
źródło zdjęcia: Sergiusz Jackowski
TIBORLAGER – CIBÓRZ – STRZELNICA
Budowa koszar Tiborlager była ściśle związana z budową południowego odcinka MRU. Trwała ona ponad dwa lata. Przed budową pagórkowaty zalesiony teren nad jeziorem, wykupił Wehrmacht od katolickiej parafii w Muhlbock /Ołobok/.
W latach osiemdziesiątych ukazał się artykuł w „Gazecie Lubuskiej”. Czytamy w nim: Gdy roboty przy budowie Tiborlager były zaawansowane, wywiad polski był zainteresowany tą budową. Do zbierania informacji na jej temat wyznaczono agenta o kryptonimie „Nr.1225”. Czytaj więcej…

źródło zdjęcia: Sergiusz Jackowski
Dawne dzieje nad strumykiem
Od wielu wieków cichutko, swobodnie płynął sobie strumyk przez leśną krainę. Gdzieniegdzie ocierał się o fragmenty pól i łąk. Po obu stronach otaczał go bajeczny, szumiący las. Królowała w nim rozhukana zwierzyna. Ptasi świergot i śpiew , rozczulał i pobudzał pobliskich mieszkańców do życia. Od wieków nad strumykiem zmieniały się państwa, ustroje i nowe pokolenia ludzi. Tylko strumyk się nie zmieniał. Wypływał z jeziora Nischlitz /Niesłysz/ a rzeka Odra jak matka zabierała jego wody i płynęła hen do morza. Na wiosnę po roztopach było wiele rozlewisk. Gdy zasoby wód malały, rozlewiska wracały do swego koryta. Gospodarze z pobliskich wsi jak: Muhlbock/Ołobok/, Schonfeld/Rokitnica/, Skampe/Skąpe/, Mittwalde/Międzylesie/, Hammer/Przetocznica/, Blumberg/Bródki/, użytkowali rozlewiska dla celów gospodarczych, zbierali siano. Czytaj więcej…

źródło zdjęcia: Sergiusz Jackowski
Repatrianci
Miałem wówczas prawie 16 lat. Opuszczałem z rodzicami i starszą siostrą naszą rodzinną kolebkę na Kresach Wschodnich. Odjeżdżałem ze wspomnieniami lat dziecięcych i wojennej zawieruchy podczas dorastania. Mieszkaliśmy 7 lat na kolonii w pobliżu strumyka a za nim bezkresne moczary. Ojciec utrzymywał dobre stosunki z sąsiadami kolonii. Z chęcią do pomocy zjawiło się kilka furmanek, by nas z dobytkiem odtransportować na stację kolejową do Postaw, odległą o 30 km. Nasz dorobek rodzinny, co mogliśmy zabrać umieściliśmy na trzech furmankach. Mama, moja siostra i ja usiedliśmy z tyłu na ostatniej furmance. Wyruszyliśmy polną drogą do szosy. Wóz kolebał się po nierównościach. Załadowany dorobek monotonnie gaworzył. Z tyłu za nami leżały dwie owce z powiązanymi nogami, które od czasu do czasu pobekiwały. Krowa na powrozie człapała za wozem. Czytaj więcej…
źródło zdjęcia: sxc.hu
NIEBEZPIECZNA PRZYGODA W SZKOLE
Po przejściu frontu znowuż chodziłem do rosyjskiej szkoły. Była nieco bliżej. W pałacu innego przedwojennego pana Kazimierza Prokopowicza. Ta osada nazywała się „Margi”. W tym pałacu umieszczono także i Siel-Sowiet. (Wiejska Rada). Starszy mój kolega Piotr Krywieniok, brał udział w partyzantce. W Wiejskiej Radzie otrzymał stanowisko. Chodził zawsze z karabinem. Pewnego razu przyszedł do Siel-Sowietu. Karabin zostawił w szkolnej poczekalni. Ja ze swoimi rówieśnikami zjawiłem się tam by czekać na lekcje. Zauważyłem stojący karabin za piecem. Z taką bronią umiałem już się obchodzić. Wziąłem go do rąk i załadowałem nabój. Czytaj więcej…
źródło zdjęcia: sxc.hu
MOJE URODZINY
Z relacji rodziców.
Był wrzesień 1929 rok, bez dokładnej daty. Ojciec zaplanował zakończyć wykopki na sznurku ziemi przy lesie. Chciał jechać sam, gdyż mama była w bardzo poważnym stanie przed rozwiązaniem. Mama się uparła. Chciała być koniecznie na polu przy zakończeniu wykopków. Raniutko więc wyjechali z domu. Ojciec pługiem wyorał ostatnich parę rajek. Mama rozniosła worki. W tym czasie tuż w lesie wyła wilczyca. Ojciec mamie powiedział, że te wycie źle wróży. Kazał jej nie schylać się i nie kopać. Nie posłuchała. Kiedy już miała wykopany koszyk ziemniaków nie mogła się odchylić. Poskarżyła się dla ojca o bólach. Ojciec dobrze wiedział, że to już rozpoczął się poród. Czytaj więcej…
źródło zdjęcia: sxc.hu
TRUD BIEDNYCH LUDZI
Na Białorusi podczas okupacji Carskiej Rosji we wsiach było bardzo mało szkół. Przez to z opowiadań rodziców wynikało, że analfabetów było około 70%. Ludzie za tamtych rządów czuli się całkowicie wolni. Nikt im w niczym nie przeszkadzał. Każdy mógł się uczciwie dorobić. Ze strony władz nie było żadnych problemów. Kto był bogatszy i zaradniejszy ten tworzył warunki na edukację swoim dzieciom. Natomiast władza senatorska Polski zadbała jedynie, by prawie w każdej wsi była czteroklasowa szkoła. Siedmioklasowe szkoły były w odległych dużych wsiach. Z każdej mniejszej wsi tylko kilku miało ukończoną taką szkołę. Przed II Wojną Światową na wsiach było ponad 50% analfabetów, ludzi w wieku od lat 30 wzwyż. Czytaj więcej…
źródło zdjęcia: sxc.hu
WSTĘP
Każdy człowiek, przy różnych okazjach z nostalgią wspomina i opowiada przyjaciołom o swoim, beztroskim dzieciństwie. Moje dzieciństwo było bardzo bogate w różnorodne przygody: miłe, dramatyczne i tragiczne.
Moja Ojczyzna Białoruś była bardzo piękna i bardzo uboga do II Wojny Światowej. O tą krainę od średniowiecza nie dbała żadna władza. Nie było tam żadnego przemysłu. Ludzie w swoich gospodarstwach musieli swoimi sposobami same sobie radzić. W tym, pięknym Kraju, w biedzie i niedostatku spędziłem swoje dzieciństwo, a także u progu swojego dorastania. Co pozostało w mojej pamięci z Rodzinnych Stron, o biednych, zapracowanych, serdecznych ludziach postanowiłem opisać na pamiątkę dla swoich Potomnych. Czytaj więcej…
WIGILIJNE POŻEGNANIE
- Wszyscy wojenni koledzy interesowali się cennymi zdobyczami. Ja skorzystałem tylko z berlinskiej restauracji, w której pozwoliłem sobie na pianino i na kilka skrzynek alkoholu. Mam zamiar ten instrument muzyczny sprezentować dla córki moskiewskiego przyjaciela, która ma także imię jak moja Wiera.
Witał nas już poranek Bożego Narodzenia, kiedy zrozpaczony pułkownik wstał od stołu. Podziękował nam za wszystko i powiedział:
Jestem Wam bardzo wdzięczny, że z takim poświęceniem i wytrwałością wysłuchaliście moich żalów, bowiem bardzo mi to ulżyło, że miałem się komu zwierzyć ze swej niedoli. Czytaj więcej…
II WOJNA ŚWIATOWA
Czas płynął. Bez problemów kierowałem uczelnią. Termin na wakacje do Moskwy był już ustalony. Dasza miała wiele problemów w wyborze odpowiedniego ubioru w tak ważną gościnę. Dzieci z niecierpliwością oczekiwały na zwiedzenie Moskwy.
Nagle, jak grom z jasnego nieba spadła na nas groźna wiadomość o niemieckiej agresji na Rosję. Wszelkie plany odwiedzin zostały pogrzebane. Na twarzy Daszy pojawił się wielki smutek i trwoga. Niemiecka armia błyskawicznie przeszła przez tereny pogranicza. Front załamał się na wielu odcinkach. Po dwóch miesiącach trwały już walki w obronie Moskwy. Czytaj więcej…
NIESPODZIEWANY GOŚĆ
Pod koniec lata 1940 roku, zbliżała się dwudziesta (po zwycięstwie Wielkiej Rewolucji) rocznica istnienia naszej uczelni. Otrzymaliśmy depeszę z Moskwy, że na cześć ważnego wydarzenia, na polecenie Woroszyłowa przyjedzie delegacja. Przez kilka dni przygotowywaliśmy się do jej przyjęcia. Kiedy nadszedł ten dzień, pod uczelnię podjechały trzy limuzyny. Ja z dyrektorem wyszliśmy na spotkanie z ważnymi gośćmi. Zdziwiłem się kiedy zobaczyłem wysiadającego z pierwszej limuzyny barczystego pułkownika. Był nim mój były anioł stróż kapitan Jermołow. On też od razu mnie poznał. Czytaj więcej…