Wspomnienia Mikołaja Zubika cz. VI – bitwa pod Lenino

3

źródło zdjęcia: Mikołaj Zubik

Rozmawialiśmy po polsku, to przynosiło nam wielką radość, bo przypominało Ojczyznę. Każdego dnia było nas coraz więcej, rodacy przybywali z różnych stron w pojedynkę i grupami, ci którzy chcieli walczyć za Polskę. W polskiej armii! W Riazaniu na stacji kolejowej Diwowo, gdzie zatrzymał się nasz pociąg, zobaczyliśmy ku ogromnej radości polskich żołnierzy w rogatywkach i nowych mundurach. Zrobiło się gwarno: powitania, radość, pytania o pochodzenie – „Chłopaki! Może ktoś z was jest z Białegostoku? Albo z Lublina?!” Były to bardzo radosne spotkania – po powitaniu. Czytaj więcej...

Wspomnienia Mikołaja Zubika cz. V – więzień Kraju Rad

3

źródło zdjęcia: Mikołaj Zubik

Po czasie w głodzie i chłodzie przed zachodem słońca pociąg zatrzymał się na polach Baszkirii, gdzie nas wyładowano. Poszczególne kompanie ruszyły pieszo po zasypanych śniegiem drogach do niedalekiego miasteczka Iszynbajew, rozbudowanego na prawym brzegu rzeki Białej u stóp gór Uralskich. Jest to Baszkirska ASRR, stolica Ufa. Tu o zmroku wprowadzono nas do wielkiej klubowej sali, z której wywoływano poszczególne kompanie do pobliskiej łaźni. Z powodu tak licznej grupy ludzi do kąpieli, kolej na moją drużynę wypadła około godziny 4-5 następnego dnia. Po tej kąpieli wyprawiono nas do tatarskiej wioski Ałagwat, gdzie dotarliśmy o wschodzie słońca. Tu porucznik wyznaczył mi jedną z ulic, na której miałem zakwaterować swą drużynę. Czytaj więcej...

Wspomnienia Mikołaja Zubika cz. IV – aż na Uralu

3

źródło zdjęcia: Mikołaj Zubik

Tu zastaliśmy setki tysięcy takich tułaczy jak my. Byli tu ludzie z tarnopolskiego, lwowskiego, stanisławowskiego, Białorusi a też Bukowiny i Besarabii. Tu dowiedzieliśmy się, że ojciec narodów – Stalin – określił nas jako element „nienadiozny” i nakazał zdjąć nas z wojsk frontowych. Dotyczyło to również niektórych oficerów, którzy brali udział w kampanii wrześniowej, zajmując wyżej wspomniane tereny. Tutaj pod gołym niebem dwie doby koczowaliśmy bez kawałka chleba, czy chociażby garnuszka herbaty – o tak to zaciskała się pętla głodowa na naszej Bogu ducha winnej szyi. Trzeciego dnia zebrano nas ok. 30 chłopa i skierowano do jednego z kołchozów odległego o ok. 15 km do roboty przy sianie. Osłabiony i głodny nie byłem w stanie tam dojść, upadłem pod płotem, ażeby zebrać siły a tu podeszła do mnie jakaś staruszka z płaczem mówiąc „a może i mój syn gdzieś tak leży”. Pamiętam – pierwszy raz w swoim życiu poprosiłem o kawałek chleba. Czytaj więcej...

Wspomnienia Mikołaja Zubika cz. III – moja wojenna tułaczka

3

źródło zdjęcia: Mikołaj Zubik

Moja tułaczka wojenna była dla mnie tym boleśniejsza, że nigdy do dnia dzisiejszego nie opuszcza mnie myśl o ojczystych stronach, gdzie mijały me beztroskie lata. A tą drogą dla mnie miejscowością było powiatowe miasto Zaleszczyki. Miasteczko Zaleszczyki to słynne uzdrowisko – tu w swoim czasie wypoczywał marszałek Piłsudski Tu morele, winnice, pomidory, winobrania, piękne plaże na brzegach Dniestru. Należy wspomnieć, że do Zaleszczyk trzy razy w tygodniu z Warszawy biegała tzw. „Lux Torpeda”. A pensjonaty jak i plaże były zapełnione wczasowiczami. A wszystko to zburzyła bezpowrotnie wojna. Moja tułaczka, jak wielu innych, rozpoczęła się dopiero w 1941 roku. Czytaj więcej...

Wspomnienia Mikołaja Zubika cz. II – za mało środków do życia, za dużo żeby umierać

3

źródło zdjęcia: Mikołaj Zubik

Zaleszczyki – miasto uzdrowiskowe, które okala Dniestr z trzech stron, tysiące wczasowiczów, miłosne hulanki, różne wybryki, a nam uczniom pozwalano raz w tygodniu kąpać się i pohasać w wodzie, i to nie dłużej jak 1 godzinę. Tak było i w innych zakładach rzemieślniczych. Często zadawałem sobie pytanie: kto kieruje tak niesprawiedliwie życiem na ziemi – jedni piją, hulają, bawią się inni zaś harują całymi dniami na wpół głodni i obdarci. Czas mijał (lato i zima), nic więcej tylko pilna i wytężona praca. W takich warunkach kończę termin i powracam do rodzinnej wsi. Jesienią i zimą prowadzę warsztat, wiosną i latem podejmuję pracę w cegielni oddalonej o 7 km, dokąd chodzić trzeba było pieszo. Mimo bardzo skromnego trybu życia, niedostatek pokonać trudno. Prawie co roku, tuż po Wielkanocy, dawał o sobie znać tzw. „przednówek” tj. stare zapasy zboża kończą się, a nowego chleba jeszcze nie ma. Czytaj więcej...

Wspomnienia Mikołaja Zubika cz.I – Dzieciństwo

3

źródło zdjęcia: Mikołaj Zubik

Starsi mieszkańcy Pomorska pamiętają Mikołaja Zubika – wieloletniego społecznika, który zmarł w 1990 roku. W tym roku, 25 lat po śmierci, jego córka Maryla Żurawik udostępniła zapiski i zdjęcia swojego ojca, który będąc na emeryturze od końca lat 70-tych ubiegłego wieku spisywał swoje wspomnienia. Mikołaj Zubik brał także udział w konkursach literackich, część jego wspomnień ukazała się w książce Mój dom nad Odrą i w artykułach gazet. Pani Maryla Żurawik przekazując zapiski powiedziała: Ojciec na pewno nie miałby nic przeciwko, żeby opublikować jego wspomnienia a nawet byłby zadowolony, że jego wspomnienia ktoś chce czytać. Czytaj więcej...

Najlepiej być na swoim…

knowledge-1052010_640

źródło zdjęcia: darmowe zdjęcia

Kiedy zapytałem Panią Helenę za czym tęskni najbardziej, w Jej oczach pojawiły się łzy: do dnia dzisiejszego najbardziej tęsknię za domem, bo to „było swoje”, a tu jestem „na obcym”… . Jest koniec maja 2007 r. Sycowice. Moje panieńskie nazwisko to Helena Downar. Urodziłam się 20 lutego 1921 r. w otoczonym lasami folwarku Milidowszczyzna w gminie Krewo, w powiecie oszmiańskim na ziemi wileńskiej. Folwark ten był naszą własnością, miałam pięć sióstr i jednego brata którego później zamordowali sowieci. Do czteroklasowej szkoły w Czerkasach, chodziliśmy piechotą ze cztery kilometry, a w zimie Ojciec lub parobek podwoził nas saniami. Lata były słoneczne i gorące, a zimy srogie. W listopadzie leżał już kopny śnieg, a bez sań nigdzie nie można było się ruszyć. Najbliższą ludzką osadą odległą od nas o około 1,5 km była Kozarowszczyna, gdzie był majątek ziemski i niewielka wieś którą w większości zamieszkiwali Polacy. Czytaj więcej...

Martha Pfennig z Leitersdorf

m

źródło zdjęcia: Adam Maziarz

Otrzymała złotą odznakę honorową od organizacji Evangelische Frauenhilfe. Po wojnie była w kontakcie z wieloma mieszkańcami Deutsch-Nettkow (Nietkowice) Pierwsze 28 lat życia Martha Pfennig spędziła w Leitersdorf (Sycowice) Pani Martha Pfennig z domu Groß urodziła się 9 października 1894 roku w Leitersdorf (Sycowice). Była najmłodszym z sześciorga dzieci poważanej rodziny. Należała w ojczyźnie (w Sycowicach) do kręgu młodych dziewcząt w chórze kościelnym. W rzeczywistości była aktywna przez całe życie w protestanckiej pracy społecznej. Po ukończeniu szkoły Martha Groß pracowała jako pomoc domowa w Guben i Berlinie. Kiedy w 1916 roku zmarł jej ojciec wróciła do Leitersdorf (Sycowice). W 1922 wyszła za mąż za Paula Pfenniga z Deutsch-Nettkow (Nietkowice), który w tej nadodrzańskiej wsi miał małe gospodarstwo i z zawodu był kołodziejem. Para Pfennig miała dwie córki: Ilse, która później roznosiła pocztę w „Straßburgu”(Nietkowice), i Ingrid, która pracowała w gospodarstwie rodziców i w biurze burmistrza. Wypędzona z domu w 1945 roku była zmuszona do czterotygodniowego marszu na piechotę. Przez Frankfurt/Oder doszła do Salzwedel w Altmark, gdzie jej mąż dotarł tam po kilkumiesięcznej niewoli. W 1955, para przeniosła się do dzieci do Solingen. Od 1964 roku Martha Pfennig mieszkała u swojej córki Ilse i swojego zięcia Hansa Schapana. W 1974 roku zmarł jej prawie 84-letni mąż. W kwietniu 1984 roku dostała za 54-letnią służbę jako działaczka protestancka Złotą Odznakę Honorową. Pani Martha Pfennig w wieku nawet 90-ciu lat wciąż telefonicznie i listownie utrzymywała kontakt z wieloma przyjaciółmi z Leitersdorf (Sycowice) i Deutsch-Nettkow (Nietkowice), na przykład z 93-letnim pastorem Glüerem (Minden), który w Leitersdorf udzielał jej ślubu. Chętnie opowiadała, zwłaszcza o powodzi w Deutsch-Nettkow (Nietkowice), kiedy musieli łódką ratować Paula Webera ze strychu.

tłumaczyli: Adam i Janusz

Rosjanie w Sycowicach i Grabinie podczas Wojny Siedmioletniej

wojna siedmioletnia

źródło zdjęcia: sxc.hu

We wrześniu 1756 roku doszło do trzeciej Wojny Śląskiej przeciwko Austrii, ponieważ Rosja otrzymała wrogie oświadczenie od Prus, to w konsekwencji również tutejsza okolica doznała nieszczęścia przez tą wielką wojnę. Wprawdzie początkowo było tu cicho, aż w 1758 Rosjanie nadeszli z zajętego przez nich Królestwa Pruskiego, a 15 sierpnia Kostrzyn w wyniku ostrzału został obrócony w popiół; następnie 18 września został dostrzeżony pierwszy rosyjski kozacki oddział. Przybyli z Radnicy i zatrzymali się na poranny posiłek; ich głównym celem było to, aby zabrać konie ze wsi, które wyłapywali i były one utracone. Domy, z których mieszkańcy uciekli zostały splądrowane, uciekinierzy ścigani, wszystkie skrzynie i pudła rozbito a co lepsze zostało zabrane. U większości mieszkańców, którzy pozostali w domu zabrali tylko pasze ze stodół, zażądali pieniędzy i chleba, a ogólnie zadawali cierpienie i co było przyzwoite nie zabrali wielu ubrań. Czytaj więcej...

Ofiary wojny z Leitersdorf /Sycowice/ w latach 1914 – 1918

interpelacje

źródło zdjęcia: sxc.hu

We wczesnych godzinach południowych 28 czerwca 1914 roku grupa serbskich zamachowców rozstawiona co kilkadziesiąt metrów czekała na jednej z ulic Sarajewa aby wykonać zadanie wyznaczone im przez tajną organizację Czarna Ręka. Gdy pojawił się samochód z Arcyksięciem Franciszkiem Ferdynandem i jego żoną Zofią, jeden z zamachowców rzucił bombę. Odgłosy wybuchu były znakiem dla innych zamachowców, że zamach zakończył się sukcesem i powinni udać się do pobliskiej kawiarni, gdzie mieli świętować swój sukces. Jednak bomba wybuchła przed autem raniąc tylko jednego z oficerów Arcyksięcia. Franciszek Ferdynand po krótkiej wizycie w ratuszu postanowił pojechać do szpitala odwiedzić swojego rannego oficera. Kierowca skręcił w uliczkę, gdzie zamachowcy siedzieli w kawiarni. Zauważyli samochód Arcyksięcia i wtedy jeden z zamachowców Gavrilo Princip wybiegł z kawiarni i oddał dwa śmiertelne strzały. Arcyksiążę Franciszek Ferdynand i jego żona skonali po paru minutach. To była główna przyczyna wybuchu I wojny światowej. Czytaj więcej...

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.