Turystyka w Chinach

Drukuj artykuł Drukuj artykuł

Turysta w Chinach

Turystyka w Chinach

źródło zdjęcia: Waldemar Porębny

Sporo czasu już minęło od moich wypocin o Chinach i wypadałoby wywiązać się z obietnicy, którą dałem wspominając o dalszych informacjach z tego kraju. Później napiszę małe „sprawozdanko” z wizyty w Pekinie i na Chińskim Murze ale zanim to jednak nastąpi chciałbym się z Wami podzielić kilkoma spostrzeżeniami „prosto z ulicy”. Obserwacje, których nie znajdziecie w żadnym przewodniku. No….. może gdzieś na jakimś blogu. Otóż turysta przyjeżdżający do Chin indywidualnie, nie z wycieczką, natrafia na pewne ciekawostki, które mogą być nieco zadziwiające i, dla nas, często nie mieszczące się w głowie. I tak:
  1. Na pierwszy ogień idzie poruszanie się po ulicach. Turysto! Włączając się w ruch uliczny w Chinach zapomnij całkowicie o zasadach panujących u nas. W każdej chwili możesz być przejechany lub potrącony przez: rowerzystę, motorowerzystę, trójkołówkę, samochód osobowy, ciężarowy lub autobus. Pamiętaj, że TY jesteś na drodze intruzem. Nie ma najmniejszego znaczenia, że wchodzisz na pasy przy zielonym świetle. Po prostu ONI są panami ulicy. Gdy wchodzisz na przejście to natychmiast wita Cię istna kokofonia klaksonów. Imponujące jest to, że wielu motocyklistów montuje w swoich rumakach klaksony samochodowe, które na przejściu dla pieszych wprowadzają cię z zawał serca. Mając zielone światło na pasach musisz ustąpić wszystkim panom ulicy pierwszeństwa i wtedy może uda Ci się przejść na drugą stronę. Pamiętaj, że nawet to jest uwieńczone sporą dawką ryzyka.
  2. Teraz mało smaczny temat: plucie. Tak, moi drodzy czytelnicy, nie mylicie się. Temat jest dość dziwny ale wymagający choćby zaznaczenia. Jeśli ktoś jest wrażliwy to może przeskoczyć sobie do tematu nr 3. Innych zapraszam do niesmacznej lektury. Otóż w Chinach plucie wygląda na jakiś narodowy sport. Plują wszyscy i wszędzie. I nie jest to takie sobie, delikatne plucie poprzez zęby ale czyste charkanie – prosto z płuc lub głębokiego gardła, które wydobywa się wszędzie dookoła: na ulicach, w autobusach (gdzie delikatnie spluwają np. Za siedzenie aby nie plunąć komuś na buty), restauracjach i biurach. Zawsze splunięcie poprzedzone jest kilkukrotnym, głośnym i głębokim zadzierzgnięciem substancji z głębi i potem eleganckim lobem pozbycie się niechcianej cieczy. Idąc po ulicy często mam pewne obawy, czy nie trafią we mnie ale jak do tej pory szczęście mnie nie omija. Władze chcą walczyć z tym „nałogiem” wywieszając plakaty z rysunkami jak kulturalny Chińczyk ma się zachowywać na ulicy ale efekt chyba jest dość mierny.
  3. Piżamy. Niektórzy mówią pidżamy. Sprawa jest tutaj dość prosta – chińczycy mają zwyczaj chodzenia po ulicy w piżamach. Nie jest to teraz już takie masowe ale wciąż widoczne jako ciekawy folklor uliczny. Nie dziwmy się więc, że gdy w sklepie robimy zakupy, tuż obok nas będzie ktoś ubrany w gustowną piżamkę. Brylują w tym raczej starsi chińczycy ale pamiętam jak właśnie w sklepie, pewnego razu latem, zauważyłem przedstawicielkę płci pięknej wieku dużo mniejszego niż średni, w ładnej, jedwabnej piżamce, która nie wszystko kryła dokładnie pozostawiając sporo miejsca dla wyobraźni. To było latem a teraz zauważa się chińczyków wychodzących na szybkie zakupy w piżamach bardzo grubych, pikowanych i z pewnością bardzo ciepłych. Nie ma tu już miejsca na wyobrażnię.
To by było na razie na tyle. Jeśli Was to interesuje to napiszcie. Wtedy przerzucę się na kuchnie i kulinaria. Może coś jeszcze?? Pozdrawiam z Chin.

Waldemar Porębny

Tagi:

Drukuj artykuł Drukuj artykuł

4 komentarze do artykułu “Turysta w Chinach”

  1. Cezary Woch

    Waldku!
    Wrzuć coś na ruszt, będzie to przykre bo pozostanie ino oblizywanie się, ale dawaj…:)

  2. mic

    Bardzo lubię poznawać ciekawostki z życia innych, daleko od nas żyjących narodów.To o czym Pan raczył się z nami podzielić jest dla nas europejczyków niesamowite i dalekie od naszych zachowań.Pana obserwacje są bardzo interesujące .Liczę na to ,iż w następnych odcinkach ujrzymy więcej równie ciekawych i pikantnych opisów. Oby tak dalej ,a będzie Pan równie ,tak atrakcyjny i sławny jak Cejrowski – (znawca Ameryki Płd.) Pozdrowienia z Nietkowa

  3. Administrator

    Waldku, napisz coś proszę o rzece Jangcy. Czekam na artykuł o Pekinie.

  4. Mistrzu

    Hej.
    Dosc duzo wody w Jangcy uplynelo i dopiero teraz odpowiadam na Twoje pytanie.
    O Jangcy niewiele moge powiedziec. Planowalem co prawda „splyw” statkiem wycieczkowym ale z powodu zmiany planow nic z tego nie wyszlo.
    Raz bylo to w miescie Wuhan ( w gore rzeki od Nantong, gdzie mieszkalem). W tej miejscowosci jest chyba najstarsza przeprawa mostowa przez ta rzeke. Bardzo dlugi, murowany most o niewielkiej przepustowosci – po dwie linie w kazda strone.
    Rowniez raz przekraczalem rzeke promem – w Nantong. Wycieczka promem jest zarazem nudna jak i ciekawa. Ciekawosc wynika z tego, ze zawsze mozna sie zastanowic w jaki sposob statki sie ze soba mijaja. Na rzece jest ruch przypominajacy autostrade: statek za statkiem i w tym wszystkim nasz prom „przemykajacy” w poprzek rzeki. Ciekawe doswiadczenie.
    Dziesiatki razy, natomiast, przekraczalem rzeke przez nowo oddany przepiekny most wiszacy. Musze Wam powiedziec, ze most na mnie, jako inzynierze, zrobil niesamowite wrazenie.Przeslo glowne niesamowicie dlugie a dwa pylony tona w chmurach. Wieczorem most i liny sa znakomicie i kolorowo podswietlone dajac wrazenie jak nie z tej planety.
    Sama rzeka w tym miejscu ma chyba kilka kilometrow szerokosci. Nie wiem dokladnie ile ale z jednego brzegu nie mozna zobaczyc drugiego. Woda zupelnie nieprzezroczysta i nie robiaca najlepszego wrazenia.
    To tylko tyle. Mam moze kilka fotek z tego mostu ale wydaja mi sie one malo ciekawe.
    Pozdrawiam.

Komentarz wyraża opinie wyłącznie jego autora. Redakcja portalu sycowice.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

Skomentuj artykuł

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.