Drukuj artykuł Drukuj artykuł

„Nie zawsze musisz wygrać, ważne, że walczysz…”

dyplom uznania źródło zdjęcia: Cezary Woch

W dzisiejszych czasach w polskim społeczeństwie potrzebne są kulturowe ideały osobowości będące wzorcami do których człowiek powinien dążyć. Te funkcjonujące wzorce powinny wyznaczać kierunki i cele które w czasach dużych zmian ustrojowych nie powinny pozwolić na „zagubienie się” społeczeństwu. Poszukując osobowości ziemi lubuskiej natrafiłam na ślad Pana Cezarego Wocha. Zanim umówiłam się z Nim na spotkanie przewertowałam to i owo, aby jak najwięcej dowiedzieć się przed rozmową w „cztery oczy”… . A.W . Panie Cezary, na dożynkach powiatowych w Zaborze, Starosta Zielonogórski uhonorował Pana Dyplomem Uznania „za niezwykle aktywną pracę na rzecz lokalnej społeczności Gminy Czerwieńsk”. Jak to się stało? C.W. A nie wiem… . Po prostu dostałem od Starosty pisemne zaproszenie do wzięcia udziału w dożynkach i „poufny telefon”, że mam na nich być, no to byłem… . A.W. Ale nie każdy dostaje zaproszenia od Starosty i „poufne telefony” mobilizujące… C.W. Z pewnością ma Pani rację, a tak na poważnie to „nominację” wystawia Gmina, jednak mechanizmu wyłaniania kandydatur na prawdę nie znam. Cieszy mnie jednak to, że Urząd Gminy widzi moje pozytywne starania i Judymową pracę u podstaw na rzecz lokalnej społeczności. Jest to o tyle cenne, że praca ta nie zawsze jest należycie doceniana przez miejscowych, być może na zasadzie „cudze chwalicie swojego nie znacie”. A.W. No właśnie. Jest Pan Sołtysem wsi, jak Pan ocenia rolę sołtysa w lokalnych społecznościach? C.W. Szczerze przyznam, że jako człowiek z wyższym wykształceniem i przyzwyczajony do pełnienia funkcji kierowniczych uważałem kiedyś, że być sołtysem to po prostu jakiś obciach… . Z czasem zmieniłem zdanie, bo sołtys będąc lokalnym liderem może wiele zrobić dla mieszkańców i swojej małej Ojczyzny. Warunek jest taki, że ta społeczność musi tego chcieć. Zdarzają się sołectwa o długich tradycjach, gdzie ludzie garną się do wspólnego działania i przedsięwzięć integrujących. Stąd pojawiają się lokalne imprezy takie chociażby jak: dni karpia , pieroga, golonki czy najzwyklejszej kapusty… . Mniejsza o pretekst, takie „dni” integrują, duchowo wzbogacają i jednoczą ludzi i o to chodzi. Przy takich okazjach we wsiach „zorganizowanych” wszyscy pracują chętnie i z radością i każdy wie co ma robić. Sołtys w takiej wsi jest niczym dyrygent dobrej orkiestry który może na chwilę odwrócić się do niej plecami i ukłonić publiczności, a orkiestra grać będzie bezbłędnie dalej. Jeśli wieś jest niezorganizowana, niechętna, oporna, a ludzie nie rozumieją korzyści płynących z dobra wspólnego, to ten dyrygent może nie wiadomo jak wywijać batutą, a jego sygnały i tak nie będą zrozumiałe. Niestety tak jest w Sycowicach…. . A.W. Napisał Pan książkę „Drogi do domu…” zawierającą wspomnienia byłych i obecnych mieszkańców Sycowic. Jest to bardzo cenna literatura faktu łącząca dawne i obecne czasy, budująca dobre relacje między Polakami, a Niemcami zamieszkującymi wcześniej te tereny. Jest Pan inicjatorem sprowadzenia żubrów do Sycowic, zrealizował Pan na terenie wsi bardzo wiele przedsięwzięć, czy to się nie liczy? C.W. Wie Pani, od lat jestem na przyzwoitej wojskowej emeryturze i właściwie to mógłbym nie robić nic. Takie „bezrobocie” do którego wielu wzdycha, nie leży jednak w mojej naturze. Wokół słyszę tylko utyskiwania na złe warunki życia, na brak miejsc pracy, na brak życiowych perspektyw. Na przekór temu pokazałem, że wcale nie trzeba wyjeżdżać za granicę aby tu w Polsce, a konkretnie w tych biednych Sycowicach znaleźć, a właściwie stworzyć od zera własne miejsce pracy i żyć zupełnie przyzwoicie. Między innymi plantuję choinki, hoduję daniele, a w związku z rosnącym zapotrzebowaniem na jagnięcinę która staje się podobnie jak dania z kaczki po prostu modna, sprowadziłem wrzosówki. Ta dodatkowa działalność przynosi mi zyski kilkakrotnie większe od emerytury i porównywalna jest z zarobkami za granicą. Ale to przecież nie wszystko, można znaleźć jeszcze 101 sposobów na godną egzystencję. Chciałbym w tym miejscu zwrócić uwagę na rzecz niezwykle przynajmniej dla mnie istotną. Otóż bez względu na to co robię, pracuję dla swojego kraju i dla swojej Ojczyzny, poza tym jestem u siebie i wśród swoich, a nie jako obywatel II kategorii na obczyźnie… . Ale do rzeczy… . Każdy posiada jakieś zabudowania gospodarcze i kawałek ziemi, a wokół Sycowic jest mnóstwo nieużytków. Kto komu broni wypasać tam owce? Kto komu broni wyuczyć się i „uprawiać” kowalstwo artystyczne czy stolarstwo? Jak Pani już wspomniała byłem inicjatorem sprowadzenia żubrów do Sycowic. Ale nikt nie wykorzystał tego faktu poprzez stworzenie infrastruktury agroturystycznej pomimo, że połowa wsi ma ku temu odpowiednie warunki jeśli chodzi o bazę lokalową. Lokale te należy jednak odpowiednio przygotować sięgając po jak najbardziej możliwe środki finansowe. Było i pewnie jeszcze będzie odpowiednie wsparcie unijne, ale czy ktoś po nie sięgnął? Kto komu broni w ramach działalności agroturystycznej organizować przejażdżki po parku krajobrazowym konnymi bryczkami? W Sycowicach należy budować całą infrastrukturę agroturystyczną i propagować turystykę wiejską. Na całym świecie nawet w najbiedniejszych krajach są z tego pieniądze, ale trzeba chcieć po nie sięgnąć poprzez własną pracę, a nie pisane próśb o zapomogi. Nie w formie wykładów czy prelekcji, ale własnym przykładem i pracą pokazuję, że nie jest to jakaś idea fiks, ale można i powinno się działać w tym kierunku. Wmawiam sobie, że woda drąży kamień i ktoś wreszcie „zaskoczy”. Na razie efekt tego jest taki, jaki osiągnął dziad gadający do obrazu… . Wszystko co robię dla wsi uznawane jest jako oczywisty obowiązek sołtysa który ma „robić”, bo od tego jest… Jest to bardzo irytujące i taka egoistyczna postawa nie daje żadnej motywacji do działania… . Książką autentycznie się cieszę, bo udało mi się dosłownie w ostatniej chwili ocalić od zapomnienia i zapisać losy ludzi którzy jedni stąd odeszli, a drudzy zasiedlili te tereny i tworzyli nową rzeczywistość. Na marginesie powiem, że nasi przyjaciele Niemcy bohaterowie tej książki bardzo proszą o wydanie jej w języku niemieckim, zwracali się w tej sprawie nawet do naszego burmistrza, ale sprawa jak zwykle uzależniona jest od finansów, jest jednak na jak najlepszej drodze. Ci ludzie powoli już odchodzą, ale żyć będą zawsze na kartach tej książki i świadomość tego jest dla mnie bardzo miła. Kiedy odejdą już wszyscy, a traktuję ich jak swoich przyjaciół, kiedyś, gdzieś tam wysoko spotkamy się razem i będziemy dalej snuć wspomnienia z przeszłości….. A. W. Jest Pan również radnym Rady Miejskiej Czerwieńska. Jak Pan ocenia rolę radnego, co radny może a czego nie? C.W. Na wszystko należy patrzeć z pewnym dystansem i nie przeceniać swojej roli. Rada Miejska jest organem uchwałodawczym, czyli radni teoretycznie rzecz ujmując mają ważną rolę do spełnienia ponieważ tworzą lokalne prawo. Jednak w rzeczywistości akceptują jedynie uchwały generowane przez burmistrza. Oczywiście mogą sami tworzyć własne uchwały, ale w praktyce z różnych zresztą powodów zdarza się to niezmiernie rzadko. Burmistrz wspomagany przez urzędników powinien między innymi realizować Strategię Rozwoju Gminy i w tym kierunku zmierzają tworzone uchwały, ale bywa z tym różnie, bo niestety ogranicznikiem są na ogół zawsze zbyt szczupłe finanse. No i radni muszą się z tym pogodzić. Zastanawiałem się nieraz nad rolą radnych i doszedłem do ciekawych wniosków. Otóż radnymi są na ogół rolnicy, ogrodnicy, rybacy, leśnicy /około 23%/, dalej nauczyciele, chemicy, meteorologowie, lekarze, prokuratorzy /około 22%//. Inna grupa to księgowi, rzeczoznawcy, agenci celni /około 13%/ itd. Mało jest żołnierzy, dozorców, sprzątaczek, szatniarzy, czy woźnych /około 2%/, chociaż w Gminie Czerwieńsk prawie co czwarty radny jest byłym wojskowym. Czyli widzimy, że radni to zbór zupełnie przypadkowych zawodów i kwalifikacji. Po to aby należycie kontrolować uchwały proponowane przez burmistrza należało by być prawnikiem prawa administracyjnego, znać się na ekonomi, planowaniu „strategicznym” i księgowości. W powyższej sytuacji nie jest to możliwe. Na podkreślenie zasługuje fakt, że uchwały pod nadzorem sekretarza Gminy przygotowują specjaliści do których mam pełne zaufanie, a kontroluje prawnik, no to co tu jest do poprawienia? W tej sytuacji rolę radnych porównałbym do roli ławników w Sądach Powszechnych… . Rada Miejska składa się z 15 osób, przy głosowaniu obowiązuje większość, a odmienne zdanie pojedynczego radnego nie ma najmniejszego znaczenia… . Na miarę swoich możliwości staram się jednak zwrócić uwagę na problemy tzw. Zaodrza, czyli czterech wsi położonych na prawym brzegu Odry które są nieco zapóźnione cywilizacyjnie w porównaniu z pozostałą częścią Gminy. W tej sytuacji większymi możliwościami dysponuje sołtys, bo ma argument finansowy w postaci funduszu sołeckiego i rzeczywiście „coś może”… . A.W . Jakby nie było, jest Pan człowiekiem zapracowanym, czy znajduje Pan czas na jakieś swoje szczególne zainteresowania – hobby? C.W. Ależ oczywiście tak! Z tym zapracowaniem to trochę przesada, bo lubię też poleniuchować… . Wszystko co robię to moje hobby i moja pasja, a funkcja sołtysa i radnego też…/chi, chi../ . Ale również poluję, hoduję daniele i pszczoły, jeżdżę bryczką swoimi hucułami, a ostatnio sprowadziłem wrzosówki, przesympatyczne owieczki będące najstarszą polską rasą owiec. Kontakt z tymi zwierzętami i owadami /pszczoły/, podglądanie ich w ich naturalnym środowisku daje mi wiele radości i satysfakcji. Właśnie dostałem z „województwa” zezwolenie na odstrzał pięciu bobrów czyniących dotkliwe szkody na moich polach. Bobry są pod ochroną, ale w sytuacjach kiedy mocno dają się we znaki, „prawo zezwala”… . Wypróbuję więc staropolskie przepisy na dania z tego popularnego już dzisiaj „szkodnika”, bo gotowanie to też moja pasja, a polowanie na bobry to kolejna ekscytująca przygoda… . A.W. Czy w swoim życiu kierował się Pan jakimiś wzorcami? C.W. To trudno powiedzieć. Moim wzorcem było i jest wszystko to co uczciwe i dobre. Nie tak dawno oglądałem telewizyjny wywiad z powstańcem warszawskim. Ten sędziwy już człowiek dumnie patrząc przed siebie między innymi powiedział tak: „nie zawsze musisz wygrać, ważne, że walczysz…”. W ułamku sekundy zdałem sobie sprawę z tego, że słowa te są kwintesencją mojego życia… . A.W. No tak, jest Pan pasjonatem tego co robi, interesującym ciekawym człowiekiem, ale żyje Pan sam, czy to jest jedyna rzecz która się Panu nie udała…? C.W. To znaczy…? A.W. Nie byłabym sobą gdybym nie zadała tego pytania: przy Pańskim boku nie ma kobiety… . C.W. Hmm…. . To pytanie jest dość osobliwe i mógłbym nie udzielić na nie odpowiedzi, ale skoro już zostało zadane, to odpowiem tak… . Po to aby dwoje ludzi mogło ze sobą zgodnie funkcjonować nieważne w jakim związku formalnym czy nieformalnym, muszą być spełnione dwa, a nawet trzy zasadnicze warunki: wspólnota celów i pragnień, a ja dodaję jeszcze od siebie: marzeń. Taki związek jest jak opoka, nie do ruszenia. Jeśli brakuje któregokolwiek z nich, to związek taki zupełnie się nie liczy i nie ma żadnych perspektyw. Potwierdzają to dające do myślenia statystyki rozwodów… . Cenię sobie wolność i niezależność, a do samotności można się przyzwyczaić, ona też ma wiele zalet… . Zresztą ostatniego słowa jeszcze nie powiedziałem… . Wybudowałem dom, posadziłem wiele drzew, ale nie mam syna. Brak następcy rodzi konkretne konsekwencje, chociażby takie, że nie mam komu przekazać swojego doświadczenia, wiedzy i pasji czy wreszcie sztucera… . Czy to jest porażka nie wiem, raczej po prostu zmienna losowa z którą trzeba się pogodzić… . Mam córki, mądre, wykształcone, obie pracują za granicą jedna w USA, druga na Bliskim Wschodzie. Szczególnym uczuciem darzę Aleksandrę, która kontynuuje niejako lotnicze tradycje, ale nie utrzymuje ze mną kontaktów. Życzę Jej jednak tyle szczęśliwych lądowań ile startów… . A.W. Czy nie może Pan powiedzieć Jej tego osobiście? C.W. Nie zawsze jest to możliwe… . A.W. Dziękuję Panu za przesympatyczną rozmowę i życzę dalszego realizowania swoich pasji. C.W. Ja również dziękuję za wspólne spędzenie letniego popołudnia i życzę Pani zawodowego spełnienia i osobistego szczęścia.

Agata Wielowieyska

Drukuj artykuł Drukuj artykuł

4 komentarze do artykułu “„Nie zawsze musisz wygrać, ważne, że walczysz…””

  1. Anka

    W tym pięknym wywiadzie, jest pokazana mądrość Człowieka,który swoją pasją ,tworzy wspaniały klimat do pracy.Gratuluję Panu Cezaremu,że umiał zawsze być i jest Sobą,że jest wzorem,jak dbać o najbliższe Człowiekowi wartości.
    W tych umiejętnie stawianych pytaniach-rodzi się odpowiedź prawdziwa.Życie Sołtysa jest pełne motywacji, do dobrych oddziaływań społecznych.
    Obiektywna ocena,dialog między pokoleniowy-wybudował most,który stoi na solidnych nogach zaufania.To jest cenne wyróżnienie.
    W tej rozmowie podkreślone są mocne strony Człowieka,ale również Jego przełamywanie trudności-w docieraniu do mieszkańców.
    Pani Redaktor dziękuję za tak wspaniale przeprowadzony wywiad..a Cezaremu życzę dalszych sukcesów.Pozwolę dodać słowa.Jan Paweł II (Karol Wojtyła)

    ”Człowiek jest wiel­ki nie przez to, co po­siada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z in­ny­mi.”Takim Człowiekiem jest Kochani Mieszkańcy WASZ SOŁTYS CEZARY WOCH-MÓJ KOLEGA,ZNAJOMOŚĆ Z KTÓRYM BARDZO SZANUJĘ.
    Pozdrawiam serdecznie.Anka Łęcka.

  2. Internautka

    Serdecznie gratuluję Panie Cezary i życzę siły, cierpliwości i nadal „sięgaj tam gdzie wzork nie sięga” (jak to kiedyś ujął ktoś znacznie mądrzejszy ode mnie).

  3. Internauta

    Witaj Cezary ! Rozumiem to doskonale o czym piszesz ! Ja mam od ponad 20 lat te same problemy. Taka jest sytuacja LIDERA – osoby, która podejmuje się spełniać tą rolę. Tym bardziej gdy Lider podejmuje się dodatkowo funkcji urzędowych.
    Dobrze a nawet bardzo dobrze, że piszesz o tym otwartym tekstem. Bo tak wg mnie trzeba. A rada na to? W tym przypadku widzę ją w życzeniach, które kieruje do Ciebie Pani Internautka. Uznaję jej życzenia kierowane do Ciebie – traktując je jak swoje – chociaż i pomimo, że nie bardzo pojmuję jej ” wrzutę ” w poprzednim komentarzu o cennych owcach Wrzosówkach !
    Choćby tylko dlatego nie pojmuję, bo pisze Pani Internautka, że może połączymy wysiłki bo co dwie głowy i to mądre to nie jedna. Powinna wg mnie napisać w mnie, że co” trzy mądre głowy ” i też włączyć się do grona tych mądrych głów w słusznej sprawie – oczywiście myśląc o sobie. Chyba, że nie może się Pani włączyć w to dzieło połączonych głów z racji na dużą odległość zamieszkania ? Cezary głowa do góry !Pamiętajmy, że każdy jest inny a wielu nic po prostu nie chce zmieniać i to z bardzo różnych powodów. I też mają swoje racje a wcale tych racji nie musimy znać i podzielać. Ale jedno jest pewne , że wszystkich powinniśmy dobrze traktować, wszak dla nich także, podejmujemy się roli LIDERA !
    Pozdrawiam Ciebie i oczywiście jeszcze serdeczniej pozdrawiam Panią Internautkę dziękując za cenne uwagi !

  4. Internauta

    W uzupełnieniu poprzedniego, mojego komentarza oczywiście: Gratuluję Tobie Cezary !

Komentarz wyraża opinie wyłącznie jego autora. Redakcja portalu sycowice.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

Skomentuj artykuł

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.