BOHATEROWIE ORGANIZOWANEGO SZPITALA W CIBORZU

źródło zdjęcia: Sergiusz Jackowski
Powitaliśmy natomiast dyrektorów:- pana Lewandowskiego i jego zastępcę pana Wawszczaka, jako organizatorów szpitala w Ciborzu. Wkrótce pojawili się mianowani kierownicy do spraw organizacyjnych szpitala. Jednym z nich był człowiekiem o wielkich ambicjach. Być może wszyscy nie wiedzą, że On najbardziej przysłużył się rozwojowi szpitala w Ciborzu. Był nim pan Franciszek Fornalewski. W końcu lat pięćdziesiątych minionego wieku jako młody chłopak pojawił się w Ciborzu. Czytaj więcej...

Historia rodziny oficerskiej w Ciborzu

źródło zdjęcia: Adam Cieślak
Jeszcze przed wydaniem swojej książki miałem miłe spotkanie. Gość ze swojego dzieciństwa znalazł znajomego elektryka w internecie, który był także inkasentem za zużycie energii elektrycznej w mieszkaniach oficerskich rodzin. Już będąc na emeryturze w roku 2010 odwiedził mnie z prezentem były szef drogówki z Wolsztyna Adam Cieślak, ur. w 1947 roku. Był synem mojego znajomego porucznika dowódcy baterii Jana Cieślaka. Czytaj więcej...

Kuzynowie

źródło zdjęcia: Sergiusz Jackowski
Kuzynowie Jankowscy urodzili się w 1918 roku w mojej, rodzinnej wsi Dziahile. Jeden, kilka miesięcy starszy nazywał się Henryk, a młodszy Leon. Ich ojcowie – bracia, pochodzili z nieco bogatszej rodziny. Łączyło Ich pokrewieństwo babci z domu Jackowskich. Ich ojcowie pobudowali się naprzeciw siebie po obu stronach ulicy w rodzinnej wsi. Henryk i Leon razem spędzali dzieciństwo. Razem przed wojną ukończyli 7 klasową Szkołę Podstawową. Henryk przed wojną jeszcze zdążył w Wilnie ukończyć kurs szoferski, dostać posadę kierowcy i ożenić się z córką handlowca, u którego był zatrudniony. Czytaj więcej...

Sergiusz Jackowski

źródło zdjęcia: Sergiusz Jackowski
Szanowni Internauci Sycowic i Gminy Czerwieńsk. Witam Was ponownie po paru latach ze swoim, nowym bagażem literackim poszerzonej, pierwszej książki. Z uwagi jej braku i poszukiwania na rynku, postanowiłem ją dopracować i poszerzyć ponad 30%. Miałem wiele problemów, by ten plan prywatnie zrealizować. Z uwagi na „drapieżne” przeszkody musiałem uciec ze swojej gminy. Swoje autorstwo powierzyłem opiece prawnej warszawskiemu Mecenasowi. Przez parę lat byłem bardzo zajęty utrudnionym pisaniem i korespondencją. Choroba także mnie nie pieściła. Jak na moje lata, osoby wysoko wykształceni podziwiają mój trud i talent... . Czytaj więcej...

Moje wspomnienia…. . Część 3

źródło zdjęcia: Michalina Suchodolska
Swoją „karierę” na Ziemiach Odzyskanych rozpoczęłam od pracy w kuchni jako pomocnica kucharki… . Poznałam też wtedy mojego przyszłego męża Wacława Suchodolskiego który bardzo mi się spodobał. Po niezbyt długim okresie „chodzenia ze sobą” postanowiliśmy się pobrać. Wróciłam do domu z tą radosną nowiną, a Rodzice rozpoczęli przygotowania do wesela. Oczywiście przyjechał również mój przyszły mąż i Jego Rodzice, a właściwie Ojciec i macocha, którzy pochodzili spod Wilna. Mieli Oni co do syna nieco inne plany, a konkretnie ożenienie go z dziewczyną z tamtych stron. Macocha stroiła dąsy, nic jej się nie podobało i w sumie była przykra. Mój przyszły mąż nie zważał jednak na jej kaprysy i w roku 1956 odbył się nasz ślub. Czytaj więcej...

Moje wspomnienia… .Cześć 2

źródło zdjęcia: Michalina Suchodolska
Kiedy w 1947 roku poszłam do liceum w Rymanowie okazało się, że mam sporo różnych braków i zaległości w nauce spowodowanych słabym przygotowaniem w szkole podstawowej. Moje koleżanki w ogóle bały uczyć się dalej, bo nie wierzyły w to, że dadzą sobie radę z nauką na wyższym poziomie. Ja jednak uparłam się i postanowiłam dołożyć wszelkich starań aby skończyć szkołę średnią po to, aby stąd się wydostać. Czytaj więcej...

Moje wspomnienia…. . Cześć 1

źródło zdjęcia: Michalina Suchodolska
Piękny, tętniący codziennymi sprawami dom położony w pobliżu jeziora. W kuchni niezwykłej urody córka przygotowująca obiad, a na parterze budynku wnuk bawiący się z prawnukiem. Otulona kocem starsza Pani zamyśliła się nieco i cichutko westchnęła: za tydzień ukończę 84 lata, ale teraz myślami jestem na rynku w Rymanowie…. . Za oknem mglisty, szary lutowy dzień, a w domu ciepło i przytulnie…. . Para krzyżówek przeleciała niziutko nad wierzchołkami drzew lądując zapewne na oparzeliskach jeziora. Jest początek lutego 2017 roku. Czytaj więcej...

Wspomnienia Mikołaja Zubika cz. IX – ponad 40 lat w Pomorsku

1źródło zdjęcia: Mikołaj Zubik
Pierwsi osadnicy, którzy zaczęli przybywać w te strony byli to ludzie z Centralnej Polski, przeważnie najemnicy rolni, służba folwarczna i tzw. wówczas biedota wiejska, która niczego nie mogła się dorobić w latach międzywojennych za rządów sanacji. W nieco późniejszym okresie zaczęli napływać osadnicy zza Bugu i Sanu, oraz osadnicy wojskowi. W związku z napływem osadników zaczęły się wyłaniać różne palące potrzeby gospodarczo-społeczne, oświaty i kultury. I tak – wieś Pomorsko rozbudowana na prawym brzegu Odry, a połowa ziemi uprawnej znajduje się po lewej stronie rzeki. Tubylcy korzystali z promu, którym to dojazd był do pól, a także do Zielonej Góry. Prom ten wycofujący się front wojsk niemieckich podminował i zatopił go przy prawym brzegu. Czytaj więcej...

Wspomnienie Mikołaja Zubika cz. VIII – pierwsi osadnicy Pomorska i okolic

3

źródło zdjęcia: Mikołaj Zubik

Na Ziemie Odzyskane przybyłem w pierwszych dniach lipca 1945 roku z Poznania. W szpitalu „Przemienienie Pańskie” leczyłem rany wojenne, a przetransportowano nas tu – grupę ok. 15 osób, niedobitków działań wojennych, ze stalagu XI aż z Altengrabow. Byli to jeńcy wojenni z 1939 roku, a także wielu z Powstania Warszawskiego oraz ja z dywizji im. T. Kościuszki – uczestnik bitwy pod Lenino. Tu w Poznaniu zapoznałem się z panem Czesławem Goleńczakiem, który wówczas był milicjantem w Brodach. On mi podsunął myśl, abym jechał na zachód – na Ziemie Odzyskane. Czytaj więcej...

Wspomnienia Mikołaja Zubika cz. VII – niemiecka niewola

3

źródło zdjęcia: Mikołaj Zubik

O świcie 13 października odzyskałem przytomność w niemieckim okopie. Leżałem na kawałku papy, czułem się bardzo zmęczony, w uszach mi dzwoniło, a w prawej nodze poniżej kolana, prowizorycznie przez kogoś obandażowanej, czułem dotkliwy ból. Niemcy nie zwracali na mnie uwagi, jedni obserwowali front, inni dyskutowali lub jedli spokojnie śniadanie. Usiadłszy zacząłem szukać w pamięci odpowiedzi na pytanie, jak się tu znalazłem. Szukając w kieszeniach papierosów, po nieładzie panującym w moich rzeczach poznałem, że byłem uprzednio dokładnie obszukany. Znalazłszy papierosa wziąłem go do ust i ssałem niezapalonego, ponieważ nie miałem zapałek. Jakiś Niemiec rzucił w moją stronę pudełko, podziękowałem skinieniem głowy. Czytaj więcej...

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.