Drukuj artykuł Drukuj artykuł

Moje wspomnienia…. . Cześć 1

źródło zdjęcia: Michalina Suchodolska

Piękny, tętniący codziennymi sprawami dom położony w pobliżu jeziora. W kuchni niezwykłej urody córka przygotowująca obiad, a na parterze budynku wnuk bawiący się z prawnukiem. Otulona kocem starsza Pani zamyśliła się nieco i cichutko westchnęła: za tydzień ukończę 84 lata, ale teraz myślami jestem na rynku w Rymanowie…. . Za oknem mglisty, szary lutowy dzień, a w domu ciepło i przytulnie…. . Para krzyżówek przeleciała niziutko nad wierzchołkami drzew lądując zapewne na oparzeliskach jeziora. Jest początek lutego 2017 roku. Moje panieńskie nazwisko to Michalina Deptuch. Urodziłam się 12 lutego 1933 roku w Posadzie Górnej koło Rymanowa na Podkarpaciu. Miałam jedną siostrę o 10 lat starszą ode mnie. Od rynku w Rymanowie dzieliło nas ze dwa kilometry i Posada Górna była praktycznie jego przedmieściem. Rymanów miał swoją sięgającą XIV wieku bogatą historię, ale jak pamiętam na początku wojny zamieszkiwany był przede wszystkim przez zajmujących się handlem Żydów, których było więcej niż Polaków. W samym tylko rynku było ze dwanaście głównie spożywczych żydowskich sklepów. Na poniedziałkowy targ na którym rej wodzili Żydzi, ściągali z gór również prawosławni Rusini handlujący końmi, bydłem, owcami, drobiem i czym tylko się dało. Koło naszego domu prowadziła dróżka którą Rusini z gór podążali na targ tak, że miałam okazję oglądania tego żywego dobytku który ze sobą prowadzili. Były to jednak biedne okolice, bo ludzie żyli praktycznie w ten sam sposób utrzymując się z niewielkiego kawałka ziemi. Mój Ojciec który był chłoporobotnikiem, aby wybudować dom wyjechał na dwa lata do Francji gdzie pracował w kopalni węgla. Praca ta pozwoliła na odłożenie niezbędnej na ten cel gotówki i drewnianą chałupę wybudował. Po powrocie z Francji pracował w miejscowej cegielni, ale rodzice mieli też niewielkie, może jednohektarowe gospodarstwo. Uprawiali tam ziemniaki, warzywa, trochę zboża. Mieliśmy też dwie krowy, drób i kilka kóz. Krowy te służyły także jako siła pociągowa przy pracach polowych. Chodziły spokojnie w pługu czy bronach spięte drewnianym jarzmem. Te dwie krowy i kozy to były nasze żywicielki. Matka doiła krowy, robiła sery i zbierała śmietanę wyrabiając z niej masło. Służyły nam one nie tylko do codziennych posiłków, ale do zamiany na najpotrzebniejsze produkty i ubrania na targu w Rymanowie. Ja w tym „zarabianiu” środków do życia również miałam swój udział, bo jako siedmioletnie dziecko obarczona byłam obowiązkiem pasienia tych krów… . Na targu Matka sprzedawała też jaja oraz drób i kiedyś kupiła mi tam pięknie ubraną drewnianą lalkę. To była moja jedyna zabawka…. . Nie ma się czemu dziwić bo nie był to czas przeznaczony na zabawę i radości. Ludzie skupiali się głównie na tym, aby było co włożyć do garnka, w co się ubrać i po prostu przeżyć ten niezwykle trudny i niepewny czas. Pamiętam dobrze, że naszym podstawowym posiłkiem były pierogi z kapustą i grzybami. Każdego ranka Matka robiła ich ze 60-70 sztuk, gotowała je i zalewała tłuszczem z cebulką. Pierogi stały w dużym garnku na ciepłej kuchni i każdy w dowolnej chwili mógł po nie sięgnąć… . Za zupami nikt specjalnie nie przepadał i prawie wcale nie były gotowane… Utrzymanie całej rodziny spoczywało na barkach Matki, bo Ojciec pieniądze które zarabiał w cegielni zachowywał tylko dla siebie. Dziś trudno mi powiedzieć dlaczego tak było i na co te pieniądze przeznaczył. Z czasem siostra wyszła za mąż, a Ojciec jako pracownik cegielni pomógł jej wybudować dom z cegły który był jak na owe czasy bardzo nowoczesny i piękny, a nie taki „drewniak” jak nasz. Miałam też stryjecznego brata Antoniego który był bardzo zdolnym młodym człowiekiem. Uczył się w Rymanowie, ale równolegle podjął pracę w garbarni w której prowadził rachunkowość. Pewnego razu kiedy wziął wypłatę napadli go jacyś zbóje, pieniądze zabrali, jego zabili, a miał dopiero 20 lat… . Jego Matka, a moja stryjenka nie wytrzymała tego okrucieństwa losu i wkrótce z rozpaczy po nim zmarła. Śmierć syna była dla niej tym bardziej tragiczna ponieważ urodziła go w wieku około 40 lat i było to jej jedyne dziecko… . Kiedy wybuchła wojna byłam niespełna siedmioletnim dzieckiem. Ogrom zdarzeń które miały wówczas miejsce przerastał moje możliwości zrozumienia tego co się wokół mnie działo. Zapamiętałam jedynie, że do naszej miejscowości raz wchodzili Rosjanie , innym razem Niemcy… . Na początku wojny Niemców nawet lubiliśmy. Jak przychodzili to dla mnie jako dla dziecka było nawet wspaniale. Byli to głównie Ślązacy którzy pewnie w trosce o swoją skórę zapewniali nas, że chcą z nami żyć w zgodzie i nie zrobią nam żadnej krzywdy. Dla dobrego wrażenia starali się również mówić coś niecoś po polsku. Stacjonowali w naszym domu, byli dobrze we wszystko zaopatrzeni i zachowywali się naprawdę bardzo przyzwoicie. My w tym czasie spaliśmy na strychu. Niemcy w innych domach również starali się jak mogli, bo były przypadki, że po ich pobycie porodziły się dzieci…. . Ponieważ byłam taką małą chudziną, niemiecki kucharz zawsze dbał o to abym się najadła. Zawsze sadzał mnie do stołu i dawał odpowiednią porcję. Niemcy zapraszali do stołu również moich rodziców. Moja siostra o dziesięć lat starsza ode mnie była bardzo ładną dziewczyną i jak to bywa wśród młodych ludzi którym nie przeszkadza polityka, wyznanie czy narodowość, „wpadła w oko” jednemu Niemcowi. Nie było to bez wzajemności bo przypadkiem podglądnęłam ich jak się całowali… . Niemiec na kolanach przysięgał, że jak przeżyje wojnę wróci tutaj i weźmie ją za żonę. Niestety przed nimi była długa droga na wschód, może Stalingrad i pewnie biedak nie przeżył bo jestem pewna, że gdyby przetrwał wróciłby tutaj na pewno…. . Pomimo, że lubiłam stacjonujących u nas Niemców, trzeba też wiedzieć, że w miarę upływu czasu Niemieccy żołnierze stawali się coraz bardziej agresywni i stanowczy. W lecie 1942 roku spędzili wszystkich Żydów na rynek w Rymanowie, część rozstrzelali w pobliskich lasach, a część wywieźli do różnych obozów zagłady. Nielicznych ukryły polskie rodziny chociaż groziła za to kara śmierci. Pamiętam, że o ukrycie prosiła też Polka która wyszła za mąż za Żyda. Nie wiem jak potoczyły się jej losy. Zupełnie inne doświadczenia mieliśmy z Rosjanami. To byli bardzo prości wręcz prymitywni ludzie. Wpadali do domów i na potęgę rabowali i kradli wszystko co tylko się dało: przede wszystkim żywność, a także żywy dobytek chociażby taki jak kury, kaczki czy nawet jaja.. . Nie gardzili również jakimikolwiek wartościowszymi rzeczami jeśli ktoś je posiadał… . Kiedy ludzie protestowali odpowiadali, że powinniśmy im być wdzięczni ponieważ są naszymi „wyzwolicielami”. Mój Ojciec za każdym razem im odpowiadał: „a kto was o to prosił”…? Do szkoły podstawowej czyli siedmioletniej Publicznej Szkoły Powszechnej miałam blisko, bo była w mojej miejscowości w Posadzie Górnej i sama nauka sprawiała mi przyjemność. Roczniki były łączone, to znaczy klasa pierwsza z drugą, trzecia z czwartą, piata z szóstą i oddzielnie klasa siódma. W każdej w ten sposób utworzonej klasie było około dziesięcioro dzieci. Uczęszczałam tam w latach 1940- 1947, a szkołę tą prowadziło małżeństwo nauczycieli. Poziom nauczania był jednak niski, a na dodatek mężczyzna który był kierownikiem szkoły miał niezdrowe skłonności związane jak byśmy to dzisiaj ujęli, ze „złym dotykiem”. Kiedy zaczął się mną interesować powiedziałam bez ogródek, że jeśli mnie dotknie powiem mojemu Ojcu i mój Ojciec go zatłucze. Od tamtej pory miałam święty spokój bo omijał mnie z daleka, ale inne dzieci miały z tym problemy. Dziwne to dla nas wszystkich było bo był żonaty, nie miał jednak dzieci i na szczęście po pewnym czasie wyprowadził się z naszej wsi. Ówczesny stan świadomości społeczeństwa i brak możliwości nagłośnienia takich przypadków powodował, że wiele takich spraw uchodziło zboczeńcom na sucho. Kierownik prowadząc lekcję myślał chyba zupełnie o czymś innym, bo poziom nauczania był marny, co przełożyło się później na kłopoty w liceum.

Michalina Suchodolska

Drukuj artykuł Drukuj artykuł

Komentarz wyraża opinie wyłącznie jego autora. Redakcja portalu sycowice.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

Skomentuj artykuł

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.