Drukuj artykuł Drukuj artykuł

O mieszkańcach Będowa i historii ich wsi

Historia Będowa

źródło zdjęcia: Cezary Woch

Jak żyli, kochali i śmiali się – i o tym jak cesarz wspomógł budowę kościoła Wsie leżące nad rzeką Odrą w obrębie miasta Krosno były zmartwieniem redaktora „Heimatgrüβe”. Artykuły na ich temat rzadko ukazywały się w czasopiśmie. To się jednak zmieniło. Zadbał o to pan Otto Finke (lat 37), mieszkający obecnie w Berlinie na ulicy Seehof 170, który nadesłał nam poniższy przyczynek. Pan Finke uważał, iż informacje dotyczące jego osoby są zbędne. Wielu mieszkańców Będowa i Nietkowic zna przecież dom rodziny Finke i samą rodzinę. Donosi on, że po drugiej wojnie światowej zbudował kilka zakładów i produkował kamienie i materiały budowlane. Przed kilkoma laty odszedł na emeryturę. Teraz żyje ze swoją małżonką w domu jednorodzinnym z ogrodem (5000 m²), w którym rośnie wiele róż i drzew owocowych. Będów jest wsią okręgową, w której znajduje się wiele różnych miejsc, zakątków i zaułków prawdopodobnie słowiańskiego pochodzenia, na co wskazują nazwy łąk i błoni ( Walschinke, Schwirk, Pamaschiske, Krups, Waplaschen, Dianen, Taboke, Duberow). Niegdyś w bagnie uprawnym znaleziono stare szable. We wsi znaleziono również zamki od broni ze śladami prochu strzelniczego na panewce, a także inne części broni z okresu wojny siedmioletniej. Na Waplaschen i Wallschütz znajdował się duży cmentarz z urnami. Urny pochodziły od Słowian (Wendowie), bądź tez od germańskiego plemiona Semnonów. W latach 1900 – 1906 prowadzili tam badania eksperci z Muzeum Berlińskiego. W okresie od przełomu wieku do pierwszej wojny światowej żyło się we wsi skromnie, a nawet bardzo skromnie, ale za to szczęśliwie i zdrowo. Często ojciec ośmiorga dzieci szedł do sklepu wielobranżowego i przynosił dwa śledzie za 5 Pfenningów. Dziesięcioosobowa rodzina jadła później ziemniaki w mundurkach i do tego potrawę przyrządzoną z tych śledzi. Było wiele rodzin, które żyły w ten sposób. W przytułku dla ubogich, znajdującym się pomiędzy Härtel a Paulke żyły dwie wdowy. W piątki babcia wysyłała do wdów posłańca (babcia była córką proboszcza z Birnbaum, dziadek był armatorem posiadającym wiele łodzi) z garnuszkiem czekolady i połową blaszki ciasta. Raz jedna z wdów rzekła: „Spójrz, chłopcze, ja już tak wiele otrzymałam. Ludzie mi przynieśli kilka rzeczy.” – Świadczeń emerytalnych się wówczas nie otrzymywało, jedynie kilka groszy od gminy. W czwartkowe i niedzielne wieczory przychodził regularnie do sklepu przysadzisty olbrzym. Za każdym razem kupował połowę chleba za 50 pfenningów (chleb ważył wówczas 10 funtów i kosztował całą markę), pół funta cukru za 12 pfenningów i jednego śledzia za 5 pfenningów. Pewnego czasu w okresie zimowym znajdowało się w sklepie wielu mężczyzn i jeden z nich zapytał olbrzyma: "A cóż ty robisz z tym śledziem? Obmywasz go i jesz z chlebem?”„Obmywasz, obmywasz” , odparł pogardliwie olbrzym „To, co jest do obmycia, to spożywam. Przecież to zawsze jakiś tłuszcz.” Ludzie byli zadowoleni, miało się czas na opowieści i na pracę. Czego się nie zrobiło dziś, robiło się jutro. W dni deszczowe piekło się i spożywało racuchy kartoflane z musem śliwkowym, rano i wieczorem była zupa mleczna, do tego kromka chleba z musem śliwkowym. Po takim jedzeniu nie cierpiało się na dolegliwości żołądkowe. W oberży grała muzyka, w której starsze panie siedząc wokół parkietu snuły plany ślubne dla swych córek i synów. Młodzież tańczyła, dziewczęta wystrojone były w świeżo wyprasowane białe sukienki z czerwonymi lub niebieskimi wstążkami. We wcześniejszym okresie Będów posiadał sołectwa, które na zmianę obsadzały urząd sołecki. Było to związane z prawami wyszynku. Do około 1880 roku istniało 12 gospodarstw chłopskich, do pierwszej wojny światowej zostało ich 5-6, a po pierwszej wojnie światowej 4. Synowie gospodarzy z nieistniejących już gospodarstw zostawali przeważnie szyprami. Miejscowość nie posiadała ani kościoła ani cmentarza do późnych lat XIX wieku. Na nabożeństwa chodziło się do Nietkowic; tam również grzebano zmarłych. Gdy wujek Paul Finke w roku 1926 przebudowywał i rozbudowywał swoją chałupę, odnalazł się pod podłogą ciężki krzyż wykonany z drzewa dębowego. Po oczyszczeniu go dało się zauważyć wyrytą na nim inskrypcję: „ Tu spoczywa we wszelkiej czci i godności chłop Johann Karl Gottlieb Finke, zmarły 16. Stycznia 1623r.” Ród Finke mieszkał więc w tym miejscu już 350 lat temu. Na prośbę autora tego przyczynku wujek pozostawił mu krzyż na przechowanie. Krzyż nie został więc z pewnością osadzony na kurhanie w Nietkowicach podczas wojny trzydziestoletniej, lecz leżał w zapomnieniu w ziemi. Po wielkim pożarze w Nietkowicach, w którym został strawiony tamtejszy dom boży, Będowianie poczęli starania o pozwolenie na budowę kościoła we własnej wsi. Ich wniosek był jednak wielokrotnie odrzucany przez konsorcjum we Frankfurcie. Wówczas Schulze Braschinc wraz z dwoma ławnikami wybrali się na pieszo do Berlina do cesarza. Cała trójka została odesłana do Poczdamu, gdzie została przyjęta przez cesarza Wilhelma I. Monarcha zaprosił ich na filiżankę herbaty i kazał sobie przedstawić cel ich wizyty, po czym rzekł: „ A więc moi panowie, idźcie spokojnie do domu. Otrzymacie pieniądze i wybudujecie swój kościół.” Półtora miesiąca później otrzymano pozwolenie konsorcjum na budowę. Prace trwały kilka lat. Brakowało pieniędzy. Złożono więc jeszcze raz wizytę cesarzowi. Ale na tronie siedział teraz inny cesarz, Wilhelm II. Schulze i jego dwaj ławnicy nie otrzymali audiencji u cesarza. Zwodzono ich oświadczeniem, iż otrzymają niewielką pomoc finansową, która została później udzielona. W końcu wybudowano kościół z wysoką na 28 metrów wieżą. Powstał również cmentarz, na którym Będowianie opiekowali się grobami swoich krewnych przez 50 lat i dłużej. W kościele ustawiono tablice ku pamięci dwóch Będowian – podoficerów Gerlach i Gerasch, którzy polegli w wojnie w latach 1870/1871. Jeszcze przed rokiem 1900 została wzniesiona szkoła. Później na placu przed szkołą postawiono pomnik wojenny z szarego, śląskiego granitu. Na pomniku zawisła tablica z nazwiskami 18 lub 20 poległych w pierwszej wojnie światowej. Będowianie i Odra byli ze sobą poślubieni; kochali się bardzo, pomimo wielu powodzi i spływów kry. Będów żył z dala od rzeki i wraz z nią. 80% chłopców wyuczało się po ukończeniu szkoły zawodu szypra. Zawód ten dawał powód do dumy, zwiedzało się świat, znało się wiele miejsc, rozumiało się dialekt hamburski i wrocławsko – śląski. Jako bosman lub sternik zarabiało się dobrze, oszczędzało się i zawsze miało się pieniądze w kieszeni i w domu. W starszych czasach koryto rzeki przebiegało nieco na południe od miejscowości. Ale ponieważ Odra kochała szyprów, którzy w dużej mierze kochali po niej żeglować, powiedziała sobie: „Ułatwię życie młodym i nieco starszym szyprom.” Wtedy koryto rzeki popłynęło bezpośrednio przez wieś. Od tego czasu prąd rzeczny przepływał obok domów i ogrodów. Tama stała się miejscową promenadą, po której spacerowały młode dziewczęta i na której wyśpiewywane były pieśni o miłości i cierpieniu. Starzy szyprowie siedzieli w pogodne dni na zaporze i obserwowali przepływające łodzie i holowniki. Tak, nad Odrą zawsze coś się działo. W letnie niedziele przychodziła nad Odrę młodzież z sąsiednich wsi, aby obserwować prąd rzeczny i przeprawiać się przez rzekę. Bywało, że dęło się w trąby, których tony rozbrzmiewały aż na zachodzie, na zakręcie rzeki. Nad Odrą położony był Śląsk. Będowianie mieli wiele koneksji ze Śląskiem – żon szukano w Läsgen, Lessen, Nietkowie lub innej miejscowości. W okresie Bożego Narodzenia szyprowie wracali do domu. Wówczas w miejscowości robiło się tłoczniej. Zabawy odbywały się wtedy nie tylko w gospodzie – panował czas miłości i odwiedzało się dziewczęta. Bawiono się na ślubach i balach szyprów. To był wesoły i żywy czas, aż do momentu, gdy na Odrze zaczął pękać lód i szyprowie zaczęli się niepokoić. Po świętach szyprowie znów ruszali w drogę i wieś pustoszała. Z wybuchem I wojny światowej stare czasy minęły. Po smutku, troskach i inflacji Będów stał się w latach 20 nowocześniejszą, dążącą do czegoś wsią. 25- i 35-letni mieszkańcy starali się nadrobić zaniedbania. Nie było już czasu na spędzanie go w gospodach. Ludzie kupowali grunty, powiększali gospodarstwa i hodowle bydła, budowali nowe domy, obory i chlewy. W latach 1924 – 1938 powstało i zostało w Będowie przebudowanych około 30 domów. Od roku 1925 nowym źródłem zarabiania pieniędzy stała się turystyka. Liczba turystów z Berlina wzrastała z roku na rok. W latach 1930 – 1934 przybyło do Będowa prawie tylu turystów, ilu liczyła cała wieś. Urlopowicze byli przeważnie urzędnikami, rzemieślnikami itp. Dyrektor jakiegoś dużego berlińskiego wydawnictwa zamówił kiedyś dla swej rodziny i siebie pokój na cztery tygodnie, a po upływie tego czasu pozostał w miejscowości jeszcze przez kolejne 14 dni. Przy odjeździe wyjaśnił: „To były najpiękniejsze wakacje, jakie w życiu przeżyliśmy. Wrócimy tu!” Także pewien dyrektor poczty przebywał w latach 1925 – 1944 każdego roku 6 tygodni w Będowie. Piaszczyste plaże nad Odrą, śląsko – nietkowicka piwnica wina, wędrówki po okolicach miały w sobie to coś. Krąg mieszkańców i gości powiększał się. Na rok 1940 Heinrich Gerasch zaplanował budowę wielkiego hotelu z kawiarnią w stylu wiedeńskim na plaży odrzańskiej. Budowniczy Zubeil miał już szkice wszelkich prac, ale rozpoczęła się nowa wojna światowa. Skończyła się ona wypędzeniem wszystkich mieszkańców, pożegnaniem z ojczyzną. Czy na zawsze??? Wyszukiwanie i wybór tekstów Aneta Sopoćko i Cezary Woch, źródło: Crossener Heimatgrube, tłumaczenie Aneta Sopoćko Artykuł w języku niemieckim GALERIA: (kliknij na zdjęcie aby je powiększyć)
LeuttersdorffLeuttersdorff Leuttersdorff

Tagi:

Drukuj artykuł Drukuj artykuł

4 komentarze do artykułu “O mieszkańcach Będowa i historii ich wsi”

  1. Cezary Woch

    Trzecie zdjęcie przedstawia pensjonat o którym wspominał w swojej relacji Pan Franciszek Kryniewiecki. Dobrze, że się zachowało. Będowianie mogą jedynie pomarzyć, jak to drzewiej bywało, ale dobre i to…. .

  2. urszula

    witam…milo mi czytac historie rodziny finke , poniewaz moja babcia karolina z domu byla finke ..pozdrawiam

  3. Halina

    Moja rodzina pochodzi ze wsi Będów, bardzo miło było zobaczyć te zdjęcia i przeczytać artykuł. Będów jest pięknym miejscem. Przepięknie położony w śród zielenie.Raj na ziemi.Tylko szkoda że ludność Będowa jest taka zawistna, ludzie sa wstanie w łyżce wody sąsiada utopić. Ale miejce piękne.

  4. Dariusz

    Witam fajnie przeczytać coś o rodzinnej miejscowości mieszkałem w Będowie do 1979r i ciągle tęsknie choc mieszkam na drugim końcu europy jak tylko mam okazje odwiedzam stare kąty w tym roku szykuje sie na grzybobranie pozdrawiam Dariusz

Komentarz wyraża opinie wyłącznie jego autora. Redakcja portalu sycowice.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

Skomentuj artykuł

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.