nie brakowało tam grzybów do marynowania i różnych jagód na różne przetwory.<br />
Największym utrapieniem dla hodowców zwierząt były wilki. Z moczarów na pastwiska wyruszały po zdobycz. Na oczach pastuchów zabijały owce. Ofiarę chwytały za nogę. Zarzucały na kark i umykały w moczary. Nie raz przez nieuwagę pastuchów zostawiały wiele zabitych owiec. Biednym gospodarzom ciężko było latam utrzymać konia w stajni. Na noc zbiorowo wyruszali na nieużytki na ich wypas. Po ciężkiej pracy ze zmęczenia zasypiali. Czujne wilki wykorzystywały okazję. Jeden z nich wytarzany w błocie podchodził do konia. Potrząsał futrem. Rzucał ofierze błoto w oczy i nozdrza. Koń podrażniony błotem unosił głowę do góry. W tym czasie drugi w podskoku chwytał za gardło i przeżerał go. Gdy pastuchy obudziły się, po koniu zostało tylko: ogon, grzywa i porozciągane kości.<br />
Jesienią wilki podkopywały się do obór. bez fundamentów. Zabierały cielęta i owce. W zimie wygłodniałe zabierały psy z łańcuchów. Były wypadki, że ich ofiarami były także dzieci samotnie, wieczorami wracające do domu. W latach siedemdziesiątych odwiedziła moje rodzeństwo kuzynka z rodzinnej wsi. Opowiedziała niezwykłą tragedię. Po wojnie z kilku wsi dzieci uczęszczały do jednej szkoły. Jedną dziewczynkę z sąsiedniej wsi nauczycielka zostawiła po lekcjach za nie dociągnięcie w nauce. Była już szarówka kiedy wracała do domu. Padła więc ofiarą wilków. Ojciec dziewczynki z rozpaczy zemścił się na nauczycielce. Nie zważając na długoletnie więzienie, zjawił się u niej w domu i dokonał zabójstwa. Kiedy podczas wojny mieszkałem na swojej kolonii, w zimową, księżycową noc oglądałem przez okno jak watahy wilków wyły w pobliżu naszej chaty. Nawet teraz na stare lata wilki śnią mi się po nocach jak mnie atakują. Krzyczę nie raz przeraźliwie przez sen.<br />
Pola na tych bajecznych terenach nie bardzo obfitowały w plony, ze względu na brak nawozów naturalnych. Mineralnych w ogóle nie było. Za to łąki były porośnięte bujną trawą. Kwitły bajecznie z dominacją dzięcieliną.<br />
Na Białorusi wszystkie pory roku były piękne i punktualne. Brakowało tam tylko życzliwej i troskliwej władzy, która zadbała by o bardzo serdecznych i bardzo pracowitych ludzi.<br />
W tym pięknym, biednym kraju w Żułowie niedaleko od Wilna 5 grudnia 1867 roku urodził się nasz Marszałek. Przez swoje dzieciństwo i dorastanie obcował na co dzień z wiejską biedotą swojej Ojczyzny. Walcząc o niepodległość Polski przez cały czas myślał i układał plany w jaki sposób pomóc biednym, zapracowanym rodakom. Niestety, nie było chętnych, by pomóc Marszałkowi. Dla tych, którym wywalczył wysokie stołki wyrzekli się Go. Pilnowali tylko swoich, wyzyskiwanych dóbr. Dlatego doprowadzili Marszałka do gniewu. Dlaczego wiele Polaków nie wie, czym był Przewrót Majowy? Niewygodnym, o tym czynie Marszałka nie chce się wiedzieć. Dlaczego więc oni w swoich domach szczycą się Jego symbolami?<br />
Uroczą, Białoruską Krainę przed II Wojną Światową i po wojnie pięknie opisywali poeci rówieśnicy, urodzeni 1882 roku: Janka Kupała i Jakub Kołas. Jakub Kołas był narodowym, białoruskim poetą. Janka Kupała był poetą ludowym. Wszystko co się działo na wsi podpatrywał. Utrwalał w formie poezji to piękno i biedę cieszących się życiem rodaków. Pięknem poezji rozczulał serca swojego ludu. Nawet teraz, kto słucha audycji &#8220;Radio Swaboda&#8221; w języku białoruskim, sygnałem jej rozpoczęcia brzmi piękna melodia do tekstu Jego piosenki.</p>
<p style="text-align: center;"><em>Lublu Nasz Kraj, staronku hetu<br />
Dzie ja radziłasia, rasła.<br />
Dzie pierszy raz paznała szczścia.<br />
Ślazu niadoli praliła.</em></p>
<p>Ta piosenka jest długa i rozczulająca. Janka Kupała przedstawił w niej: piękno, pracowitość, radość, niedolę i miłość swojej, ukochanej, białoruskiej wsi.</p>
<p style="text-align: right;"><em>Sergiusz Jackowski</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sycowice.net/index.php/2009/11/22/dziahile/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wigilia z pułkownikiem &#8211; część 12</title>
		<link>http://sycowice.net/index.php/2009/10/28/boze-narodzenie/</link>
		<comments>http://sycowice.net/index.php/2009/10/28/boze-narodzenie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Oct 2009 22:46:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sergiusz Jackowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sycowice.net/?p=959</guid>
		<description><![CDATA[
źródło zdjęcia: sxc.hu

WIGILIJNE POŻEGNANIE
- Wszyscy wojenni koledzy interesowali się cennymi zdobyczami. Ja skorzystałem tylko z berlinskiej restauracji, w której pozwoliłem sobie na pianino i na kilka skrzynek alkoholu. Mam zamiar ten instrument muzyczny sprezentować dla córki moskiewskiego przyjaciela, która ma także imię jak moja Wiera.
Witał nas już poranek Bożego Narodzenia, kiedy zrozpaczony pułkownik wstał od [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="margin: 0pt 5px 5px 0pt; width: 300px; float: left;"><img style="margin: 0;" src="http://sycowice.net/zdjecia/89.jpg" alt="Boże Narodzenie" width="300" height="225" /></p>
<p style="font-size: 11px; text-align: center; color: #999999; margin: 0; padding: 0;">źródło <a style="color: #999999;" href="http://fotoblog.com.pl/">zdjęcia</a>: sxc.hu</p>
</div>
<p><strong>WIGILIJNE POŻEGNANIE</strong><br />
<em>- Wszyscy wojenni koledzy interesowali się cennymi zdobyczami. Ja skorzystałem tylko z berlinskiej restauracji, w której pozwoliłem sobie na pianino i na kilka skrzynek alkoholu. Mam zamiar ten instrument muzyczny sprezentować dla córki moskiewskiego przyjaciela, która ma także imię jak moja Wiera.</em><br />
Witał nas już poranek Bożego Narodzenia, kiedy zrozpaczony pułkownik wstał od stołu. Podziękował nam za wszystko i powiedział:<br />
<em>Jestem Wam bardzo wdzięczny, że z takim poświęceniem i wytrwałością wysłuchaliście moich żalów, bowiem bardzo mi to ulżyło, że miałem się komu zwierzyć ze swej niedoli.</em><span id="more-959"></span><br />
Pułkownik wyciągnął do ojca rękę na pożegnanie, chwilę pomyślał i z powrotem usiadł. Dręczyła go jeszcze jedna sprawa, którą w końcu też postanowił się podzielić. Zwrócił się do ojca z zapytaniem:<br />
<em>- Drogi Tomaszu, czy Wy wierzycie w Boga?</em><br />
Ojciec bez namysłu odpowiedział:<br />
<em>- Tak.</em><br />
- Ja także bardzo wierzyłem w Boga. Moi rodzice byli bardzo głębokiej wiary. Każdego święta cała nasza rodzina szła do cerkwi. Modliliśmy się tylko na stojąco i na kolanach. Ławek w cerkwi nie było tak jak w waszych kościołach. Modliliśmy się także przed dziesiątkami drogocennych ikon, w które był wyposażony pokój modlitewny naszego domu. Modlić się trzeba było w każdej szkole, również w szkole oficerskiej. Głębokie wyznanie wiary było podstawą do szybszego awansu w armii. Modliłem się w Nowosybirsku, kiedy stałem przed cekaemem w szeregu śmierci. Byłem wtedy młodym człowiekiem i chciałem żyć. Liczyłem na cud Boży. To samo czynili moi koledzy. Modliłem się w takt uderzanej siekiery w tajdze nad Irtyszem. Nad pryzmami umarłych od cierpień kolegów. Modliłem się nad Obem, nad Angarą i na Bajkale. Czyniłem to też w złotodajnych, ponurych górach w dalekiej Syberii. Nie rezygnowałem z modlitwy z rozpaczy nad Amurem, na morzach i oceanie Spokojnym. Gdy włożyłem ponownie szlify oficerskie, mając nadzieję spotkać się ze swoja miłością, dziękowałem Bogu w moskiewskim hotelu, kiedy na ulicach stolicy w rocznicę rewolucji rozlegały się pieśni o jej zwycięstwie. W Czelabińsku, wspólnie z siostrą, modliliśmy się za tragicznie zmarłych członków naszej rodziny. Na Krymie modliłem się za wolność Daszy. Dziękowałem Bogu, kiedy już byłem razem z nią. Marzyłem jak zdobyć ikonę i pomodlić się przed nią, jak za dawnych lat z rodziną, chociaż w tym okresie wierzących prześladowano. Pewnego dnia wracałem na uczelnię z przyborami szkolnymi z innego miasta. W ciężarówce przegrzał się silnik. Kierowca po wsi szukał wody. Byłem ubrany po cywilnemu. Wstąpiłem do jednej ubogiej chatki. Był w niej sam staruszek. Po chwili rozmowy spytałem staruszka, czy u kogoś jeszcze można by było kupić ikonę. Staruszek od razu potraktował pytanie jako podstęp. Odpowiedział, że nic nie wie. Poczęstowałem go papierosem. Zaczęła się szczera rozmowa o przeszłych czasach. Gdy go żegnałem powiedział, bym zaczekał. Wyciągnął z kufra trzy ikony i kazał wybrać. Spytałem, ile mam płacić. Staruszek stanowczo powiedział, że żadnej zapłaty nie chce. Wyjąłem jednak 30 rubli i położyłem na stole. Staruszek kilkakrotnie mnie dziękował i życzył szczęścia. Ikonę schowałem do teczki. Poprosiłem staruszka, by o tej transakcji nikomu się nie zwierzał. Kiedy wracałem do samochodu, kierowca już na mnie czekał. Obojga w dobrym nastroju wracaliśmy z dobrym towarem. W uczelni miałem jeszcze sprawy inne do załatwienia. Do domu wróciłem późno. Dasza zaniepokojona czekała mnie z kolacją. Kiedy otworzyłem drzwi domu rzuciła mi się na szyję i prosiła, bym starał się nie wracać tak późno. Zawsze czekała mnie z niepokojem kiedy wracałem później. Po kolacji Dasza uspokojona poszła do łóżka. Ja przygotowany do snu wyjąłem z teczki ikonę i postawiłem w swoim pokoju na biurku Ukląkłem i zacząłem się modlić, dziękując Bogu za wolność, za szczęście, za zdrowie Daszy i za tak oczekiwane dziecko. Dasza zaniepokoiła się, dlaczego tak długo nie ma mnie w łóżku. Kiedy już byłem rozmodlony, za sobą usłyszałem szelest. Zaniepokojony czekałem, jak na moją scenę zareaguje Dasza. Wkrótce uklękła przy mnie i przeżegnała się. W tej chwili doznałem wielkiego szczęścia, że dalsza modlitwa była wspólna i szczera. Na koniec modlitwy Dasza ze złożonymi rękami wypowiedziała:<br />
<em>- Dzięki ci Boże za tak wspaniałego męża.<br />
- Po modlitwie z żalem powiedziała mi, czemu nic nie mówiłem jej o swoich zamiarach.</em><br />
Wybaczyła mi za to i zwierzyła się, że ona także modliła się ukradkiem. Ikonę zawsze po modlitwie chowaliśmy do szuflady. Modliliśmy się przed nią razem aż do ostatniego pożegnania, W Stalingradzie także się modliłem po kryjomu, czekając na wiadomość od Daszy.<br />
Na charkowskich gruzach umarła dla mnie modlitwa razem z moją rodziną. Od tej chwili życie dla mnie stało się bez żadnego znaczenia. W moim sercu utkwiła bolesna cierń, której już nikt nie zdoła usunąć.<br />
Od szczerych, tragicznych zwierzeń pułkownika dostrzegłem u ojca łezkę wzruszenia. Wigilijny gość też to dostrzegł. Sięgnął po resztę zawartości butelki. Gdy to wypili, przeprosił nas na chwilę i wyszedł do swojego pokoju. Wkrótce wrócił trzymając w rękach pokaźną, bogato rzeźbioną szkatułę. Była ona wypełniona wojennymi odznaczeniami i ważnymi dokumentami. Pierwszą rzeczą, którą wydobył ze szkatuły, było nią złote pudełko. Jego pokrywka była zdobiona drogocennymi kamieniami w formie prawosławnego krzyża. Otwierając pudełko pułkownik powiedział:<br />
<em>- Tylko ta pamiątka pozostała po naszej, rodzinnej wierze.</em><br />
W tym pudełku znajdował się złoty krzyżyk na złotym łańcuszku. Był wysadzany identycznymi kamieniami jak na pokrywce. Miał także taką samą wielkość.<br />
<em>- To jest jedna z dwóch identycznych pamiątek po moich rodzicach. Były one zrobione na zamówienie jako prezent ślubny od moich dziadków. Z tymi pamiątkami moi rodzice nigdy się nie rozstawali. Ten krzyżyk zdobił mamy piersi w cerkwi i na każdych towarzyskich przyjęciach.</em><br />
Następnie pułkownik po kolei pokazywał nam swoje skarby opowiadając o ich historycznym znaczeniu. Najważniejszym odznaczeniem był „Order Aleksandra Newskiego”. Podwójna,<br />
pięcioramienna gwiazda połyskiwała złotem. Kolorowe promienie zdobiły jej całość. Na koniec z kieszeni pokrywy szkatuły wydobył kopertę i oświadczył:<br />
<em>- Te wszystkie odznaczenia i dokumenty stały się dla mnie bez wartości. Tylko zawartość w tej kopercie jest bezcennym moim skarbem. Jest to ostatni, rozpaczliwy list od Daszy. Jeżeli pozwolicie, to odczytam jego treść.</em><br />
<em>- Chętnie posłuchamy</em> &#8211; oświadczył ojciec.<br />
Pułkownik wyciągnął z koperty list i zaczął czytać:<br />
„Mój najdroższy Miszeńka! Otrzymałam od Ciebie upragniony list. W tej samej chwili odpisuję Ci. Wierzę i wiem, że bardzo mnie kochasz i nasze dzieci, które za Tobą ogromnie tęsknią. Pytają mnie każdego dnia, kiedy ta wojna się skończy. Przed Twoją ikoną modlę się w dzień i w nocy, by Bóg wysłuchał mojego błagania i zażegnał koszmar wojny. Front z każdym dniem się zbliża. Całe miasto w panice. Dzieci są w strachu. Odmawiają nawet jedzenia. Teraz, gdy na nich markotnych spojrzę, łzy same płyną z oczu, które niezdarnie ukrywam przed nimi. Najdroższy Misza! Wybacz mi, że Cię zasmucam swoimi cierpieniami. Oddała bym wszystko prócz dzieci co posiadam, pojechała bym jeszcze raz na Kamczatkę, byś tak nie cierpiał jak ja.<br />
Pułkownik na chwilę przestał czytać. Patrzyłem, jak po jego pokaleczonej rewolucją twarzy z wielkiego wzruszenia pociekły gorzkie łzy. Wielki żal po tragicznie zmarłej rodzinie nie mogła powstrzymać łez nawet oficerska dzielność. Wycierał je piękną, niebieską chusteczką z pewnością podarowaną przez żonę. Kiedy gość Wieczerzy nie co się uspokoił, przeprosił nas i czytał dalej:<br />
Wiem, co to jest dyscyplina wojenna. Wiem, czym jest dla nas Ojczyzna, dlatego w przerażeniu i tęsknocie musimy być w rozłące. Mój Miszeńka, jeżeli przeżyjesz wojnę, a my zginiemy, nigdy nie zapominaj dzieci i swojej miłości, którą spotkałeś na rozstajnych drogach swego życia i śmierci. Całujemy Cię mocno. Twoja Dasza z dziećmi.”<br />
Pułkownik układając swoje zasługi do szkatuły powiedział:<br />
<em>- Po wyzwoleniu Charkowa już miałem otrzymać awans na pułkownika. Wyższe dowództwo dostrzegło moje załamanie. Prócz tego mój rodowód także dla niego nie odpowiadał. Dlatego awans wstrzymano. Podczas uroczystości zwycięstwa na placu przed Bramą Brandenburską miałem tymi zasługami udekorować swoje piersi. Tego nie uczyniłem. Generał, który dekorował zwycięzców i mianował mnie na pułkownika, zwrócił dla mnie uwagę dlaczego wyglądam tak skromnie podczas tak doniosłej uroczystości.</em><br />
Po zamknięciu szkatuły pułkownik oto tak podsumował życie:<br />
<strong>- Moi drodzy, człowiek od urodzenia galopuje na koniu, którym jest życie. Pędzi na nim do kresu. Dziecko interesuje się pięknem, zabawą, jedzeniem i troskliwą matką. Jego za dużo nie interesuje co to jest kres życia. A to dlatego, żeby jego ciało w beztrosce się rozwijało, a w przyszłości było zdolne do kontynuacji ludzkiego życia na ziemi. Gdy człowiek dorośnie, marzy o miłości, o karierze, o bogactwie. Kiedy swój cel osiągnie, to cieszy się ze swego szczęścia. Przez to zapomina, że jego koń wciąż galopuje do celu. Wielu ludzi jest szczęśliwych przez całe życie i nie chcą dopuszczać do siebie tragicznych myśli. Ale są świadomi, że kiedyś to nastąpi. A kiedy nastąpi czas rozstania się z życiem, ze swoimi najbliższymi i ze swoją miłością, wtedy bardzo mocno cierpią. Dlatego w większości życie na ziemi jest wielkim cierpieniem, często przez wielki zamęt ludzkich umysłów.</strong><br />
Pułkownik wstał i ostatecznie żegnał się z nami. Podziękował nam za wszystko. Ojciec życzył naszemu świątecznemu gościowi wytrwania i podziękował za życzenia, za „zdobyczną”,za szczere streszczenie swojego życia, za piękne i prawdziwe słowa na pożegnanie<br />
Kiedy pułkownik odchodził do swego pokoju, do okna zaglądało już czerwone, wschodzące, bożonarodzeniowe słońce. Ojciec skierował swoje kroki ku stajni. Ja natomiast pobiegłem do stodoły. Otworzyłem kufer, w którym znajdowały się książki, zeszyty i inne przybory szkolne. Odszukałem w nim atlas geograficzny. Niezwykłe opowiadania pułkownika bardzo mnie zaciekawiły. Gdy znalazłem się na kwaterze gdzie spaliśmy, w słońcu świątecznego poranka rozłożyłem mapę Rosji na posłaniu. Podczas wędrówki śladami mojego bohatera po mapie usnąłem. We śnie podążałem szlakiem katorgi, wielkiej miłości i tragedii rodziny rosyjskiego oficera.<br />
Niezwykłe opowiadania ofiary wojen zarejestrowały się w mojej pamięci na zawsze.<br />
Następne dwie wigilie i Święta obchodziliśmy w kompletnym gronie rodzinnym w domu, który był przeznaczony na noclegi i odpoczynek. Często spotykałem się z pułkownikiem w swojej zagrodzie. Był bardzo życzliwy. Nie raz za żartował i uśmiechał się. Były to uśmiechy wymuszone Na jego twarzy zawsze można było odczytać cierpienie.<br />
Wczesną wiosną 1948 roku, dywizja artylerii Armii Czerwonej opuszczała Cibórz i pozostałe miejscowości. Serdecznie żegnaliśmy się z pułkownikiem, jak z najlepszym przyjacielem, z którym w jednym gospodarstwie chociaż w niewygodzie przeżyliśmy ponad dwa lata. Nie raz w gronie rodzinnym wspominaliśmy niezwykły los i tragedię rodziny wigilijnego gościa.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>- KONIEC &#8211; </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sycowice.net/index.php/2009/10/28/boze-narodzenie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
