Drukuj artykuł Drukuj artykuł

Wspomnienia o ojczyźnie – część 1

Dziahile

źródło zdjęcia: sxc.hu

WSTĘP Każdy człowiek, przy różnych okazjach z nostalgią wspomina i opowiada przyjaciołom o swoim, beztroskim dzieciństwie. Moje dzieciństwo było bardzo bogate w różnorodne przygody: miłe, dramatyczne i tragiczne. Moja Ojczyzna Białoruś była bardzo piękna i bardzo uboga do II Wojny Światowej. O tą krainę od średniowiecza nie dbała żadna władza. Nie było tam żadnego przemysłu. Ludzie w swoich gospodarstwach musieli swoimi sposobami same sobie radzić. W tym, pięknym Kraju, w biedzie i niedostatku spędziłem swoje dzieciństwo, a także u progu swojego dorastania. Co pozostało w mojej pamięci z Rodzinnych Stron, o biednych, zapracowanych, serdecznych ludziach postanowiłem opisać na pamiątkę dla swoich Potomnych. Dzisiejsze pokolenie wychowane jest w umiarkowanym dostatku. Nie potrafi i nie chce zrozumieć w jakich warunkach borykali się przez całe życie ich poprzednicy przed i w czasie II Wojny Światowej. Wielu z nich trafiło do Polski, a także i na Obczyznę. Być może niektórzy czytelnicy po przeczytaniu moich, szczerych wspomnień w spół czują niedoli naszych Przodków na Kresach Wschodnich. RODZINNY KĄTEK

"Kraj Rodzinny".- To wielkie dwa słowa. W tym Kraju dziecięce łzy roniłem. Tam Mama mocno do piersi tuliła. Tam ręka Taty mnie wykarmiła. Jakże głęboko w mojej pamięci Dziecięce ścieżki się wydeptały. Na stare lata często wspominam Swoje przygody, gdy byłem mały."

Białoruś – to bardzo biedny, bardzo piękny i o zdrowym klimacie Kraj. Tam gdzie się urodziłem nie było żadnego przemysłu. Do stacji kolejowej miasta powiatowego Postawy było 30 km. Do najbliższego miasteczka Miadzioł 10 km. Dziahile, to moja rodzinna wieś. Teren we wsi i wokół niej był bardzo bajeczny. W samej tylko wsi występowały wzgórza, dolinki, bagienka, równinki. W środku niej źródełko, które strumykiem odpływało do pobliskiego jeziora. Droga we wsi była brukowana. Domów murowanych nie było. Prawie wszystkie budynki były budowane z sosnowych okrąglaków. Chaty podczas budowy z okrąglaków uszczelniano mchem. Niektóre, stare chatki najbiedniejszych ludzi były podpierane belkami przed zawaleniem się. Niektóre z nich były tak niskie że większy człowiek jak wchodził to musiał się przychylać. Okien w chatach przeważnie było dwa, a czasami trzy. Wszystkie były przeważnie na cztery małe szybki. Większość chat i budynków kryte były żytnią słomą. Przez to często zdarzały się groźne pożary. Dom mieszkalny składał się przeważnie z jednej izby, spiżarni, sieni, a rzadko z kuchni. Często główna izba miała podłogę z desek, a w pozostałych pomieszczeniach posadzka była z ubitej gliny. W kącie izby lub w kuchni był duży piec wybudowany z cegły. Służył on do gotowania, pieczenia chleba, ogrzewania izby i spania w czasie zimy dla starców i dzieci. W okresie zimowym tęgich mrozów pod piecyk służył jako kurnik. Kogut o północy i nad ranem ogłaszał punktualny czas. Dorośli spali w drewnianych łóżkach na siennikach wypełnionych słomą. Przykrywali się kołdrami uszytymi własnoręcznie z kolorowego płótna. Były one wypełniane włóknem z lnu, przez to były bardzo ciężkie. W szczelinach łóżek i w posadzkach z ubitej gliny gnieździły się insekty. W tamtych latach nie było środków na ich niszczenie. Dokuczliwość pasożytów biedni ludzie musieli znosić. Niewiele było bogatszych ludzi. Ich domy były szalowane deskami i kryte gontem. Wewnątrz tych domów panował ład i porządek. Miały także większe okna. Jakoś umieli. radzić w walce z insektami i zadbać o schludność. Studnie na wsiach były kopane i szalowane drewnem. Z płytszych studni wodę czerpano wiadrem na żerdzi. Nie wiele było studni z betonowych kręgów i z żurawiem. Głębsze studnie z kręgów u bogatszych ludzi były na korby. Bogatsi i biedni kochali jednakowo swój piękny, Rodzinny Kraj. Tereny Jego były także bajecznie wyrzeźbione przez naturę. Na polach występowało wiele kotlinek w kształcie niecek i okrągłe jak leje po bombach. Podczas ulewy napełniały się wodą deszczową. Latem w nich kąpały się dzieci. Pływały na różnych, domowych naczyniach. Niewielkie, pojedyncze góry występowały w różnych kształtach. Niektóre podobne były do stogów siana. Każda miała swoją nazwę jak: Zazonicha, Jarmulicha, Brymowska, Zajczycha Ciarpicha i inne. W zimie na nich dzieci miały doskonałe warunki do zjeżdżania na sankach i nartach. Sprzęt ten był produkowany przez rodziców i doroślejsze dzieci. Mądrzejsi rodzice swoje dzieci od wczesnych lat dziecięcych uczyli majsterkowania, by na przyszłość w dorosłym wieku mogli radzić sobie w życiu. Rodzice, a także i dzieci same wyplatały różne sieci do łowienia ryb. Wędki robili z cieniutkiego sznurka. Przypony do nich z włosia końskiego ogona. U Żyda, który jeździł po wsiach furmanką, szmaty wymieniali na igły i robili z nich haczyki. Zdarzało się, że rodzice z dziećmi doroślejszymi z pni grubego drzewa dłubali koryta, by na połów odpłynąć nieco od brzegu. Jeziora i strumyki były bardzo czyste i obfite w różne gatunki ryb. Między nimi perłą i królową jezior w Polsce przed wojną było Narocz. Nazywano go „polskim morzem”. Był to największy zbiornik śródlądowy w przedwojennej Polsce. Nad nim wybudowano letniskowe miasteczko Kupa. Chłop i robotnik nie przyjeżdżał tam wypoczywać. Miała tam tylko udany wypoczynek "śmietanka" z całej Polski. Lasy były przepiękne zasiane przez naturę. W każdym lesie występowały najróżniejsze gatunki drzew. W starych drzewach dzięcioły wykuwały dziuple. Wiewiórki wykorzystywały je jako spiżarnie na zimę na orzechy i szyszki. W dziewiczych lasach nie brakowało najróżniejszych grzybów. Królowały w nich dorodne borowiki i kozaki. W wielu przypadkach pola sąsiednich wsi przedzielały rozległe moczary, porośnięte karłowatą sosną, brzeziną, olszyną, oraz różnymi krzewami. Te zarośla były siedliskiem dla wilków. Rajem dla ptaków różnego gatunku. Ludzie po zachowaniu się ptaków i ich śpiewie odgadywali bezbłędnie pogodę. Moczary najbardziej były upodobane przez cietrzewie. Bełkot ich rozlegał się od wiosny do późnej jesieni. Ten bełkot ludzie przekształcili w słowa. Na wiosnę brzmiał: - Pradam każuch kuplu babu. - A na jesień:- Pradam babu kuplu każuch. Moczary służyły dla ludzi jako dodatkowa spiżarnia. Nie brakowało tam grzybów do marynowania i różnych jagód na różne przetwory. Największym utrapieniem dla hodowców zwierząt były wilki. Z moczarów na pastwiska wyruszały po zdobycz. Na oczach pastuchów zabijały owce. Ofiarę chwytały za nogę. Zarzucały na kark i umykały w moczary. Nie raz przez nieuwagę pastuchów zostawiały wiele zabitych owiec. Biednym gospodarzom ciężko było latam utrzymać konia w stajni. Na noc zbiorowo wyruszali na nieużytki na ich wypas. Po ciężkiej pracy ze zmęczenia zasypiali. Czujne wilki wykorzystywały okazję. Jeden z nich wytarzany w błocie podchodził do konia. Potrząsał futrem. Rzucał ofierze błoto w oczy i nozdrza. Koń podrażniony błotem unosił głowę do góry. W tym czasie drugi w podskoku chwytał za gardło i przeżerał go. Gdy pastuchy obudziły się, po koniu zostało tylko: ogon, grzywa i porozciągane kości. Jesienią wilki podkopywały się do obór. bez fundamentów. Zabierały cielęta i owce. W zimie wygłodniałe zabierały psy z łańcuchów. Były wypadki, że ich ofiarami były także dzieci samotnie, wieczorami wracające do domu. W latach siedemdziesiątych odwiedziła moje rodzeństwo kuzynka z rodzinnej wsi. Opowiedziała niezwykłą tragedię. Po wojnie z kilku wsi dzieci uczęszczały do jednej szkoły. Jedną dziewczynkę z sąsiedniej wsi nauczycielka zostawiła po lekcjach za nie dociągnięcie w nauce. Była już szarówka kiedy wracała do domu. Padła więc ofiarą wilków. Ojciec dziewczynki z rozpaczy zemścił się na nauczycielce. Nie zważając na długoletnie więzienie, zjawił się u niej w domu i dokonał zabójstwa. Kiedy podczas wojny mieszkałem na swojej kolonii, w zimową, księżycową noc oglądałem przez okno jak watahy wilków wyły w pobliżu naszej chaty. Nawet teraz na stare lata wilki śnią mi się po nocach jak mnie atakują. Krzyczę nie raz przeraźliwie przez sen. Pola na tych bajecznych terenach nie bardzo obfitowały w plony, ze względu na brak nawozów naturalnych. Mineralnych w ogóle nie było. Za to łąki były porośnięte bujną trawą. Kwitły bajecznie z dominacją dzięcieliną. Na Białorusi wszystkie pory roku były piękne i punktualne. Brakowało tam tylko życzliwej i troskliwej władzy, która zadbała by o bardzo serdecznych i bardzo pracowitych ludzi. W tym pięknym, biednym kraju w Żułowie niedaleko od Wilna 5 grudnia 1867 roku urodził się nasz Marszałek. Przez swoje dzieciństwo i dorastanie obcował na co dzień z wiejską biedotą swojej Ojczyzny. Walcząc o niepodległość Polski przez cały czas myślał i układał plany w jaki sposób pomóc biednym, zapracowanym rodakom. Niestety, nie było chętnych, by pomóc Marszałkowi. Dla tych, którym wywalczył wysokie stołki wyrzekli się Go. Pilnowali tylko swoich, wyzyskiwanych dóbr. Dlatego doprowadzili Marszałka do gniewu. Dlaczego wiele Polaków nie wie, czym był Przewrót Majowy? Niewygodnym, o tym czynie Marszałka nie chce się wiedzieć. Dlaczego więc oni w swoich domach szczycą się Jego symbolami? Uroczą, Białoruską Krainę przed II Wojną Światową i po wojnie pięknie opisywali poeci rówieśnicy, urodzeni 1882 roku: Janka Kupała i Jakub Kołas. Jakub Kołas był narodowym, białoruskim poetą. Janka Kupała był poetą ludowym. Wszystko co się działo na wsi podpatrywał. Utrwalał w formie poezji to piękno i biedę cieszących się życiem rodaków. Pięknem poezji rozczulał serca swojego ludu. Nawet teraz, kto słucha audycji "Radio Swaboda" w języku białoruskim, sygnałem jej rozpoczęcia brzmi piękna melodia do tekstu Jego piosenki.

Lublu Nasz Kraj, staronku hetu Dzie ja radziłasia, rasła. Dzie pierszy raz paznała szczścia. Ślazu niadoli praliła.

Ta piosenka jest długa i rozczulająca. Janka Kupała przedstawił w niej: piękno, pracowitość, radość, niedolę i miłość swojej, ukochanej, białoruskiej wsi.

Sergiusz Jackowski

Drukuj artykuł Drukuj artykuł

10 komentarzy do artykułu “Wspomnienia o ojczyźnie – część 1”

  1. Sergiusz

    Myślę, że moje wspomnienia dla obecnego pokolenia wychowanego w dostatku nie będą zrozumiałe i współczuwające dla swoich przodków jak żyli, jak ciężko pracowali, jak cierpieli w niedostatku, jak bardzo cieszyli się z życia, jak się kochali wśród pięknej natury, jak przeżywali dramaty i tragedie minionej wojny. Być może niektórzy Internauci będą współczuwać i podziwiać życie i los swoich Przodków. A może wspomną i autora, który poświęcił skrawek życia wspomnieniom dla teraźniejszych i przyszłych pokoleń.

  2. Cezary Woch

    Szanowny Panie Sergiuszu!
    Dziękuję Panu za kolejną porcję historii, której nigdy byśmy nie poznali, gdyby nie Pan!

  3. Mistrzu

    Panie Sergiuszu,
    Był taki czas, kiedy myślałem o tym, że nie będzie się Pan dzielił z nami swoimi wspomnieniami. Cieszę się, że się myliłem. Dziękuję z dalekich Chin.

  4. Dymitr Sadowski

    Szanowny Panie Sergiuszu, wszystko to prawda, ale Lublu nasz kraj,staronku …., napisała Konstancja Bujło, a nie Kupała.

    Serdecznie pozdrawiam!

    Dymitr S.

  5. sergiusz

    Szanowny Panie Dymitr Sadowski, bardzo dziękuję za słuszną uwagę. Odległy czas i brak internetu podczas pisania wspomnień pomyliłem białoruskich poetów. Postaram się dokonać korekty, by ten błąd usunąć.
    Sergiusz

  6. sergiusz

    Szanowny Pan Dymitr Sadowski, Chciałbym Pana bliżej poznać. Z komentarza wynika, że Pan jest znawcą białoruskiej lektury. Po Pana uwadze w internecie byłem zainteresowany poetką Konstancją Bujło. W latach okupacji komunistycznej Rosji i po wyzwoleniu z okupacji niemieckiej chodziłem do szkoły. Przerabialiśmy białoruską lekturę. Śpiewaliśmy tą narodową piosenkę „Lublu nasz kraj staronku hetu”. To co w mojej pamięci zostało nie zgadza się z treścią tego utworu istniejącego w internecie. To nie jest oryginalna treść tej piosenki znanej poetki. Przedstawiam jedną oryginalną zwrotkę, która jest zdeformowana:
    „Lublu jak zsłoniejka zachodzić
    i bierah chmarki załacić.
    Jak jasnaj noczkaj miesiac świecić
    a pry nim zwiozdka zihacić”.
    Inne zwrotki też są zdeformowane. Częściowo zapomniałem treść tej piosenki. Chciałbym mieć oryginalny tekst tej, narodowej, białoruskiej piosenki.
    Pozdrowienia od Sergiusza.

  7. marcin

    dziekuje poprostu te opowiadania sa fascynujace dla mnie jam i moich angielskich przyjaciol ktorym je tlumacze pozdrowienia z Angli

  8. adik

    a może ktoś udostępni ten „hymn” w formie fonicznej lub wskaże kierunek jego poszukiwania!!! bardzo proszę!!!!

  9. Grzegorz

    Festiwal Piasenka Białoruska 2012 Lublu Nasz Kraj

  10. sergiusz

    Drogi Grzegorzu, jesteś wspaniały, że wytropiłeś ten hymn białoruski w formie fonicznej. Na Ziemiach Zachodnich została tylko garstka Białorusinów, którzy swój hymn słuchali i śpiewali. Ta piosenka z festiwalu jeszcze nie jest oryginalna, którą dzieci tuż po wojnie śpiewali nie tylko w szkołach. Ta piosenka zawiera co najmniej 5 zwrotek, a melodia jej jest bardziej wrażliwa i bardziej piękniejsza.

Komentarz wyraża opinie wyłącznie jego autora. Redakcja portalu sycowice.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

Skomentuj artykuł

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.